wtorek, 23 września 2014

16. Akt dobroci

Witam wszystkich po bardzo długiej (bo ponad trzymiesięcznej) nieobecności... 
Jak widzicie rozdział 16 już się pojawił, a wraz z nim nowa stronka itd... I jak wam się podoba nowy wystrój? Może być czy stary był lepszy? Jak dla mnie ta odsłona wydaje się być bardziej... "burzowata", no ale to tylko moje odczucia... 
Ogółem chcę zrobić jeszcze jedną rzecz... Mianowicie stare komentarze z onetu przekopiować tutaj, żeby istniały również tu, więc od razu was o tym informuję. Prawdopodobnie wezmę się do tego jutro z samego rana, bo dzisiaj już mi się nie chce. A i jeszcze prawdopodobnie zmienię tutaj datę publikacji starych rozdziałów, żeby pokrywały się z tymi z onetu, tak więc... czeka mnie jeszcze sporo roboty, ale najważniejsze trzy rzeczy są załatwione: nowa strona, nowy rozdział i możliwość komentarzy! 
Mam nadzieję, że poniższe dalsze i przyszłe przygody brygady błaznów was zadowolą i, że będą pojawiały się ponownie raz na miesiąc. 
Dodatkowo w listopadzie będzie mijał rok od założenia "Burzy", więc do tego czasu chciałabym zakończyć pracę nad 1 częścią Kronik, by w grudniu móc się wziąć za tworzenie 2 części - Płomienia... Ale co wyjdzie z moich planów? Tego nie wie nikt...
Okay, nie przeciągając dłużej, zapraszam do czytania oraz do KOMENTOWANIA :) Będę bardzo szczęśliwa, czytając wasze opinie :P
Pozdrawiam, CreativeViolet
***
„Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny.”
~ Bolesław Leśmian „Trzy róże”

Dea siedziała na kanapie, opierając głowę na ramieniu Viany. Przez jej umysł przemykały najróżniejsze myśli. Chciała uwierzyć demonicy na słowo, że wszystko będzie dobrze, jednak nie potrafiła sobie tego wyobrazić. W jej myślach ciągle pojawiał się obraz Asuny i Shina, razem. Uśmiechali się, byli szczęśliwi… Zakochani. W sumie, co ona mogła wiedzieć o miłości? Nigdy nikogo nie kochała, ba! nigdy nawet nie była zauroczona, a Shin… Shin po prostu porwał jej serce z tym swoim niebezpiecznym półuśmieszkiem i zamknął na cztery spusty, zabierając ze sobą jedyny klucz. Był dla niej wszystkim, co znała i wszystkim, czego pragnęła. A ona była cała jego. Taka prawda. Kochała go.
K o c h a ł a.
Musiała się wreszcie przyznać do tego przed samą sobą. Jej serce przyśpieszało na jego widok i bolało, gdy cierpiał. Nie potrafiła patrzeć na jego nieszczęście. Jeśli miałby być szczęśliwy z Asuną, musiała się z tym pogodzić.
Bo go k o c h a ł a.
To jedyny racjonalny powód, dla którego mogła to zrobić. Odejść i nie oglądać się za siebie. Zakochać się w kimś innym… Może w Gabrielu? Jednak ex-archanioł, choćby nie wiem jak bardzo się starał, nie mógł zastąpić tego niesamowitego uczucia, które wywoływał dotyk, spojrzenie, przelotny uśmiech czy sama obecność i świadomość tego, że jest obok niej ktoś taki jak Shin. I…
- To moment prawdy – usłyszała cichy głos Viany przy swoim uchu. Demonica spojrzała jej głęboko w oczy i wygięła wargi w matczynym, wszystko wiedzącym uśmieszku. – Już znasz odpowiedź.
I… nie mogła z niego zrezygnować.
Choćby przemierzyła cały świat wzdłuż i wszerz wiedziała, że nie znajdzie nikogo takiego jak Shin.
N i k o g o. N i g d y. N i g d z i e.
Skoczyła na równe nogi i wypadła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Viana podniosła się z kanapy i spokojnym krokiem podeszła do okna. Uśmiechnęła się na widok biegnącej przez trawnik dziewczyny. Tyle lat minęło, pomyślała z tęsknotą. Tyle lat minęło, odkąd widziałam tak czystą i jasną miłość.
­- Są wspaniali, nie uważasz? – zwróciła się do opierającego się po drugiej stronie Keia.
Jeździec spojrzał na nią lodowato-zimnymi oczami, a kąciki jego ust uniosły się w niemal niezauważalnym uśmiechu.
            - Cała panienka Dea – mruknął chłopiec z nutką podziwu i satysfakcji. Przyłożył dłoń do szyby, pozostawiając na niej odcisk z pary, który po chwili zniknął niczym mara senna. – Zostawi ślad. Na pewno. Zmieni nasz świat.

