Witam wszystkich po bardzo długiej (bo ponad trzymiesięcznej) nieobecności...
Jak widzicie rozdział 16 już się pojawił, a wraz z nim nowa stronka itd... I jak wam się podoba nowy wystrój? Może być czy stary był lepszy? Jak dla mnie ta odsłona wydaje się być bardziej... "burzowata", no ale to tylko moje odczucia...
Ogółem chcę zrobić jeszcze jedną rzecz... Mianowicie stare komentarze z onetu przekopiować tutaj, żeby istniały również tu, więc od razu was o tym informuję. Prawdopodobnie wezmę się do tego jutro z samego rana, bo dzisiaj już mi się nie chce. A i jeszcze prawdopodobnie zmienię tutaj datę publikacji starych rozdziałów, żeby pokrywały się z tymi z onetu, tak więc... czeka mnie jeszcze sporo roboty, ale najważniejsze trzy rzeczy są załatwione: nowa strona, nowy rozdział i możliwość komentarzy!
Mam nadzieję, że poniższe dalsze i przyszłe przygody brygady błaznów was zadowolą i, że będą pojawiały się ponownie raz na miesiąc.
Dodatkowo w listopadzie będzie mijał rok od założenia "Burzy", więc do tego czasu chciałabym zakończyć pracę nad 1 częścią Kronik, by w grudniu móc się wziąć za tworzenie 2 części - Płomienia... Ale co wyjdzie z moich planów? Tego nie wie nikt...
Okay, nie przeciągając dłużej, zapraszam do czytania oraz do KOMENTOWANIA :) Będę bardzo szczęśliwa, czytając wasze opinie :P
Pozdrawiam, CreativeViolet
***
„Nie widzieli się długo z czyjejś
woli i winy,
A czas ciągle upływał —
bezpowrotny, jedyny.”
~ Bolesław Leśmian „Trzy róże”
Dea siedziała na kanapie, opierając głowę na
ramieniu Viany. Przez jej umysł przemykały najróżniejsze myśli. Chciała
uwierzyć demonicy na słowo, że wszystko będzie dobrze, jednak nie potrafiła
sobie tego wyobrazić. W jej myślach ciągle pojawiał się obraz Asuny i Shina,
razem. Uśmiechali się, byli szczęśliwi… Zakochani. W sumie, co ona mogła
wiedzieć o miłości? Nigdy nikogo nie kochała, ba! nigdy nawet nie była
zauroczona, a Shin… Shin po prostu porwał jej serce z tym swoim niebezpiecznym
półuśmieszkiem i zamknął na cztery spusty, zabierając ze sobą jedyny klucz. Był
dla niej wszystkim, co znała i wszystkim, czego pragnęła. A ona była cała jego.
Taka prawda. Kochała go.
K o c h a ł a.
Musiała się wreszcie przyznać do tego przed
samą sobą. Jej serce przyśpieszało na jego widok i bolało, gdy cierpiał. Nie
potrafiła patrzeć na jego nieszczęście. Jeśli miałby być szczęśliwy z Asuną,
musiała się z tym pogodzić.
Bo go k o c h a ł a.
To jedyny racjonalny powód, dla którego mogła
to zrobić. Odejść i nie oglądać się za siebie. Zakochać się w kimś innym… Może
w Gabrielu? Jednak ex-archanioł, choćby nie wiem jak bardzo się starał, nie
mógł zastąpić tego niesamowitego uczucia, które wywoływał dotyk, spojrzenie,
przelotny uśmiech czy sama obecność i świadomość tego, że jest obok niej ktoś
taki jak Shin. I…
- To moment prawdy – usłyszała cichy głos
Viany przy swoim uchu. Demonica spojrzała jej głęboko w oczy i wygięła wargi w
matczynym, wszystko wiedzącym uśmieszku. – Już znasz odpowiedź.
I… nie mogła z niego zrezygnować.
Choćby przemierzyła cały świat wzdłuż i wszerz
wiedziała, że nie znajdzie nikogo takiego jak Shin.
N i k o g o. N i g d y. N i g d z i e.
Skoczyła
na równe nogi i wypadła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Viana podniosła się z kanapy i spokojnym
krokiem podeszła do okna. Uśmiechnęła się na widok biegnącej przez trawnik
dziewczyny. Tyle lat minęło,
pomyślała z tęsknotą. Tyle lat minęło,
odkąd widziałam tak czystą i jasną miłość.
