„Podróże kończą się spotkaniem
kochanków.”
~William Shakespeare
Od ostatnich wydarzeń minęły niemal dwa
tygodnie. Reszta uczniów już dawno zjawiła się w Akademii, więc banda miała
ograniczone pole manewru do wygłupów i idiotycznych sytuacji, choć nadal
zdarzało się im czymś „inteligentnym” zabłysnąć, no ale względnie ich sytuacja
unormowała się. Przez ten czas Dea nieświadomie zbliżała się coraz bardziej do
Gabriela, a oddalała od Shina, byle tylko nie musieć znowu czuć się tak, jak
tamtej feralnej nocy. Był piątek, do ferii zimowych został jeszcze tydzień,
więc w powietrzu dało się wyczuć atmosferę lenistwa i swojskiej sielanki,
jednak zaraz po wparowaniu nauczyciela matematyki do klasy w piątek rano, całe
ich doczesne życie skończyło się, gdyż profesor wypowiedział te brzemienne w
skutki słowa:
- W środę rozpoczną się ogólnoszkolne testy i
potrwają aż do piątku. Mam nadzieje, że uczyliście się pilnie w tym roku,
ponieważ materiał jest trudny i jest go dużo – wyrzucił z siebie łysiejący
gościu w średnim wieku, a na jego twarzy pojawiła się ledwo skrywana
satysfakcja. Poprawił swoje okularki i dalej torturował biedne dzieciaczki…
Sadysta! – W środę piszecie testy z języka angielskiego na poziomie
podstawowym, języka francuskiego na poziomie podstawowym i nauk społecznych. W czwartek
przypadają egzaminy z matematyki poziom podstawowy oraz nauk ścisłych na
poziomie podstawowym i rozszerzonym. Na koniec, w piątek napiszecie
rozszerzenie z języków angielskiego i francuskiego oraz przejdziecie test
sprawnościowy. Czy są jakieś pytania? – zakończył i podniósł głowę, spoglądając
na swoich uczniów.
Po
sali rozeszły się jęki i westchnienia. Jakaś dziewczyna zaczęła nawet cicho
pochlipywać, natomiast Dea spojrzała oszołomiona do tyłu na śpiącego blondyna.
- Shin! – warknęła, ale nie dało to
zamierzonych skutków. – Shin, wstawaj ty cholerna Śpiąca Królewno! – powtórzyła
i trzepnęła go w ramię, a chłopak niechętnie podniósł głowę i otworzył jedno
zaspane oko.
- Czego? – warknął poirytowany i ziewnął. W
tym momencie zupełnie przypominał Dei kota i aż uśmiechnęła się do tej myśli,
po czym przypomniała sobie wydarzenia z sylwestrowej nocy i natychmiast
posmutniała. Nadal nie wyjaśnili sobie tamtej sytuacji… Właściwie, to od
sylwestra porządnie nie rozmawiali. Zastanawiam
się, czy będę go mogła jeszcze kiedyś dotknąć?
- Chodzi o te testy – mruknęła w odpowiedzi,
wpatrując się w swoje dłonie złożone na kolanach. No pięknie, pomyślała zażenowana, teraz nawet nie potrafię spojrzeć mu w oczy!
- Ah, no tak… testy – wymruczał i ponownie
ziewnął, po czym przeciągnął się i oparł głowę na dłoni. – Co roku są jakoś w
tym terminie, ale zupełnie o tym zapomniałem.
- I nie martwisz się tym?
- Nie specjalnie – odpowiedział i spojrzał na
przyjaciółkę oraz na jej spanikowaną minkę. No
tak, przecież ona nigdy nie pisała żadnych testów, pomyślał rozbawiony tą
sytuacją. – Daj spokój. Przecież nas nie wyrzucą…
- Mam jeszcze jedną wiadomość do klasy! –
krzyknął nauczyciel, zwracając na siebie uwagę. – Najsłabsza osoba z każdej
klasy będzie musiała przez kolejny miesiąc czyścić każdą salę oraz łazienki w
szkole. Mam nadzieję, że będzie to odpowiednia zachęta dla was, abyście się
przyłożyli!
- No to teraz trzeba coś wykombinować –
powiedział chłopak z dziwnym zapałem, po czym się wzdrygnął. Dea spojrzała na
niego, nic nie rozumiejąc, więc łaskawie wyjaśnił. – Męską łazienkę na drugim
piętrze nazywa się „Małym Laboratorium” a ludzie, którzy tam wchodzą, wychodzą
zupełnie odmienieni…
Chłopak
zawiesił głos i zapatrzył w eter, po czym ponownie się wzdrygnął. – Nie możemy
być najgorsi!
Lekcje trwały dalej, a na przerwach
biblioteki zalewały tłumy uczniów w pośpiechu wyszukujących na półkach
ostatnich repetytoriów do nauki. Była akurat przerwa na lunch, a wszyscy
siedzieli w kafeterii, kiedy do czarnowłosej podszedł Gabriel i poprosił ją na
stronę. Shin zniknął gdzieś razem z Ashem chwilę wcześniej, a Miracle siedziała
razem z Keiem i Rafaelem przy ich stoliku i przyglądała się oddalającej parce z
nieodgadnioną miną. Po chwili również ona wstała i udała się w przeciwnym
kierunku do znikających po drugiej stronie przyjaciół…
Gabriel poprowadził dziewczynę przez
dziedziniec, aż do niewielkiej szklarni położonej na końcu kampusu. Kiedy
weszli do środka pomieszczenia, zalała ich fala ciepła i cudownego zapachu
rozkwitających kwiatów, choć na dworze wciąż utrzymywała się ujemna temperatura.