***
       Shin stał przed dziewczyną, która była martwa. Przed dziewczyną, która nie powinna być martwa.
Przed dziewczyną, która u m i e r a ł a.
Widział ją. Mógł jej dotknąć. To była jego Asuna, jednak w jakiś sposób nie była nią. Dziewczyna wyglądała dziwnie. Całą jej skórę pokrywały czarne pęknięcia, jak żyłki w marmurze. Wyciągnęła rękę, puszczając się bramy, po czym straciła równowagę i zaczęła opadać na ziemię. Blondyn złapał ją i niemal równocześnie puścił, jak tylko dotknął jej ramion, ponieważ dziewczyna parzyła, a jednocześnie drżała z zimna. Jej ciało miało tak wysoką temperaturę, że kropelki wody w zetknięciu ze skórą wyparowywały z sykiem. Chłopak położył ją delikatnie na ziemi i obejrzał się za siebie. Ze strony szkoły nadbiegali jego przyjaciele oraz Mephisto.
- Odsuń się od niej! – rozkazał podniesionym głosem demon, jak tylko zobaczył stan umierającej dziewczyny. Zatrzymał się jakieś pięć metrów od syna i innym również nie pozwolił się zbliżyć choćby o krok. – To Letalia, Shin! Nic nie możemy zrobić. Za późno. Ona umrze.
Blondyn spojrzał przerażony na dziewczynę, choć nie bardzo wiedział, czym jest Letalia. Pewnie jakąś chorobą demonów czy czymś w tym stylu. Ale nawet jeśli Asuna była chora, nie mógł jej tak po prostu zostawić. Już raz ją stracił. Nie mógł pozwolić, by stało się to ponownie.
        - Nie ma żadnych leków na to? – spytał, nie mogąc sobie pozwolić na stracenie tej ostatniej odrobiny nadziei, która w nim pozostała.
         - Shin, musisz się od niej natychmiast odsunąć! – poparł kocura Ash, spoglądając na przyjaciela rozbieganymi oczami. – Letalia jest bardzo zaraźliwa.
     - Nie obchodzi mnie to! – warknął blondyn. – Spytałem, czy jest na to jakieś lekarstwo?
       - Nie ma – odparł Rafael poważnym głosem, nie potrafiąc jednocześnie spojrzeć  chłopakowi w oczy.
- Przykro mi – dopowiedział kocur.
Shin przeniósł roztrzęsione spojrzenie ze spanikowanych przyjaciół na umierającą dziewczynę. Nie mógł jej tu tak zostawić. Nie na dworze, nie bez jakiejkolwiek osoby, która mogłaby jej choć trochę to ułatwić. Nie poddawaj się, nakazał sobie w myślach. Wsadził dłonie pod ciało rozpalonej dziewczyny i choć skóra na jego ramionach zaczęła doznawać poparzeń, podniósł ukochaną na ręce i skierował się w stronę Akademii.
         - Nie pozwolę jej umrzeć tutaj! – rzucił, kiedy mijał zszokowanego Mephistophelesa. – Nie będę patrzył, jak kolejna osoba, przyjaciel, ktoś, kogo kochałem, umiera na mokrej od krwi ziemi…
Zatrzymał się na chwilę przy przyjaciołach, widząc że próbują coś dodać, jednak posłał im zimne, poważne spojrzenie nieznoszące sprzeciwu. - Zaniosę ją do swojego pokoju. Może odejść w moim łóżku.
      I ruszył w stronę akademika, pozostawiając za sobą skamieniałe postacie. Nie odwrócił się, nie spojrzał za siebie, nie zatrzymał. Jeśli teraz by go zatrzymali, mogliby dla niego przestać istnieć. Jedyne, co mógł zrobić w tym momencie, to postarać się, by dziewczyna nie cierpiała.