- Są
wspaniali, nie uważasz? – zwróciła się do opierającego się po drugiej stronie
Keia.
Jeździec spojrzał na nią lodowato-zimnymi
oczami, a kąciki jego ust uniosły się w niemal niezauważalnym uśmiechu.
- Cała panienka Dea – mruknął
chłopiec z nutką podziwu i satysfakcji. Przyłożył dłoń do szyby, pozostawiając
na niej odcisk z pary, który po chwili zniknął niczym mara senna. – Zostawi
ślad. Na pewno. Zmieni nasz świat.
***
Shin stał przed dziewczyną, która
była martwa. Przed dziewczyną, która nie powinna być martwa.
Przed dziewczyną, która u m i e r a ł a.
Widział ją. Mógł jej dotknąć. To była jego
Asuna, jednak w jakiś sposób nie była nią. Dziewczyna wyglądała dziwnie. Całą
jej skórę pokrywały czarne pęknięcia, jak żyłki w marmurze. Wyciągnęła rękę,
puszczając się bramy, po czym straciła równowagę i zaczęła opadać na ziemię.
Blondyn złapał ją i niemal równocześnie puścił, jak tylko dotknął jej ramion,
ponieważ dziewczyna parzyła, a jednocześnie drżała z zimna. Jej ciało miało tak
wysoką temperaturę, że kropelki wody w zetknięciu ze skórą wyparowywały z
sykiem. Chłopak położył ją delikatnie na ziemi i obejrzał się za siebie. Ze
strony szkoły nadbiegali jego przyjaciele oraz Mephisto.
- Odsuń się od niej! – rozkazał podniesionym
głosem demon, jak tylko zobaczył stan umierającej dziewczyny. Zatrzymał się
jakieś pięć metrów od syna i innym również nie pozwolił się zbliżyć choćby o
krok. – To Letalia, Shin! Nic nie możemy zrobić. Za późno. Ona umrze.
Blondyn
spojrzał przerażony na dziewczynę, choć nie bardzo wiedział, czym jest Letalia.
Pewnie jakąś chorobą demonów czy czymś w tym stylu. Ale nawet jeśli Asuna była
chora, nie mógł jej tak po prostu zostawić. Już raz ją stracił. Nie mógł
pozwolić, by stało się to ponownie.
- Nie ma żadnych leków na to? –
spytał, nie mogąc sobie pozwolić na stracenie tej ostatniej odrobiny nadziei,
która w nim pozostała.
- Shin, musisz się od niej
natychmiast odsunąć! – poparł kocura Ash, spoglądając na przyjaciela
rozbieganymi oczami. – Letalia jest bardzo zaraźliwa.
- Nie obchodzi mnie to! – warknął
blondyn. – Spytałem, czy jest na to jakieś lekarstwo?
- Nie ma – odparł Rafael poważnym głosem,
nie potrafiąc jednocześnie spojrzeć
chłopakowi w oczy.
- Przykro mi – dopowiedział kocur.
Shin
przeniósł roztrzęsione spojrzenie ze spanikowanych przyjaciół na umierającą
dziewczynę. Nie mógł jej tu tak zostawić. Nie na dworze, nie bez jakiejkolwiek
osoby, która mogłaby jej choć trochę to ułatwić. Nie poddawaj się, nakazał sobie w myślach. Wsadził dłonie pod ciało
rozpalonej dziewczyny i choć skóra na jego ramionach zaczęła doznawać poparzeń,
podniósł ukochaną na ręce i skierował się w stronę Akademii.
- Nie pozwolę jej umrzeć tutaj! –
rzucił, kiedy mijał zszokowanego Mephistophelesa. – Nie będę patrzył, jak
kolejna osoba, przyjaciel, ktoś, kogo kochałem, umiera na mokrej od krwi ziemi…
Zatrzymał
się na chwilę przy przyjaciołach, widząc że próbują coś dodać, jednak posłał im
zimne, poważne spojrzenie nieznoszące sprzeciwu. - Zaniosę ją do swojego
pokoju. Może odejść w moim łóżku.
I ruszył w stronę akademika,
pozostawiając za sobą skamieniałe postacie. Nie odwrócił się, nie spojrzał za
siebie, nie zatrzymał. Jeśli teraz by go zatrzymali, mogliby dla niego przestać
istnieć. Jedyne, co mógł zrobić w tym momencie, to postarać się, by dziewczyna
nie cierpiała.