Dziewczyna usiadła na ławce i czekała, aż anioł powie jej to, co ma do
przekazania, ale chwila ciszy przedłużała się między nimi coraz bardziej i
bardziej…
- Gabrielu… – mruknęła Dea, w tym samym
momencie, co Gabriel zaczął mówić. – Deo…
Spojrzeli
po sobie i delikatnie się uśmiechnęli. Dea wskazała ręką, aby mówił pierwszy,
skoro już zaczął.
- Czy jesteś szczęśliwa? – zapytał na samym
wstępie, a czarnowłosa aż się zachłysnęła.
- Coś ty tak z tym wyskoczył jak Filip z
konopi, co?! To strasznie głupie pytanie...
- Całkiem proste. Czy. Jesteś. Szczęśliwa? –
powtórzył Gabriel i dodał, wpatrując się hipnotyzująco niebieskimi oczami w
dziewczynę. – Zmieniłaś się od czasu Sylwestra. Stałaś się bardziej
niespokojna, poirytowana, rozkojarzona i jakby zmęczona. Starasz się to ukryć,
ale ciągle spoglądasz na Shina z miną, jakbyś miała się zaraz rozpłakać.
Proszę, powiedz mi, co się wydarzyło między wami tamtej nocy…
Dea
spojrzała na niego ze smutkiem w oczach i tylko pokręciła głową, na co chłopak
spiął całe swoje ciało.
- Wybacz, Gabrielu… ale nie mogę. Po prostu
nie mogę – mruknęła i niemal zaczęła szlochać.
Gabriel
kucnął przed ławką i złapał brunetkę za rękę. – Zaufaj mi, Deo. Zawsze będę po
twojej stronie i nigdy cię nie opuszczę – wyszeptał, jednak dziewczyna ponownie
tylko pokręciła głową i spojrzała w bok. Gabriel szybkim ruchem podniósł się i
odwrócił od dziewczyny. Jego plecy drżały, a ręce to zaciskały się, to
rozluźniały, zupełnie jakby powstrzymywał się przed czymś. Dziewczyna nie
chciała go zranić, to nie tak, że mu nie ufała, tylko… No właśnie „tylko”. Tylko i ale to najgorsze słowa, jakie mogli
wymyślić ludzie, pomyślała z lekka poirytowana na samą siebie, po czym
wstała i podeszła do Gabriela. Położyła mu dłoń na plecach, a chłopak spiął się
jeszcze bardziej.
- To nie tak, że ci nie ufam – powiedziała po
chwili i zamilkła. Zastanowiła się chwilę i kontynuowała. – Ale po prostu nie
mogę. Przepr…
Anioł momentalnie odwrócił się do dziewczyny
i zamknął ją w szczelnym uścisku, a Dea tylko stała, zaskoczona biegiem
wydarzeń.
- Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co –
powiedział zdławionym głosem, jakby znajdował się na skraju płaczu. Spojrzał
jej prosto w oczy z taką pasją, jakby wpatrywał się w najpiękniejszy klejnot
świata. – To raczej ja powinienem cię przeprosić za to, że nie potrafię być dla
ciebie tylko przyjacielem… Ja… ja pragnę czegoś więcej niż przyjaźni i to
sprawia, że staję się zazdrosny, ponieważ wiem, że nigdy na mnie nie spojrzysz
tak jak na Shina… A kiedy widzę, że jesteś smutna i to przez niego, zaczynam
odczuwać tak olbrzymią furię, że byłbym chyba zdolny zabić, abyś tylko ponownie
się uśmiechnęła – anioł pogłaskał Deę czule po policzku i zniżył głowę, jakby
miał ją zaraz pocałować. – Nawet jeżeli wiem, że nigdy nie uśmiechniesz się do
mnie tak jak do niego, nie chcę się poddawać. Jesteś warta każdego wyrzeczenia,
więc nie żałuję swojej Degradacji, bo dzięki temu mogę być przy tobie… –
zakończył Gabriel, po czym zniżył się jeszcze bardziej i pocałował dziewczynę w
policzek. Puścił ją i odszedł bez słowa, nawet nie spoglądając do tyłu, a Dea
stała tam jeszcze parę minut, zbyt oszołomiona by się ruszyć. Zraniłam go, pomyślała ze smutkiem. Tak bardzo go zraniłam, a on wciąż pragnie
mojego szczęścia. Nie zasłużyłam na tak dobrego przyjaciela jak on. Boże, co ja
znowu najlepszego zrobiłam?! Wszystko zniszczyłam, znowu wszystko zniszczyłam…
Czy mogę to jakoś naprawić?
Dziewczyna wybiegła ze szklarni i pognała z
powrotem w stronę szkoły z zamiarem przeproszenia anioła oraz opowiedzenia mu o
wszystkim. Chłopak nie zasłużył, aby traktowała go tak ozięble.