        Znalazł się niemal pod samymi drzwiami, gdy z wnętrza szkoły wypadła Dea i o mało co nie wpadła na niego. Jej oczy błyszczały, ale jak tylko dostrzegła umierającą dziewczynę, zmatowiały. Stały się niemal martwe, takie, w które nie mógł patrzeć, bo wywoływały w nim poczucie winy. Zranił ją i to naprawdę mocno. Ale teraz nie miał czasu, by się zajmować przygnębioną przyjaciółką.
      - Jeśli zamierzasz mnie zatrzymać… – powiedział zimnym głosem, spoglądając jej głęboko w oczy, w których czaił się strach i ból. – …to lepiej zejdź mi z drogi.
- Deo, musisz natychmiast od niego odejść – dobiegł ich głos Mephisto z tyłu.
Dziewczyna odwróciła od Shina wzrok i zagryzła wargę. Zacisnęła dłonie w pięści i odetchnęła głęboko.
Podjęła decyzję.
    - Pomogę ci – odparła i puściła lekko zaskoczonego blondyna przodem. Nie zaprotestował, kiedy oświadczyła, że przyłączy się do niego. Nie powstrzymał jej również. Po prostu… pozwolił robić jej co chce, co o dziwo, jeszcze bardziej ją zasmuciło.
Shin przemierzał pogrążone w ciszy korytarze prowadzące do jego pokoju, a za nim szła Dea. Nie odezwała się do niego więcej, jedynie otworzyła drzwi do pokoju blondyna i stojąc w progu patrzyła, jak chłopak kładzie demonicę na łóżku. Przyklęknął przy niej i odgarnął mokre od potu włosy z czoła Asuny, a na jego twarzy malował się taki wyraz, że jej serce krajało się na malutkie, maluteńkie kawałeczki wciąż od nowa i od nowa.
Przyjrzała się leżącej na łóżku dziewczynie i przeszedł ją dreszcz. Pierwszy raz widziała taką chorobę. Całe ciało demonicy pokrywały rozchodzące się promieniście czarne wgłębienia. Mokre od potu włosy przykleiły się do bladej, napiętej skóry. Asuna cierpiała i choć Dea nienawidziła się za to, chciała, żeby dalej się męczyła. Oh, zamknij się, warknęła na siebie w myślach. Dziewczyna cierpi i umiera, a ty nic z tym nie możesz zrobić. W żaden sposób nie możesz jej pomóc.
Potrząsnęła głową na to myślenie. Mogła jej choć trochę ulżyć. Przeszła do łazienki chłopaków i zmoczyła ręcznik wiszący na wieszaku. Wyszła z łazienki i usiadła na ziemi obok Shina. Otarła pot z ciała demonicy i położyła mokry ręcznik na jej czole. Nie spojrzała na Shina, choć czuła na sobie przeszywające spojrzenie jego zielonych oczu. Nie chciała z nim teraz rozmawiać.
      Następne godziny minęły im identycznie. Siedzieli na przemian przy umierającej dziewczynie i chłodzili jej rozpalone ciało, obserwując, jak czarne żyłki pogłębiają się i coraz bardziej rozprzestrzeniają. Asuna od czasu do czasu odzyskiwała przytomność i otwierała oczy, jednak nigdy nie trwało to dłużej niż kilka sekund. Przez te kilka godzin nikt nie pojawił się w pokoju; nikt nie sprawdził, czy jeszcze żyją.
Dea wstała i przeszła się po pokoju, by rozprostować nogi. Shin nawet na nią nie spojrzał, kiedy ponownie oparła się o chłodną ścianę naprzeciwko niego i odgarnęła ciemne kosmyki, które opadły jej na twarz. Była już taka zmęczona! Zamknęła oczy i pozwoliła, by jej ciało choć chwilę odpoczęło.