Znalazł się niemal pod samymi
drzwiami, gdy z wnętrza szkoły wypadła Dea i o mało co nie wpadła na niego. Jej
oczy błyszczały, ale jak tylko dostrzegła umierającą dziewczynę, zmatowiały.
Stały się niemal martwe, takie, w które nie mógł patrzeć, bo wywoływały w nim
poczucie winy. Zranił ją i to naprawdę mocno. Ale teraz nie miał czasu, by się
zajmować przygnębioną przyjaciółką.
- Jeśli zamierzasz mnie zatrzymać… –
powiedział zimnym głosem, spoglądając jej głęboko w oczy, w których czaił się
strach i ból. – …to lepiej zejdź mi z drogi.
- Deo, musisz natychmiast od niego odejść –
dobiegł ich głos Mephisto z tyłu.
Dziewczyna
odwróciła od Shina wzrok i zagryzła wargę. Zacisnęła dłonie w pięści i
odetchnęła głęboko.
Podjęła decyzję.
- Pomogę ci – odparła i puściła
lekko zaskoczonego blondyna przodem. Nie zaprotestował, kiedy oświadczyła, że
przyłączy się do niego. Nie powstrzymał jej również. Po prostu… pozwolił robić
jej co chce, co o dziwo, jeszcze bardziej ją zasmuciło.
Shin przemierzał pogrążone w ciszy korytarze
prowadzące do jego pokoju, a za nim szła Dea. Nie odezwała się do niego więcej,
jedynie otworzyła drzwi do pokoju blondyna i stojąc w progu patrzyła, jak
chłopak kładzie demonicę na łóżku. Przyklęknął przy niej i odgarnął mokre od
potu włosy z czoła Asuny, a na jego twarzy malował się taki wyraz, że jej serce
krajało się na malutkie, maluteńkie kawałeczki wciąż od nowa i od nowa.
Przyjrzała się leżącej na łóżku dziewczynie i
przeszedł ją dreszcz. Pierwszy raz widziała taką chorobę. Całe ciało demonicy
pokrywały rozchodzące się promieniście czarne wgłębienia. Mokre od potu włosy
przykleiły się do bladej, napiętej skóry. Asuna cierpiała i choć Dea
nienawidziła się za to, chciała, żeby dalej się męczyła. Oh, zamknij się, warknęła na siebie w myślach. Dziewczyna cierpi i umiera, a ty nic z tym nie możesz zrobić. W żaden
sposób nie możesz jej pomóc.
Potrząsnęła głową na to myślenie. Mogła jej
choć trochę ulżyć. Przeszła do łazienki chłopaków i zmoczyła ręcznik wiszący na
wieszaku. Wyszła z łazienki i usiadła na ziemi obok Shina. Otarła pot z ciała
demonicy i położyła mokry ręcznik na jej czole. Nie spojrzała na Shina, choć
czuła na sobie przeszywające spojrzenie jego zielonych oczu. Nie chciała z nim
teraz rozmawiać.
Następne godziny minęły im
identycznie. Siedzieli na przemian przy umierającej dziewczynie i chłodzili jej
rozpalone ciało, obserwując, jak czarne żyłki pogłębiają się i coraz bardziej
rozprzestrzeniają. Asuna od czasu do czasu odzyskiwała przytomność i otwierała
oczy, jednak nigdy nie trwało to dłużej niż kilka sekund. Przez te kilka godzin
nikt nie pojawił się w pokoju; nikt nie sprawdził, czy jeszcze żyją.
Dea wstała i przeszła się po pokoju, by
rozprostować nogi. Shin nawet na nią nie spojrzał, kiedy ponownie oparła się o
chłodną ścianę naprzeciwko niego i odgarnęła ciemne kosmyki, które opadły jej
na twarz. Była już taka zmęczona! Zamknęła oczy i pozwoliła, by jej ciało choć
chwilę odpoczęło.
Spoglądam na swe ręce, które wydają mi się strasznie malutkie,
zupełnie jakby należały do dziecka. Krótkie paznokietki, każdy pomalowany innym
kolorem z widocznymi odpryskami; brudna skóra, a na dłoniach piasek… Spoglądam
niżej, albo raczej osoba, w której wspomnienia wniknęłam robi to.