- Więc jednak spotykasz się z nim? –
zabrzmiało pytanie tak bardzo znajomym głosem, który teraz był chłodny i
wyważony, zupełnie jak u robota.
Dziewczyna
zatrzymała się i spojrzała na kryjącego się w cieniu chłopaka. Opierał się o
ścianę i patrzył w pokrytą śniegiem ziemię. Nie miał na sobie kurtki, jedynie
podkoszulek opinający jego umięśnione ramiona, a na czoło spadały zmierzwione
blond kosmyki, na których osadzały się płatki śniegu. – Spotykasz się z
Gabrielem.
- Shin… To nie tak… – mruknęła dziewczyna i
podeszła do niego, a blondyn momentalnie się spiął i podniósł głowę do góry. Na
jego twarzy naprzemiennie malowały się dwie emocje: wściekłość i próbująca ją
ukryć obojętność. Zmarszczył gniewnie brwi i zacisnął usta w wąską kreskę,
jednak kiedy spojrzało mu się głębiej w oczy, to dostrzegało się tylko jedno:
cierpienie. – Ja nie… ja nie spotykam się z Gabrielem.
- Nie kłam – warknął i odwrócił spojrzenie. –
Widziałem was… – dokończył zdławionym głosem. – Widziałem was w szklarni.
- Proszę uwierz mi. Jesteśmy tylko
przyjaciółmi – wyszeptała na skraju załamania. Nie mogła znieść tego uczucia,
że zawiodła go; że swoim zachowaniem zraniła osobę, którą ceniła najbardziej na
świecie.
- Ta, jasne… – mruknął wkurzony. – To może
spotykasz się z Mikaelem albo z Rafaelem albo nawet z Ashem?!
- Shin! – krzyknęła, zwracając całą jego
uwagę na swoją drobną postać, na trzęsące się ramiona i ból malujący się na
twarzy. – Przestań! Nikt się dla mnie nie liczy, oprócz…
- Oprócz? – powtórzył Shin, jednak Dea tylko
się zarumieniła i odwróciła na pięcie. Nie odezwała się już ani słowem.
Blondyn momentalnie złapał ją w pasie i
okręcił, po czym przyszpilił do ściany i namiętnie pocałował. Początkowo,
czarnowłosa opierała się, jednak cała jej pewność siebie wyparowała, a została
tylko bezbronność i szczerość uczucia. Oddała pocałunek i wplotła palce w
złociste kosmyki Shina, natomiast chłopak widząc to, podniósł ją wyżej tak, aby
Dea oplotła go nogami w pasie. Shin oderwał się od jej ust i zaczął całować
szyję, zniżając się coraz bardziej i bardziej. Jego każdy pocałunek palił skórę
dziewczyny jak ogień, ale było to niezwykle przyjemne doznanie. Nagle Shin
skończył całować jej szyję i oparł swoje czoło o jej.
- Nie obchodzi mnie już, co jest prawdą –
mruknął cały rozgrzany, co chwilę przerywając, aby złapać oddech. – Wiem, że ta
Dea, która tu stoi, jest tą prawdziwą… – po czym ponownie pocałował ja bardzo
delikatnie w usta, zupełnie jak muśnięcie skrzydeł motyla, i odsunął się, a
dziewczyna stanęła niepewnie na trzęsących się nogach. A więc too takie uczucie, kiedy mówią, że zaczynasz topnieć pod czyimś
dotykiem.
- Shin – powiedziała cicho, wpatrując się w
te cudownie zielone głębiny. W tych oczach widziała wszystko: tajemnice i
obietnice; podróże w nieznane; cudowne chwile, jak i te złe; nowe światy pełne
przygód i miejsc tylko czekających na odkrycie. – Proszę, powiedz mi, co się
wtedy stało, zanim przyszłam do magazynu. Dlaczego wtedy mnie odepchnąłeś?
Twarz Shina momentalnie spochmurniała, a oczy
stały się ciemniejsze, tajemnicze i groźne.
- Nie chcesz tego wiedzieć – mruknął tylko,
nie spoglądając na dziewczynę.
- Chcę! – odparła z pełnym przekonaniem.
- Nie.
- Tak!
- Nie.
- Tak!
- Powiedziałem: nie!!!
- Ale jesteś irytujący! – warknęła w jego
stronę.
- A ty uparta – odbił piłeczkę blondyn. – Nie
możemy wrócić do tego sprzed chwili? – zasugerował i uśmiechnął się jednym
kącikiem ust.
- Nie, dopóki mi nie powiesz – odpowiedziała
Dea, nie dając się podejść.
- Dobra – zgodził się w końcu chłopak. – Ale
tylko wtedy, kiedy przyznasz, że się we mnie zakochałaś…
- Chyba oszalałeś – odparowała dziewczyna i
wyrwała się z jego objęć. Chyba go
pogięło! – Ja cię nienawidzę, nie pamiętasz?
- Oh, twoje usta mówiły przed chwilą coś
zupełnie innego – mruknął i ponownie przyciągnął ją do swojej piersi. –
Powiedz.