Spoglądam na swe ręce, które wydają mi się strasznie malutkie, zupełnie jakby należały do dziecka. Krótkie paznokietki, każdy pomalowany innym kolorem z widocznymi odpryskami; brudna skóra, a na dłoniach piasek… Spoglądam niżej, albo raczej osoba, w której wspomnienia wniknęłam robi to.
 Siedzę na gałęzi drzewa, machając nóżkami w czerwonych bucikach jakieś dwa metry nad ziemią, a kwiecista sukieneczka faluje pomiędzy moimi nóżkami. Nie wiem, po co wdrapałam się na to drzewo, wiem jedynie, że to fajne. Nagle do moich uszu dolatują dziecięce nawoływania i wybuchy śmiechu. Spoglądam w bok i dostrzegam dwóch złotowłosych chłopców biegnących w tę stronę. Na oko są w moim wieku, jednak to pierwszy raz, gdy ich tu widzę. Staję na gałęzi, by lepiej się przyjrzeć ich zabawie i momentalnie tracę równowagę. Piszczę krótko z przerażenia, kiedy ześlizguję się z gałęzi i z potwornym łupnięciem ląduję na ziemi. Wszystko mnie boli od upadku, a w oczach zaczynają wzbierać łzy, które spływają po moich policzkach, pozostawiając okrągłe ślady na sukience.
- Hej! – słyszę dziecięcy okrzyk, więc podnoszę lekko głowę z ziemi i spoglądam na owych chłopców, których obserwowałam z gałęzi. Wyglądają dokładnie tak samo, zupełnie jak dwa złotowłose aniołki o zielonych oczach. Chłopiec o troszkę ciemniejszym kolorze oczu niż jego brat, bo że to bracie jestem pewna, robi zmartwioną minę i wyciąga do mnie rączkę. – Czemu płaczesz?
- Bo spadłam z drzewa – wychlipuję, chwytając jego dłoń i podnosząc się z ziemi.
- Phy! Wiesz ile razy ja spadłem z drzewa? A jakoś nigdy nie płakałem – odzywa się z wyrzutem drugi chłopiec, spoglądając na mnie spod przymrużonych powiek. – Dziewczyny to straszne beksy!
- Shin! – karci brata chłopiec o ciemniejszych oczach i posyła mu zagniewane spojrzenie.
- No co? Powiedziałem tylko prawdę! – broni się Shin, a ja zaczynam się śmiać przez łzy z powodu rozmowy tej dwójki. Jakoś tak jak ich obserwuję, to nie potrafię się nie uśmiechać.
Obaj chłopcy spoglądają na mnie zaskoczeni, po czym również sami zaczynają chichotać.
- Jestem Asuna – mówię po pewnym czasie.
- Shun – przedstawia się chłopiec o ciemniejszych oczach. – A to mój młodszy brat bliźniak, Shin…
- Taa, siemka – mruczy tamten, posyłając mi szczerbaty uśmiech.
- Nigdy was tu jeszcze nie widziałam…
- Bo dopiero co się sprowadziliśmy – odzywa się Shun, wyginając wargi w nieśmiałym uśmiechu.
- Ojciec kupił ten olbrzymi dom w głębi ulicy! Jest tam super wiele miejsca na zabawy w chowanego albo w poszukiwaczy skarbów! – chwali się Shin rozmarzonym głosem.
- Ja też mieszkam na tej ulicy! – oznajmiam ucieszona. W końcu wprowadził się ktoś w moim wieku! – Może będziemy razem chodzić do przedszkola? A w ogóle to ile macie lat? Bo ja mam 5, ale za 3 miesiące będę już miała 6!
- Też mamy 6 lat, ale niestety my uczymy się w domu – odpowiada starszy z braci, a cała moja radość ulatuje.
W tym samym momencie gdzieś z oddali odzywa się męski głos nawołujący chłopców, a oni spoglądają na siebie z cichym westchnieniem.
- Musimy już iść, bo ojciec nas woła – informuje Shun, wzruszając ramionami i obraca się na pięcie. Jego brat spogląda na mnie, pokazuje mi język, po czym biegiem dołącza do swego brata.
Stoję pod drzewem i spoglądam na ich oddalające się plecy. Nagle Shin odwraca się do mnie i szczerzy się z zadowolenia.
- Jak chcesz, to spotkajmy się pod tym drzewem jutro o tej samej porze! Pobawimy się w piratów! Co ty na to?!
- Pewnie! – odkrzykuję, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Chłopcy oddalają się biegiem w stronę domu, a ja siadam pod drzewem i opieram głowę o chropowatą korę. Tak się cieszę, że mogłam ich poznać!!!
Nagle wspomnienia Asuny rozmazują się i zostają zasnute czarną kotarą. Znajduję się pośrodku niczego, w zupełnej ciemności i ciszy. Pierwszy raz zdarza mi się coś takiego, więc nie mam pojęcia co mam robić.