Siedzę na gałęzi drzewa,
machając nóżkami w czerwonych bucikach jakieś dwa metry nad ziemią, a kwiecista
sukieneczka faluje pomiędzy moimi nóżkami. Nie wiem, po co wdrapałam się na to
drzewo, wiem jedynie, że to fajne. Nagle do moich uszu dolatują dziecięce
nawoływania i wybuchy śmiechu. Spoglądam w bok i dostrzegam dwóch złotowłosych
chłopców biegnących w tę stronę. Na oko są w moim wieku, jednak to pierwszy raz,
gdy ich tu widzę. Staję na gałęzi, by lepiej się przyjrzeć ich zabawie i
momentalnie tracę równowagę. Piszczę krótko z przerażenia, kiedy ześlizguję się
z gałęzi i z potwornym łupnięciem ląduję na ziemi. Wszystko mnie boli od
upadku, a w oczach zaczynają wzbierać łzy, które spływają po moich policzkach,
pozostawiając okrągłe ślady na sukience.
- Hej! – słyszę dziecięcy okrzyk, więc podnoszę lekko głowę z
ziemi i spoglądam na owych chłopców, których obserwowałam z gałęzi. Wyglądają
dokładnie tak samo, zupełnie jak dwa złotowłose aniołki o zielonych oczach.
Chłopiec o troszkę ciemniejszym kolorze oczu niż jego brat, bo że to bracie
jestem pewna, robi zmartwioną minę i wyciąga do mnie rączkę. – Czemu płaczesz?
- Bo spadłam z drzewa – wychlipuję, chwytając jego dłoń i
podnosząc się z ziemi.
- Phy! Wiesz ile razy ja spadłem z drzewa? A jakoś nigdy nie
płakałem – odzywa się z wyrzutem drugi chłopiec, spoglądając na mnie spod
przymrużonych powiek. – Dziewczyny to straszne beksy!
- Shin! – karci brata chłopiec o ciemniejszych oczach i posyła mu
zagniewane spojrzenie.
- No co? Powiedziałem tylko prawdę! – broni się Shin, a ja
zaczynam się śmiać przez łzy z powodu rozmowy tej dwójki. Jakoś tak jak ich
obserwuję, to nie potrafię się nie uśmiechać.
Obaj chłopcy spoglądają na mnie zaskoczeni, po czym również sami
zaczynają chichotać.
- Jestem Asuna – mówię po pewnym czasie.
- Shun – przedstawia się chłopiec o ciemniejszych oczach. – A to
mój młodszy brat bliźniak, Shin…
- Taa, siemka – mruczy tamten, posyłając mi szczerbaty uśmiech.
- Nigdy was tu jeszcze nie widziałam…
- Bo dopiero co się sprowadziliśmy – odzywa się Shun, wyginając
wargi w nieśmiałym uśmiechu.
- Ojciec kupił ten olbrzymi dom w głębi ulicy! Jest tam super
wiele miejsca na zabawy w chowanego albo w poszukiwaczy skarbów! – chwali się
Shin rozmarzonym głosem.
- Ja też mieszkam na tej ulicy! – oznajmiam ucieszona. W końcu
wprowadził się ktoś w moim wieku! – Może będziemy razem chodzić do przedszkola?
A w ogóle to ile macie lat? Bo ja mam 5, ale za 3 miesiące będę już miała 6!
- Też mamy 6 lat, ale niestety my uczymy się w domu – odpowiada
starszy z braci, a cała moja radość ulatuje.
W tym samym momencie gdzieś z oddali odzywa się męski głos
nawołujący chłopców, a oni spoglądają na siebie z cichym westchnieniem.
- Musimy już iść, bo ojciec nas woła – informuje Shun, wzruszając
ramionami i obraca się na pięcie. Jego brat spogląda na mnie, pokazuje mi
język, po czym biegiem dołącza do swego brata.
Stoję pod drzewem i spoglądam na ich oddalające się plecy. Nagle
Shin odwraca się do mnie i szczerzy się z zadowolenia.
- Jak chcesz, to spotkajmy się pod tym drzewem jutro o tej samej
porze! Pobawimy się w piratów! Co ty na to?!
- Pewnie! – odkrzykuję, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
Chłopcy oddalają się biegiem w stronę domu, a ja siadam pod drzewem i opieram
głowę o chropowatą korę. Tak się cieszę, że mogłam ich poznać!!!