- Nigdy – odwarknęła, na co chłopak się
zaśmiał. – Prędzej umrę, niż powiem, że się w tobie zakochałam.
-
Żebyś tylko potem nie żałowała tych słów! – pogroził z uśmiechem, a Dea
prychnęła i odeszła od niego. Akurat skręcała za róg, gdy na kogoś wpadła.
Dea odbiła się od nieznajomego i zatoczyła do
tyłu wprost w ramiona Shina, spoglądającego na intruza z wnerwem.
- Nie mogłeś wybrać lepszej chwili? – warknął
w stronę jegomościa, a Dea spojrzała w górę, wprost na uśmiechającego się od
ucha do ucha demona.
- Wiesz, słoneczko. Mój instynkt nigdy mnie
nie zawodzi – odparł Ash i puścił konspiracyjnie oczko, a dziewczyna
momentalnie się zarumieniła. Tak w ogóle,
po co ja się rumienię, do cholery?! Przecież to demon lubieżności, nie takie
rzeczy w życiu widział!
- Szukałem was – powiedział po chwili, kiedy
już ostatecznie ruszyli z powrotem do budynku szkoły. – Mogę wam pomóc w nauce
do egzaminów.
- Serio? – zapytała czarnowłosa,
niedowierzając przyjacielowi. – A ty nie masz testów?
- Też mam, ale już dawno ogarnąłem materiał –
powiedział, szczerząc się z pewną siebie miną. – Trzecia klasa nie jest taka
zła.
- Trzecia?! – wytrzeszczyła oczy z
niedowierzania Dea. – To przecież piszesz w tym roku maturę!
- Nie w tej szkole – wytłumaczył cierpliwie
demon. – Tutaj, w Akademii nauka trwa cztery lata, a uczniowie podzieleni są ze
względu na ich poziom. Ja jestem w klasie A, czyli dla tych najlepszych wraz z
Rafaelem i Mikaelem, a Gabryś rok niżej; Kei jest na pierwszym roku w B, czyli
tej średniej, natomiast ty, Shin i Miri jesteście w C, uważanych przez całą
resztę za klasy dla idiotów, bez obrazy.
Weszli
przez drzwi i znaleźli się na zatłoczonym korytarzu. Od razu jak się pojawili,
zaczęły się szepty.
- Jakoś mnie to nie rusza – mruknął Shin i
przeciągnął się, na co kilka dziewcząt zachichotało. Shin posłał w ich stronę
zabójczy uśmiech i poszedł dalej, a za ich plecami odezwały się westchnienia i
podekscytowane dziewczęce piski. Dea spojrzała na Shina z dezaprobatą, a co
dziwniejsze, Ash zrobił to samo.
- No co? Wolność Tomku w swoim domku, a nic
nie poradzę, że jestem bożyszczem tłumów…
Nikt
tego nie skomentował, natomiast wszyscy udali się do biblioteki na górze, gdzie
czekała na nich cała reszta.
- Organizujemy obóz dla nieuków – powiedział
na wstępie Ash i rozejrzał się po zebranych. – Ktoś chce dołączyć?
No
i wszyscy zaczęli się wykręcać. Miri stwierdziła, że zawalanie nocek źle działa
na urodę i spasuje. Kei powiedział tylko dwa słowa „Pilnuję Mephisto”, co było
równoznaczne z odmową. Rafael mruknął, że ma ważny pokaz w ten weekend i nie
może go zawalić. Pozostał więc tylko Gabriel. Anioł spojrzał najpierw na grupkę
po czym westchnął i pokręcił tylko głową. Nie dał żadnego słowa wyjaśnienia.
- No cóż, zostaje nasza trójka – powiedział
wesoło Ash i zawołał do siebie młodą dziewczynę, pomagającą w bibliotece.
- Masz coś dla mnie, słoneczko? – zwrócił się
do dziewczyny i uśmiechnął rozbrajająco-rozbierająco. Miała na sobie okulary,
które nie ukrywały jej delikatnej urody, a ciemne włosy zaplotła w dwa
warkocze, spływające jej na plecy. Zachichotała cichutko i kiwnęła głową, po
czym zniknęła na chwilę na zapleczu, a jak wróciła, niosła ze sobą cały stos
książek. – Dziękuję, słoneczko. Przyjdę do ciebie którejś nocy, aby się
odwdzięczyć.
Ash
odwrócił się do szatynki i odszedł, a ona posłała za nim tęskne spojrzenie. Demon
napotkał na niezadowolone spojrzenie swojej córki i Dei.
- Ej, nie patrzcie się tak na mnie! Ja
spełniam tylko marzenia – rzucił z pewnym siebie uśmiechem. – Potraktujcie to
jak akcję charytatywną.
- Jak sobie chcesz – mruknęła po chwili
blondynka, po czym przepchnęła się między wszystkimi i pognała do wyjścia. Dea
chciała za nią iść, ale zatrzymał ją stanowczy głos demona.
- Zostaw ją – powiedział, spoglądając za
znikającą za drzwiami córką. – Ona musi w końcu zaakceptować fakt, że stałem
się demonem lubieżności…
Po
jego wypowiedzi nikt się już więcej nie odezwał na ten temat, zamiast tego
rozpoczęli gadki szmatki o niebieskich migdałach i czerwonych stringach
nauczycielki od francuskiego (temat zaproponowany przez Asha, a jakże).