- Witaj, Deo – słyszę radosny, dziewczęcy głos odbijający się w ciemnościach echem. Po chwili pojawia się przede mną Asuna ubrana w białą sukienkę, dokładnie taką samą jaką ma na sobie, leżąc na łóżku Shina i umierając, z tym wyjątkiem, że ta jest zupełnie czysta. Jej miedziane loki spływają falami na lewe ramię, a brązowe oczy iskrzą się z rozbawienia. Jest taka… żywa i normalna… – Cieszę się, że w końcu mogłam cię spotkać.
- Jak to możliwe? – pytam się jej zaskoczona. –  Przecież ty…
- Tak, umieram… Ponownie – odpowiada spokojnie, nadal się uśmiechając i wzrusza ramionami. – Tak czasem jest, że za wcześnie się umiera… Wiesz, bardzo żałuję tego, że wtedy skoczyłam. Zraniłam tak wiele osób, a moja przemiana w demona zraniła jeszcze bardziej tego, na którym mi najmocniej zależało…
- Shina.
- Tak, Shina – potwierdza i podchodzi do mnie powolnym krokiem. Zauważam, że ma bose stopy, a tam gdzie staje, powstają okręgi jak na wodzie. – Ale nie mogę cofnąć czasu, by powiedzieć mu, że go kochałam. A ty również nie możesz mu tego powiedzieć.
Dziewczyna staje przede mną i wyciąga rękę w moją stronę. Jej zimne palce dotykają mojego policzka, gładząc rozpaloną skórę.
- Cieszę się, że to ty zapełnisz pustkę w jego sercu… – szepcze, spoglądając mi w oczy z uśmiechem, a ja, pomimo tego, że nie znałam jej wcześniej, jestem tak wzruszona, że łzy wzbierają mi w oczach.
- Czy nie ma żadnego sposobu, by cię ocalić?
Asuna kręci smutno głową, po czym spogląda na swoje stopy, a mój wzrok podąża za nią. Woda podniosła się i zakrywa już jej kostki.
       - Nie zostało nam dużo czasu… – zauważa, po czym wybucha perlistym śmiechem. – Chciałabym ci coś jeszcze pokazać, zanim opuścisz mój umysł. Czy zechciałabyś podążyć w mą przeszłość?
       - Będę zaszczycona – odpowiadam, również się śmiejąc.
     Po chwili ciemność znika, a my ponownie znajdujemy się na łące pod drzewem, jednak tym razem jest inaczej niż wcześniej. Tym razem jestem biernym obserwatorem, narratorem stojącym z boku wraz z Asuną, a cała scena rozgrywa się przed naszymi oczami.
   Po łące biegną cztery osoby – dwóch blondwłosych bliźniaków, jeden brunet oraz ruda dziewczyna; Shin, Shun, Ash i Asuna. Są starsi, bardziej dojrzali, więc domyślam się, że to jedne z najświeższych wspomnień, zapewne sprzed wakacji, kiedy wszystko wciąż było dobrze. Shin podbiega jako pierwszy do drzewa, a za nim rozradowany niczym dziecko Ash. Z tyłu spokojnie spacerują Shun z Asuną rozmawiając wesoło, a dziewczyna wplata w warkocz polne kwiaty i uśmiecha się do chłopaka.
    - Hej, ślamazary! – krzyczy na nich Shin, wyciągając z kieszeni scyzoryk. – Nie mamy całego dnia! Za niecałe pół godziny rozpoczyna się nasz nowy etap w życiu!
     - Jakbyś się kiedykolwiek przejmował edukacją – odpowiada mu spokojnie brat, dołączając wraz z dziewczyną do drzewa.
       - Shun ma rację… – popiera go Asuna. – Ty nigdy nie paliłeś się do nauki.
      - Cieszę się, że tak mocno we mnie wierzycie – ironizuje chłopak, bawiąc się nożem. – Ale nie o to nam chodzi, prawda Ash?
      - Laseczki! – rzuca brunet, wyrzucając ramiona do góry i kręcąc tyłeczkiem w jakimś dziwnym tańcu-połamańcu. – Licealistki! Obcisłe bluzeczki, krótkie spódniczki!
     - A ty zawsze myślisz tylko o jednym – mówi z lekkim wyrzutem Asuna, przerzucając warkocz na plecy. – Czasem martwię się, że przy was zostanę albo zakonnicą albo lesbijką i sama nie wiem, co gorsze…
         - Zakonnica!!! – odpowiadają równocześnie Shin i Ash, jak to mają w zwyczaju.
        - Na całujące się lesbijki zawsze jest miło popatrzeć… – rozmarza się Ash i cmoka w stronę dziewczyny, a ona udaje, ze wymiotuje.
      Shun podchodzi do brata i zabiera mu scyzoryk z ręki. Klepie Shina w plecy, po czym dotyka kory drzewa.
       - Jesteśmy tego pewni?
       - Bardziej niż czegokolwiek innego na świecie! – odpowiadają mu przyjaciele.
       - No dobra, jak chcecie… – poddaje się chłopak i zaczyna powolnymi, precyzyjnymi ruchami wyskrobywać napis w drewnie. Jakieś czas później odchodzi od drzewa, ociera spocone czoło i pokazuje reszcie swoje dzieło.
        Ozdobny, pełen zawijasów i zakrętasów napis głosi:

„Dowód istnienia naszej przyjaźni.
Oby trwała, póki trwa świat.
Asuna, Shin, Shun i Ash
Dnia 1 września 2012 roku”

         - I co o tym myślicie? – pyta się sceptycznie chłopak, spoglądając na swych przyjaciół.
        - Wiesz co, brachu? – odpowiada pytaniem na pytanie Shin. – Nie wiedziałem, że jesteś tak cholernie dobry… Pełen szacun.
       - Tak, to niesamowite – mruczy dziewczyna, wpatrując się w drzewo.
       - A wiesz co ja ci powiem, Shun? – dodaje na koniec Ash i ramionami obejmuje swych przyjaciół. – Nasza przyjaźń przetrwa nawet wtedy, kiedy skończy się świat! … A tak przy okazji to jesteśmy już spóźnieni…
       - Że co?! Przecież miałeś pilnować czasu, łosiu jeden – wrzeszczy pozostała trójka równocześnie i zrywa się do biegu, a ciemnowłosy chłopak wzrusza tylko ramionami i rzuca się za nimi…

***
    Shin siedział przy łóżku, oparty o ścianę i obserwował leżącą na materacu dziewczynę. Jej pierś w brudnej i rozdartej białej sukience falowała delikatnie, a z ust przy każdym wydechu wydostawał się jęk bólu. Miedziane loki leżały rozrzucone na pościeli, całe w krwi i w strąkach. Jasną skórę z delikatnymi piegami pokrywały niezliczone czarne pęknięcia wyglądające jak żyłki w marmurze.
O Absolucie! Nie mogę dłużej patrzeć na jej cierpienie! Pomyślał, odwracając głowę i spoglądając na swą zaciśniętą pięść opartą o kolano. Stracił dziś już jednego przyjaciela, ale dla świata to i tak za mało. Zamierzają mu odebrać kolejną osobę, którą kochał. Kawałek po kawałku wyrywają jego serce i z uśmiechami na twarzach każą obserwować ten makabryczny teatr lalek. Gdzie jesteś Absolucie, gdy cię potrzebujemy? Czemy nie odpowiadasz na nasze prośby? Przecież stworzyłeś ten świat i umiłowałeś go, więc czemu teraz zamykasz oczy i odwracasz twarz od naszego cierpienia?!
Czemu, ah, czemu?
         - Czemu zostawiłeś nas samych sobie? – zadał pytanie na głos, podnosząc głowę ku górze i zamykając oczy.
      - Shin… – usłyszał cichutki szept, więc momentalnie otworzył oczy i spojrzał na Asunę. Obudziła się i spoglądała na niego czarnymi oczami, drżąc na całym ciele z wysiłku. – Nie… b… bądź…
         - Co, najdroższa? Jaki mam nie być?!
         - …smutny… – mruknęła Asuna, bo czym ponownie straciła przytomność.
        Ręcznik zsunął się z głowy dziewczyny i spadł na podłogę. Shin podniósł go i zgniótł w dłoni, po czym wstał i pomaszerował do łazienki. Odkręcił kran i zmoczył szmatkę, spoglądając na swoje spojrzenie w lustrze. Wyglądał jak śmierć – blady, zmęczony, z podkrążonymi oczami.
        - Kurwa! – warknął i pięścią uderzył w szkło, roztrzaskując je na drobne kawałeczki. Kropelki ciepłej, czerwonej krwi pociekły na zlew i zmieszały się ze spływającą wodą. Nienawidził się za to, jaki jest bezsilny! Nienawidził tego zmarnowanego czasu, który poświęcił, by stać się silniejszym. Nienawidził… Nienawidził samego siebie…
        Nagle w drzwiach pojawiła się dopiero co obudzona przez hałas, przestraszona Dea i jak tylko spojrzała na lustro i na jego krwawiącą dłoń, jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, po czym ponownie przygasły ze zrozumienia powodu tego samookaleczenia się chłopaka.