Nagle wspomnienia Asuny rozmazują się i zostają zasnute czarną
kotarą. Znajduję się pośrodku niczego, w zupełnej ciemności i ciszy. Pierwszy
raz zdarza mi się coś takiego, więc nie mam pojęcia co mam robić.
- Witaj, Deo – słyszę radosny, dziewczęcy głos odbijający się w
ciemnościach echem. Po chwili pojawia się przede mną Asuna ubrana w białą
sukienkę, dokładnie taką samą jaką ma na sobie, leżąc na łóżku Shina i
umierając, z tym wyjątkiem, że ta jest zupełnie czysta. Jej miedziane loki
spływają falami na lewe ramię, a brązowe oczy iskrzą się z rozbawienia. Jest
taka… żywa i normalna… – Cieszę się, że w końcu mogłam cię spotkać.
- Jak to możliwe? – pytam się jej zaskoczona. – Przecież ty…
- Tak, umieram… Ponownie – odpowiada spokojnie, nadal się
uśmiechając i wzrusza ramionami. – Tak czasem jest, że za wcześnie się umiera…
Wiesz, bardzo żałuję tego, że wtedy skoczyłam. Zraniłam tak wiele osób, a moja
przemiana w demona zraniła jeszcze bardziej tego, na którym mi najmocniej
zależało…
- Shina.
- Tak, Shina – potwierdza i podchodzi do mnie powolnym krokiem.
Zauważam, że ma bose stopy, a tam gdzie staje, powstają okręgi jak na wodzie. –
Ale nie mogę cofnąć czasu, by powiedzieć mu, że go kochałam. A ty również nie
możesz mu tego powiedzieć.
Dziewczyna staje przede mną i wyciąga rękę w moją stronę. Jej
zimne palce dotykają mojego policzka, gładząc rozpaloną skórę.
- Cieszę się, że to ty zapełnisz pustkę w jego sercu… – szepcze,
spoglądając mi w oczy z uśmiechem, a ja, pomimo tego, że nie znałam jej
wcześniej, jestem tak wzruszona, że łzy wzbierają mi w oczach.
- Czy nie ma żadnego sposobu, by cię ocalić?
Asuna kręci
smutno głową, po czym spogląda na swoje stopy, a mój wzrok podąża za nią. Woda
podniosła się i zakrywa już jej kostki.
- Nie zostało nam dużo czasu… – zauważa, po
czym wybucha perlistym śmiechem. – Chciałabym ci coś jeszcze pokazać, zanim
opuścisz mój umysł. Czy zechciałabyś podążyć w mą przeszłość?
- Będę zaszczycona – odpowiadam, również się
śmiejąc.
Po chwili
ciemność znika, a my ponownie znajdujemy się na łące pod drzewem, jednak tym
razem jest inaczej niż wcześniej. Tym razem jestem biernym obserwatorem,
narratorem stojącym z boku wraz z Asuną, a cała scena rozgrywa się przed
naszymi oczami.
Po łące biegną cztery osoby – dwóch
blondwłosych bliźniaków, jeden brunet oraz ruda dziewczyna; Shin, Shun, Ash i
Asuna. Są starsi, bardziej dojrzali, więc domyślam się, że to jedne z
najświeższych wspomnień, zapewne sprzed wakacji, kiedy wszystko wciąż było
dobrze. Shin podbiega jako pierwszy do drzewa, a za nim rozradowany niczym
dziecko Ash. Z tyłu spokojnie spacerują Shun z Asuną rozmawiając wesoło, a
dziewczyna wplata w warkocz polne kwiaty i uśmiecha się do chłopaka.
- Hej, ślamazary! – krzyczy na nich Shin,
wyciągając z kieszeni scyzoryk. – Nie mamy całego dnia! Za niecałe pół godziny
rozpoczyna się nasz nowy etap w życiu!
- Jakbyś się kiedykolwiek przejmował edukacją
– odpowiada mu spokojnie brat, dołączając wraz z dziewczyną do drzewa.
- Shun ma rację… – popiera go Asuna. – Ty
nigdy nie paliłeś się do nauki.
- Cieszę się, że tak mocno we mnie wierzycie
– ironizuje chłopak, bawiąc się nożem. – Ale nie o to nam chodzi, prawda Ash?