Siedzieli tak jeszcze do końca przerwy, a jak zadzwonił dzwonek rozeszli się do
swoich klas.
Po zakończonych lekcjach, Ash stał przed salą
lekcyjną Dei i Shina i oczekiwał na nich, w międzyczasie flirtując z kilkoma
dziewczynami. Jak tylko jego przyjaciele wyszli, pożegnał się szarmancko z
dziewczętami, i poprowadził swoich nieuków do pokoju chłopaków. Choć początkowo
Dea nie była pewna tego pomysłu, stwierdziła, że to jej jedyna szansa, aby zdać
z matematyki, więc nie miała za dużego wyboru. W pokoju na podłodze, na biurku
i na łóżkach leżały porozrzucane książki, które tak niesamowicie zniechęcały
wszystkich do dalszej nauki, że najchętniej czarnowłosa odwróciłaby się na
pięcie i uciekła.
- Szybciej by poszło, gdybyś użyła swoich
demonicznych mocy – poradził Ash, kiedy Dea oświadczyła, że materiału jest za
dużo. – Ale żeby ich użyć, musiałabyś zaspokoić Łaknienie.
- Nie będę się pożywiać ludźmi –
odpowiedziała stanowczo dziewczyna i usiadła ostentacyjnie na środku pokoju,
chwytając jakąś książkę i przeglądając jej zawartość.
- Przecież już nie żywisz się krwią, tylko
pychą. Co ty jeszcze chcesz?
- Nic, po prostu tego nie zrobię –
powiedziała, nie dając za wygraną, a Ash tylko prychnął zniecierpliwiony i
rozłożył się koło dziewczyny. Shin zrzucił książki ze swojego łóżka i uwalił
się na nim jak do snu.
- Obudźcie mnie jak skończycie – mruknął,
ziewając.
- O nie! Nie ma tak miło! – warknął demon i
chwycił blondyna za nogę, po czym ściągnął go na ziemię z nieprzyjemnym
plaśnięciem. – To twój pomysł, więc teraz cierpisz razem z nami!
- No właśnie! – poparła przyjaciela
dziewczyna, ochoczo kiwając głową.
- Gryyy… Co za irytujący ludzie! – warknął
rozeźlony, ale podpełzł do ludzików i chwycił jedną książeczkę. Na jego mordce
pojawił się grymas całkowitego załamania. – Nie ma bata, abym się tego nauczył…
- Oj, nie zrzędź! – odpowiedział Ash i
chwycił własną książkę. – Mamy całe trzy noce aby się tego nauczyć…
- Trzy noce?! A kiedy ja mam niby spać, co?!
– zapytał zdesperowany Shin.
- Później – odpowiedział zwięźle demon i
zignorował dalsze jęki przyjaciela. – Dobra, zacznijmy od angielskiego…
I tak im zleciała cała nocka, podczas której
nikt nie spał, choć niektórzy zawzięcie o to walczyli… Następnego dnia rano
Shin i Dea zwlekli się na śniadanie i podeszli do ich zwyczajowego stolika,
przy którym już siedzieli i śmiali się wszyscy inni.
- Wyglądacie jak kupa gówna – rzuciła na
powitanie Miracle, zajadając się płatkami. No i w sumie miała rację, bo
rzeczywiście wyglądali jak zombie z Nocy Żywych Trupów - olbrzymie, czarne wory
pod oczami, posuwisty krok i tępy wyraz twarzy (choć to ostatnie zdarzało im
się niezwykle często). Nawet nie mieli siły, aby coś odpowiedzieć na ten komentarz.
Po chwili dołączył do nich Ash cały w skowronkach, wyglądający tak samo bosko
jak zawsze.
- Dzień dobry słoneczka. Dobrze się wam
spało?
- Takiego wała – mruknął zaspany Shin i
pokazał przyjacielowi niekulturalny gest.