         - Przepraszam, że cię obudziłem – powiedział, spoglądając na jej zmizerniałą twarz.
      - Nie masz za co przepraszać – odmruknęła zwięźle, po czym chwyciła leżący na półce ręcznik, a z szafki pod zlewem wyciągnęła bandaże i podeszła do niego. – Usiądź. Opatrzę cię.
        Shin posłuchał dziewczyny i usiadł na podłodze, odczuwając przyjemny chłód bijący od kafli. Kucnęła przy nim i wzięła jego dłoń w swe ręce, po czym przyłożyła ręcznik, ścierając krew. Teraz, kiedy była tak blisko niego, wyraźnie widział świeże zadrapania na jej bladej twarzy oraz niewielką bliznę na prawym policzku powstałą po spotkaniu z Shunem, kiedy to uratowała mu życie.
     - Właśnie, że mam… – powiedział i wyciągnął zdrową rękę w stronę jej policzka. Opuszkami palców dotknął skóry dziewczyny sprawiając, że spojrzała na niego tymi cudownymi, rubinowymi oczętami. – Przepraszam.
    Ich spojrzenia spotkały się, a on nie potrafił opanować tej nagłej chęci, by ją pocałować. Dea wywoływała w nim dziwne, niezrozumiałe i dość często sprzeczne uczucia, a jednak nie potrafił wyobrazić sobie swej rzeczywistości bez niej. Podniósł głowę wyżej, zrównując się z jej twarzą…
      - Powinnam wrócić do Asuny – mruknęła dziewczyna, odwracając twarz i szybko podnosząc się z podłogi. Wyszła z łazienki i zamknęła za sobą drzwi, pozostawiając Shina samego sobie.
       Chłopak westchnął i walnął głową w ścianę.
        - Jesteś prawdziwym idiotą, stary…
***
Czas powoli mijał, minuta leciała za minutą, godzina za godziną, a stan Asuny nie ulegał ani poprawie, ani pogorszeniu. Żadne z dwójki pozostałych osób w pokoju nie odezwało się do siebie więcej. Od czasu do czasu Shin przyglądał się Dei w milczeniu, a ona udawała, że tego nie dostrzega, wpatrując się w zachodzące za oknem słońce.
Było już dobrze po północy, kiedy do drzwi pokoju zapukał ktoś, powodując nagłe poderwanie się z podłogi Dei i Shina. Spojrzeli na siebie i z lekkim niepokojem otworzyli drzwi, wpuszczając do środka przemoczonego  do suchej nitki Mikaela…
- Co ty tu robisz? – warknął wściekle Shin, marszcząc brwi i zaciskając dłonie w pięści w gotowości do ataku.
- Słyszałem, że znowu narozrabialiście… – rzucił od progu archanioł i rozejrzał się po pokoju, zatrzymując spojrzenie na leżącej nieruchomo na łóżku demonicy. – …choć to mało powiedziane…
- Jeśli nie masz już nic do powiedzenia, to bądź tak łaskaw i wynoś się stąd!
Mikael spojrzał chłodno na blondyna i zmrużył ciemnobrązowe oczy ukryte za czarnymi oprawkami okularów. Zacisnął wargi w wąską linię, po czym przeniósł wzrok na stojącą obok Deę. Dziewczyna przyglądała mu się wyczekująco i jakby z nadzieją. Archanioł wetchnął przeciągle, opanowując swoją nagłą złość na tą niewdzięczną istotkę towarzyszącą brunetce.
- Na Letalię nie ma lekarstwa… – oświadczył chłodno, ponownie przenosząc spojrzenie na blondyna. – …ale istnieje sposób, by oczyścić jej Esencję i zakończyć cierpienie dziewczyny…