- Laseczki! – rzuca brunet, wyrzucając
ramiona do góry i kręcąc tyłeczkiem w jakimś dziwnym tańcu-połamańcu. –
Licealistki! Obcisłe bluzeczki, krótkie spódniczki!
- A ty zawsze myślisz tylko o jednym – mówi z
lekkim wyrzutem Asuna, przerzucając warkocz na plecy. – Czasem martwię się, że
przy was zostanę albo zakonnicą albo lesbijką i sama nie wiem, co gorsze…
- Zakonnica!!! – odpowiadają równocześnie
Shin i Ash, jak to mają w zwyczaju.
- Na całujące się lesbijki zawsze jest miło
popatrzeć… – rozmarza się Ash i cmoka w stronę dziewczyny, a ona udaje, ze
wymiotuje.
Shun podchodzi do brata i zabiera mu scyzoryk z
ręki. Klepie Shina w plecy, po czym dotyka kory drzewa.
- Jesteśmy tego pewni?
- Bardziej niż czegokolwiek innego na
świecie! – odpowiadają mu przyjaciele.
- No dobra, jak chcecie… – poddaje się chłopak
i zaczyna powolnymi, precyzyjnymi ruchami wyskrobywać napis w drewnie. Jakieś
czas później odchodzi od drzewa, ociera spocone czoło i pokazuje reszcie swoje
dzieło.
Ozdobny, pełen zawijasów i zakrętasów napis
głosi:
„Dowód
istnienia naszej przyjaźni.
Oby trwała,
póki trwa świat.
Asuna, Shin,
Shun i Ash
Dnia 1
września 2012 roku”
- I co o tym myślicie? – pyta się sceptycznie chłopak, spoglądając na swych przyjaciół.
- Wiesz co, brachu? –
odpowiada pytaniem na pytanie Shin. – Nie wiedziałem, że jesteś tak
cholernie dobry… Pełen szacun.
- Tak, to niesamowite –
mruczy dziewczyna, wpatrując się w drzewo.
- A wiesz co ja ci powiem,
Shun? – dodaje na koniec Ash i ramionami obejmuje swych przyjaciół. – Nasza przyjaźń
przetrwa nawet wtedy, kiedy skończy się świat! … A tak przy okazji to jesteśmy
już spóźnieni…
- Że co?! Przecież miałeś
pilnować czasu, łosiu jeden – wrzeszczy pozostała trójka równocześnie i zrywa się do biegu, a ciemnowłosy chłopak wzrusza tylko ramionami i rzuca się za nimi…
***
Shin siedział przy łóżku, oparty o
ścianę i obserwował leżącą na materacu dziewczynę. Jej pierś w brudnej i
rozdartej białej sukience falowała delikatnie, a z ust przy każdym wydechu
wydostawał się jęk bólu. Miedziane loki leżały rozrzucone na pościeli, całe w
krwi i w strąkach. Jasną skórę z delikatnymi piegami pokrywały niezliczone
czarne pęknięcia wyglądające jak żyłki w marmurze.
O Absolucie! Nie mogę dłużej patrzeć na jej cierpienie! Pomyślał,
odwracając głowę i spoglądając na swą zaciśniętą pięść opartą o kolano. Stracił
dziś już jednego przyjaciela, ale dla świata to i tak za mało. Zamierzają mu
odebrać kolejną osobę, którą kochał. Kawałek po kawałku wyrywają jego serce i z
uśmiechami na twarzach każą obserwować ten makabryczny teatr lalek. Gdzie jesteś Absolucie, gdy cię
potrzebujemy? Czemy nie odpowiadasz na nasze prośby? Przecież stworzyłeś ten
świat i umiłowałeś go, więc czemu teraz zamykasz oczy i odwracasz twarz od
naszego cierpienia?!
Czemu, ah,
czemu?
- Czemu zostawiłeś nas samych sobie?
– zadał pytanie na głos, podnosząc głowę ku górze i zamykając oczy.
- Shin… – usłyszał cichutki szept,
więc momentalnie otworzył oczy i spojrzał na Asunę. Obudziła się i spoglądała
na niego czarnymi oczami, drżąc na całym ciele z wysiłku. – Nie… b… bądź…
- Co, najdroższa? Jaki mam nie być?!
- …smutny… – mruknęła Asuna, bo czym
ponownie straciła przytomność.