- Nie przesadzaj, nie przesadzaj – odparł
demon i potargał mu włosy, na co blondyn zawarczał niebezpiecznie. – To dopiero
początek, zostały nam 2/3 materiału do wkucia, a czasu coraz mniej…
Na
co Dea i Shin zgodnie jęknęli, załamując się psychicznie. No, ale podjęli się
tego iście diabolicznego wyzwania, więc pomimo jęków i zgrzytania zębami,
zjedli śniadanko i z powrotem powlekli się do pokoju tortur. Spędzili tam cały
dzień i następną noc, a także kolejny dzień i kolejną noc, wychodząc tylko po
to, aby coś przekąsić lub poprzysypiać na kiblu, gdy Ash nie widział. Ostatniej
nocy, Ash zapowiedział, że idzie się przewietrzyć, a oni w tym czasie mogą
sobie odpocząć. Zamknął za sobą drzwi i zniknął w ciemnościach budynku. Gdzie
polazł, nie wiadomo…
Zjawił się jakiś czas później, otworzył drzwi
i stanął jak wryty. Bo oto na jednym łóżku spali sobie smacznie Shin i Dea, a
chłopak przytulał do swej piersi czarnowłosą. Na ustach Asha pojawił się
delikatny, tajemniczy uśmieszek, po czym demon zamknął cicho drzwi za sobą i
poszedł dalej korytarzem. Tą noc postanowił spędzić u słodkiej dziewczyny z
biblioteki, bo w końcu obiecał jej to. Poszedł pod jej drzwi i podniósł rękę,
aby zapukać, jednak ona zawisła kilka centymetrów przed drzwiami i opadła. Nie
chciał tam wchodzić. Patrząc na Shina i Deę uświadomił sobie coś, o czym nie
myślał przez ostatnie 600 lat. Czuł się… samotny… Pragnął czegoś więcej niż
tylko zwyczajnego seksu, pragnął mieć kogoś, z kim mógłby podzielić się swoimi
obawami i nadziejami, z kim mógłby rozmawiać przez cały dzień i całą noc, a i
tak nie miałby dosyć. Pragnął mieć kogoś, kogo mógłby… pokochać…
- Stary, wiesz, że to niemożliwe – mruknął do
siebie ze smutkiem. – Jesteś demonem lubieżności. To twoja praca, więc wykonuj
ją należycie. Nie myśl o takich głupotach jak miłość. To po prostu niemożliwe,
abyś mógł się jeszcze zakochać…
Ash podniósł głowę i uśmiechnął zadziornie.
Podniósł rękę i zapukał cicho, a po chwili otworzyła mu urocza dziewczyna w za
dużych okularach i piżamie, narzuconej na bieliznę.
- Myślałam, że już nie przyjdziesz… –
mruknęła zaspana, spoglądając na chłopaka.
- Też tak myślałem – odpowiedział demon i
uśmiechnął się jeszcze szerzej. To jest
to, na czym się znam i tego muszę się trzymać, pomyślał z pełnym
przekonaniem. –Ale nastąpiła drobna zmiana planów…
- Drobna zmiana, mówisz? No cóż, skoro już tu
przyszedłeś, zachowałabym się chyba niegrzecznie, gdybym cię nie wpuściła,
prawda?
- Mrrau, lubię niegrzeczne dziewczynki –
wymruczał Ash uwodzicielskim głosem, a dziewczyna wciągnęła go do pokoju ze
śmiechem i zamknęła za nimi drzwi…
Rano…
Jasne promienie słońca wpadały przez okno,
oświetlając spowitą snem twarz czarnowłosej dziewczyny. Przeciągnęła się
delikatnie i otworzyła zaspane oczy, wpatrując się wprost w śpiącą twarz Shina.
Wciągnęła powietrze przez usta, starając sobie przypomnieć wydarzenia zeszłej
nocy. Spojrzała w dół i odetchnęła z ulgą; na szczęście mieli na sobie ubrania,
więc dlaczego spali razem w jednym łóżku?! Ponownie spojrzała na twarz blondyna
i uśmiechnęła się delikatnie. Zniknęły wszystkie srogie zmarszczki, które
zazwyczaj towarzyszyły jego sposobowi bycia. Została tylko sama piękna, gładka
twarz, tak delikatna i bezbronna jak u dziecka. Na oczy opadały mu złote
kosmyki, a w nich mieniły się zagubione promienie słońca. Wyglądał jak
prawdziwy anioł, który zstąpił prosto z nieba, aby przytulić się do ukochanej
osoby. Może przytulę się do niego jeszcze
na chwilkę, pomyślała i tak też zrobiła, a po chwili ponownie smacznie
drzemała wtulona w ciało blondyna. Obudziła się jakiś czas później i spojrzała
do góry, spodziewając się ponownie ujrzeć śpiącą twarz chłopaka, jednak jego
zielone oczy pozostawały otwarte i wpatrywały się prosto w nią, a na jego
ustach igrał arogancki, złośliwy uśmieszek.
- No dzień dobry, słoneczko – wymruczał
niskim głosem, zarezerwowanym tylko i wyłącznie
do uwodzenia. – Dobrze spałaś?
- Shin! – krzyknęła i zerwała się z łóżka.
Stanęła metr dalej z szaleńczo bijącym sercem i rumieńcem pokrywającym jej
policzki. – Kiedy wstałeś?
- A tak jakoś, kiedy się do mnie przytulałaś
– odpowiedział i uśmiechnął jeszcze szerzej. – Zmieniłaś zdanie? Powiesz mi, że
zakochałaś się we mnie?
- Ja nie… ja nie… – zaczęła się jąkać, a
wszystko mówiąca za siebie czerwień pokryła jej twarz jeszcze bardziej. – Agrh!
Nienawidzę cię! – warknęła i wybiegła z pokoju, pozostawiając śmiejącego się do
rozpuku Shina.
Cholera,
co się z nią znowu działo?! Jak mogła doprowadzić do tego, że byle jaki facet
aż tak zawrócił jej w głowie?! Jakby widział ją teraz któryś z braci zakonnych,
pewnie leżałby na ziemi i turlał się ze śmiechu, podziwiając te jej eskapady. Mam dosyć! warknęła do siebie w myślach.