8 komentarzy:

  1. Super!!!
    Co będzie z Asuną?
    Co wymyślił Mikael?
    Super scena z wspomnieniami Asuny.
    Życzę dużo weny i czekam na nexta<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Olu!
      Bardzo się cieszę, że ci się podoba. Dziękuję za komentarz oraz za czytanie tego powyższego czegoś (sama nawet nie wiem jak to coś nazwać)...
      Pozdrawiam i do następnej notki :P
      CreativeVioet

      Usuń
  2. Shin, jezu.. ja bym nie mogła z tobą wytrzymać. Chociaż jesteś seksowny i durny zarazem! Trochę mi szkoda Asuny, nie powiem, ale i tak jej nie lubiłam, może dlatego że Shin ją lubił, lubił a ona go kochała -.- . Dea zakochana, ja to już wiedziałam od samego początku! Shin tak działa, to jego tajna moc xD
    Czytałam wcześniej na innym portalu twoje opowiadanko, ale nie chciało mi się z czasem włączyć, i cieszę się że dodałaś na Bloggera! Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział :3 Cya ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Soul,
      bardzo mi miło cię tutaj powitać! Dziękuję bardzo za komentarz... a co do Shina... hmmm. to tak jakby jest zajęty, bo siedzi koło mnie i śmieje się z mojego zaciesza nad komentarzami... wredota ruska! ...no ale mój żywy Shin dostarcza mi potrzebnego materiału do dalszej pracy, więc jest szansa, iż drażnienie się Shina z Deą przejdzie na trochę wyższy etap, oczywiście jeśli mój Muminek mnie nie zdenerwuje, co ostatnimi czasy zdarza mu się strasznie często... eh, faceci! Trzeba z nimi żyć w zgodzie, ale czasem mam taką ochotę ich wszystkich pomordować, że hej!
      Yhym... tak więc powracając do tematu głównego.... szczerze powiem, że ja też Asuny nie lubię, ale ogółem to naprawdę fajna babeczka.... Czy ja powiedziałam już wszystko? Hm... chyba tak, ale nie jestem pewna... I tak jakoś ciężko się pisze, gdy pewien upierdliwiec cię łaskocze....
      Dobra, pozdrowionka i do następnej notki,
      CreativeViolet :P

      Usuń
    2. Wiesz co? Tak po głębszym zastanowieniu możesz sobie zabrać Shina... A właściwie oddam ci go gratis, a nawet zapłacę ci, żebyś go wzięła... Mam go serdecznie dość! Dość facetów, dość związków, dość nerwów. Teraz jedyny związek jaki będę miała to z bohaterami moich opowieści, bo ci żywi faceci są do d***y :)
      Pozdrawiam,
      wściekła i jednocześnie smutna CreativeViolet :(

      Usuń
    3. Haha! Dobra! Żeby teraz ja z nim wytrzymała xD Jestem strasznie wybuchowa, byle by nie zdenerwował mnie strasznie, wtedy krew się poleje :D Nie smutaj, będzie dobrze. Życie z facetami to jak być wieczną niańką ;D

      Usuń
  3. Matko jak ja kocham twoje opowiadania <3
    W 2 dni przeczytałam wszystkie rozdziały i chyba zacznę je czytać znowu.
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podobają :) Mam nadzieję, że w przyszłych rozdziałach nie zawiodę twoich oczekiwań :D
      Jeżeli jesteś chętna, mogę ci wysłać na maila jedno z moich starych, skończonych opowiadań, ale tamto nie jest jakoś wspaniale napisane, bo skończyłam je z 2 lata temu i od tego czasu leży sobie zapomniane w jednym z moich folderów na laptopie i czeka...
      Pozdrawiam i dziękuję za czas i cierpliwość poświęconą moim opowiadaniom,
      CreativeViolet

      Usuń