Ręcznik zsunął się z głowy
dziewczyny i spadł na podłogę. Shin podniósł go i zgniótł w dłoni, po czym
wstał i pomaszerował do łazienki. Odkręcił kran i zmoczył szmatkę, spoglądając
na swoje spojrzenie w lustrze. Wyglądał jak śmierć – blady, zmęczony, z
podkrążonymi oczami.
- Kurwa! – warknął i pięścią uderzył
w szkło, roztrzaskując je na drobne kawałeczki. Kropelki ciepłej, czerwonej
krwi pociekły na zlew i zmieszały się ze spływającą wodą. Nienawidził się za
to, jaki jest bezsilny! Nienawidził tego zmarnowanego czasu, który poświęcił,
by stać się silniejszym. Nienawidził… Nienawidził samego siebie…
Nagle w drzwiach pojawiła się
dopiero co obudzona przez hałas, przestraszona Dea i jak tylko spojrzała na
lustro i na jego krwawiącą dłoń, jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, po czym
ponownie przygasły ze zrozumienia powodu tego samookaleczenia się chłopaka.
- Przepraszam, że cię obudziłem –
powiedział, spoglądając na jej zmizerniałą twarz.
- Nie masz za co przepraszać –
odmruknęła zwięźle, po czym chwyciła leżący na półce ręcznik, a z szafki pod
zlewem wyciągnęła bandaże i podeszła do niego. – Usiądź. Opatrzę cię.
Shin
posłuchał dziewczyny i usiadł na podłodze, odczuwając przyjemny chłód bijący od
kafli. Kucnęła przy nim i wzięła jego dłoń w swe ręce, po czym
przyłożyła ręcznik, ścierając krew. Teraz, kiedy była tak blisko niego,
wyraźnie widział świeże zadrapania na jej bladej twarzy oraz niewielką bliznę
na prawym policzku powstałą po spotkaniu z Shunem, kiedy to uratowała mu życie.
- Właśnie, że mam… – powiedział i
wyciągnął zdrową rękę w stronę jej policzka. Opuszkami palców dotknął skóry
dziewczyny sprawiając, że spojrzała na niego tymi cudownymi, rubinowymi
oczętami. – Przepraszam.
Ich spojrzenia spotkały się, a on
nie potrafił opanować tej nagłej chęci, by ją pocałować. Dea wywoływała w nim
dziwne, niezrozumiałe i dość często sprzeczne uczucia, a jednak nie potrafił
wyobrazić sobie swej rzeczywistości bez niej. Podniósł głowę wyżej, zrównując
się z jej twarzą…
- Powinnam wrócić do Asuny –
mruknęła dziewczyna, odwracając twarz i szybko podnosząc się z podłogi. Wyszła
z łazienki i zamknęła za sobą drzwi, pozostawiając Shina samego sobie.
Chłopak westchnął i walnął głową w
ścianę.
- Jesteś prawdziwym idiotą, stary…
***
Czas powoli mijał, minuta leciała za minutą,
godzina za godziną, a stan Asuny nie ulegał ani poprawie, ani pogorszeniu.
Żadne z dwójki pozostałych osób w pokoju nie odezwało się do siebie więcej. Od
czasu do czasu Shin przyglądał się Dei w milczeniu, a ona udawała, że tego nie
dostrzega, wpatrując się w zachodzące za oknem słońce.
Było już dobrze po północy, kiedy do drzwi
pokoju zapukał ktoś, powodując nagłe poderwanie się z podłogi Dei i Shina.
Spojrzeli na siebie i z lekkim niepokojem otworzyli drzwi, wpuszczając do
środka przemoczonego do suchej nitki
Mikaela…
- Co ty tu robisz? – warknął wściekle Shin,
marszcząc brwi i zaciskając dłonie w pięści w gotowości do ataku.
- Słyszałem, że znowu narozrabialiście… –
rzucił od progu archanioł i rozejrzał się po pokoju, zatrzymując spojrzenie na
leżącej nieruchomo na łóżku demonicy. – …choć to mało powiedziane…
- Jeśli nie masz już nic do powiedzenia, to
bądź tak łaskaw i wynoś się stąd!