Postanowiłam, że więcej się do tego
zboczeńca nie zbliżę!… Przynajmniej dopóki nie powie mi, co się wydarzyło w
magazynie…
Wparowała do swojego pokoju i spojrzała na
zegarek. Od razu pobiegła do łazienki i wzięła szybki prysznic, po czym
przebrała się i bez śniadanie pognała na lekcje. Choć przez pierwsze cztery
godziny jej żołądek głośno o sobie przypominał, postanowiła udawać skupienie
tylko po to, aby Shin do niej nie zagadał. W czasie przerwy na lunch, zbiegła
do kafeterii i kupiła kanapkę, po czym zniknęła za drzwiami prowadzącymi na
dziedziniec, nim ktokolwiek z ich grupki mógł zapytać o co chodzi. Rozejrzała
się po pokrytym śniegiem terenie i zadrżała z zimna. Wtedy też przypomniała
sobie o szklarni, więc udała się w tamtym kierunku. Jednak kiedy znalazła się
za rogiem budynku, ktoś popchnął ją na śnieg tak, że upadła na kolana, a
kanapka wyleciała jej z ręki. Odwróciła się, spodziewając się ujrzeć Shina,
Asha lub któregokolwiek z jej przyjaciół, ale nikogo za sobą nie dostrzegła,
zupełnie jakby ten ktoś rozpłynął się w powietrzu. Spojrzała na ślady
pozostawione na śniegu należące do więcej niż jednej osoby. Była pewna, że ktoś
zrobił to specjalnie. Pozostaje tylko
pytanie: kto?
- Ja to mam szczęście – mruknęła, podnosząc
się z ziemi. Otrzepała mokre ręce i nogi po czym ponownie udała się do
szklarni. We wnętrzu ogrodu roztaczał się cudownie słodki zapach rozkwitających
kwiatów, a ciepłe powietrze jeszcze tylko pomagało dobremu samopoczuciu.
Dziewczyna położyła się na ławce i spojrzała na prześwitujące przez liście
słońce. Na zewnątrz powietrze stawało się coraz cieplejsze, a śnieg topniał,
pozostawiając za sobą mokre kałuże. Już
za niedługo wiosna, pomyślała sennie i po chwili już spała rozłożona na
ławce.
Obudził ją trzask zamykanych drzwi. Zerwała
się na równe nogi, pewna, że ktoś chce ją znowu zaatakować, ale nieznajomy
gdzieś zniknął, zamiast tego koło ławki leżała zapakowana w folię kanapka z
napisaną zgrabnym pismem notatką brzmiącą „Smacznego”. Dea sięgnęła po jedzenie
i przyjrzała mu się z bliska, a żołądek ponownie przypomniał o sobie, w wiele
mocniej niż wcześniej.
- Ugh… Chyba nie jest zatruta? – mruknęła w
przestrzeń, po czym odwinęła folię i w dwóch kęsach pochłonęła kanapkę. Dopiero
kiedy zaspokoiła głód, pozwoliła sobie pomyśleć o czymś innym. Coś jej się
śniło, ale zupełnie zapomniała co. Miała słabe przebłyski twarzy Shina i
innych, a także czegoś skąpanego w czerwieni i złocie. Eh, nie mogę sobie przypomnieć… Wyciągnęła komórkę i sprawdziła
godzinę. Wstała z ławki i spokojnie poszła na dalsze zajęcia. Jej plan unikania
Shina jak na razie działał, ale wiedziała, że to nie potrwa długo. Jeszcze trzy
dni temu miała nadzieję, że ponownie mogliby być przyjaciółmi, ale teraz zdała
sobie sprawę, że nie jest w stanie powstrzymywać uczuć płynących do chłopaka.
Weszła do klasy równo z dzwonkiem i podeszła
do swojej ławki. Widziała, że Shin chce o czymś pogadać, ale na szczęście w
klasie zjawił się nauczyciel-sadysta od matmy i rozpoczął swoje super nudne
zajęcia, więc Shin musiał odpuścić. Dea usłyszała jeszcze jak wkurzony
westchnął i uwalił się na ławce, po czym zasnął. To będą ciężkie dni, pomyślała dziewczyna zrezygnowana, po czym
skupiła się na lekcji, choć ni w chuja nie rozumiała o czym ten facet ględzi.
Już po chwili, nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęła rysować w zeszycie
śpiącą twarz blondyna… (za dużego talentu to ona jednak nie miała…)
I tak minął kolejny dzień, po czym przyszedł czas na egzaminy. Punktualnie
o 9 rano w środę wszyscy uczniowie zjawili się w klasie i rozpoczęły się trzy
dni męczarni, o których nie warto się rozpisywać, by nie męczyć biednych duszyczek... Dea nadal
unikała blondyna, zwalając winę na brak czasu pomiędzy egzaminami, no i tak minęły
trzy dni testów. Fajnie zrobiło się dopiero na teście sprawnościowym...
- Dobra – powiedział blondyn z wesołym
błyskiem w oczach, kiedy ostatecznie udało mu się złapać przyjaciółkę. –
Załóżmy się o coś.
Dziewczyna
spojrzała na niego z powątpiewaniem i założyła ramiona na piersi. – Zgoda –
odparła ostatecznie, po chwili namysłu, rozciągając się przed startem. Ich test
sprawnościowy miał polegać na przebiegnięciu toru z przeszkodami w jak
najlepszym czasie. – Jeśli wygram, powiesz
mi, co ci opowiedział Sonnelion...