Mikael spojrzał chłodno na blondyna i zmrużył
ciemnobrązowe oczy ukryte za czarnymi oprawkami okularów. Zacisnął wargi w
wąską linię, po czym przeniósł wzrok na stojącą obok Deę. Dziewczyna
przyglądała mu się wyczekująco i jakby z nadzieją. Archanioł wetchnął
przeciągle, opanowując swoją nagłą złość na tą niewdzięczną istotkę
towarzyszącą brunetce.
- Na Letalię nie ma lekarstwa… – oświadczył
chłodno, ponownie przenosząc spojrzenie na blondyna. – …ale istnieje sposób, by
oczyścić jej Esencję i zakończyć cierpienie dziewczyny…
Super!!!
OdpowiedzUsuńCo będzie z Asuną?
Co wymyślił Mikael?
Super scena z wspomnieniami Asuny.
Życzę dużo weny i czekam na nexta<3
Dzięki, Olu!
UsuńBardzo się cieszę, że ci się podoba. Dziękuję za komentarz oraz za czytanie tego powyższego czegoś (sama nawet nie wiem jak to coś nazwać)...
Pozdrawiam i do następnej notki :P
CreativeVioet
Shin, jezu.. ja bym nie mogła z tobą wytrzymać. Chociaż jesteś seksowny i durny zarazem! Trochę mi szkoda Asuny, nie powiem, ale i tak jej nie lubiłam, może dlatego że Shin ją lubił, lubił a ona go kochała -.- . Dea zakochana, ja to już wiedziałam od samego początku! Shin tak działa, to jego tajna moc xD
OdpowiedzUsuńCzytałam wcześniej na innym portalu twoje opowiadanko, ale nie chciało mi się z czasem włączyć, i cieszę się że dodałaś na Bloggera! Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział :3 Cya ;*
Witaj Soul,
Usuńbardzo mi miło cię tutaj powitać! Dziękuję bardzo za komentarz... a co do Shina... hmmm. to tak jakby jest zajęty, bo siedzi koło mnie i śmieje się z mojego zaciesza nad komentarzami... wredota ruska! ...no ale mój żywy Shin dostarcza mi potrzebnego materiału do dalszej pracy, więc jest szansa, iż drażnienie się Shina z Deą przejdzie na trochę wyższy etap, oczywiście jeśli mój Muminek mnie nie zdenerwuje, co ostatnimi czasy zdarza mu się strasznie często... eh, faceci! Trzeba z nimi żyć w zgodzie, ale czasem mam taką ochotę ich wszystkich pomordować, że hej!
Yhym... tak więc powracając do tematu głównego.... szczerze powiem, że ja też Asuny nie lubię, ale ogółem to naprawdę fajna babeczka.... Czy ja powiedziałam już wszystko? Hm... chyba tak, ale nie jestem pewna... I tak jakoś ciężko się pisze, gdy pewien upierdliwiec cię łaskocze....
Dobra, pozdrowionka i do następnej notki,
CreativeViolet :P
Wiesz co? Tak po głębszym zastanowieniu możesz sobie zabrać Shina... A właściwie oddam ci go gratis, a nawet zapłacę ci, żebyś go wzięła... Mam go serdecznie dość! Dość facetów, dość związków, dość nerwów. Teraz jedyny związek jaki będę miała to z bohaterami moich opowieści, bo ci żywi faceci są do d***y :)
UsuńPozdrawiam,
wściekła i jednocześnie smutna CreativeViolet :(
Haha! Dobra! Żeby teraz ja z nim wytrzymała xD Jestem strasznie wybuchowa, byle by nie zdenerwował mnie strasznie, wtedy krew się poleje :D Nie smutaj, będzie dobrze. Życie z facetami to jak być wieczną niańką ;D
UsuńMatko jak ja kocham twoje opowiadania <3
OdpowiedzUsuńW 2 dni przeczytałam wszystkie rozdziały i chyba zacznę je czytać znowu.
Kocham <3
Bardzo się cieszę, że ci się podobają :) Mam nadzieję, że w przyszłych rozdziałach nie zawiodę twoich oczekiwań :D
UsuńJeżeli jesteś chętna, mogę ci wysłać na maila jedno z moich starych, skończonych opowiadań, ale tamto nie jest jakoś wspaniale napisane, bo skończyłam je z 2 lata temu i od tego czasu leży sobie zapomniane w jednym z moich folderów na laptopie i czeka...
Pozdrawiam i dziękuję za czas i cierpliwość poświęconą moim opowiadaniom,
CreativeViolet