- A jeśli ja wygram to przyznasz się, że mnie kochasz i staniesz się moją
sex-niewolnicą na powiedzmy… tydzień – dopowiedział chłopak i uśmiechnął się
tak szerokim uśmieszkiem, zupełnie jakby
wiedział, że Dea nie ma żadnych szans,
co potwornie zirytowało dziewczynę.
- Okay – powiedziała i uniosła brodę do
góry. – Niech wygra najlepszy.
- Na pewno – odpowiedział jeszcze i roześmiał
się, po czym nauczyciel dał sygnał do
startu i wszyscy wyruszyli. Już na samym początku dziewczyna i chłopak
zostawili resztę w tyle, jako że od dziecka trenowali sztuki walki, a dodatkowo
Shin musiał się nauczyć jak najszybciej spierdalać przed kochankami Asha,
dopóki nie sprawił sobie motoru. Po niespełna kilku minutach pojawiła się na
ich drodze pierwsza przeszkoda, a mianowicie był to basen pełen plastikowych
piłeczek, no ale jakoś sobie poradzili. Po pierwszej przeszkodzie niewielką
przewagę miała Dea, jednak już na drugiej przeszkodzie, czyli na czołganiu się,
pobił ją Shin, jako że nie miał przeszkadzających piersi… No, ale dobra.
Następne przeszkody takie jak: ścianka wspinaczkowa, skok przez płotki,
przewrót, slalom pomiędzy pachołkami itp. pokonali w miarę równo. Byli już przy
ostatniej przeszkodzie, basenie z dryfującymi kładkami po których mieli przejść
bez wpadnięcia do ciepłej wody, kiedy od tyłu usłyszeli kilkukrotne sruuuu –
coś nadleciało z olbrzymią prędkością, spychając dziewczynę do basenu. Dea
straciła równowagę i odruchowo złapała Shina za rękę, ciągnąc go w basenowe
odmęty… Chłopak wynurzył się po chwili i wypluł wodę z gardła.
- No po prostu zajebiście – mruknął,
wkurwiony i wygramolił się z basenu.
- Ej, nie pomożesz mi?! – warknęła dziewczyna
na blondyna, a ten tylko prychnął i podał
jej rękę, po czym jednym sprawnym ruchem wyciągnął ją na brzeg. Nad ich
głowami rozległ się trzask włączanego głośnika. – Zawodnicy Dea Leacú oraz Shin
Kuroshi zdyskwalifikowani.
- Dobra, chodźmy zobaczyć co też zniweczyło
mój genialny plan – powiedział Shin i skierował się w kierunku mety. Zawodnicy
mieli do przebiegnięcia jeszcze jedną prostą i akurat nasza dwójka zdążyła
dotrzeć, by zobaczyć jak… biegnie Mephisto?! z wywieszonym jęzorem, wrzeszcząc:
– Zabierzcie ode mnie tego kundla!!!
… A za Mephisto biegnie zziajany chihuahua w
granatowym sweterku i szczeka na koteczka…
… A za pieskiem biegnie Rafael ubrany w
garniturek i z torebką w ręce, wrzeszcząc do kundelka: – Moja wystawo!
Czekaj!!!
… A za aniołkiem gna Miracle szczerząca się
jak Szalony Kapelusznik po obiedzie, piszcząc cieniutkim głosikiem: – Yuhu!
Nowa torebka! Chcę ją! Chcę!!!
Ale to jeszcze nie koniec.
Cały ten dziwny korowód zamykał biegnący w
samych jeansach Ash, wrzeszczący załamanym głosikiem: – To tylko
niezobowiązujący seks, nie ożenię się z tobą!!!
…A za nim dziewczyna z biblioteki starająca
się pochwycić rękoma demona…
- Pozostawię to bez komentarza – stwierdził
Shin, wytrzeszczając oczy ze zdumienia.
- Najlepiej udawajmy, że ich nie znamy –
poradziła czarnowłosa, nadal nie mogąc wyjść z szoku, a chłopak przytaknął.
Odwrócili się na pięcie i poleźli do pokojów, aby zmienić mokre ubrania.
Wrócili jakiś czas później, akurat na moment
wręczania dyrektorowi zwolnienia od szorowania kibli. Ogon Mephistophelesa
wściekle uderzał o powietrze, a na jego twarzy malowała się niemal namacalna
furia. Jak tylko odebrał bilecik, zeskoczył z podium i pognał do swojego
gabinetu.
- Wracając do naszego zakładu – mruknął Shin
wprost do ucha Dei, obserwując dalszy rozwój wypadków. – To kto z nas wygrał?
- Nikt – odmruknęła dziewczyna i spojrzała mu
w oczy. – Był remis. Rozstrzygniemy to inaczej.
- Aż tak ci się śpieszy, aby powiedzieć mi
„Kocham cię”?
- Niekoniecznie – odparła spokojnie Dea, po
czym odwróciła się i zniknęła w tłumie, pozostawiając blondyna samego. Ten
obserwował ją jeszcze chwilę z nieodgadnionym uśmiechem na twarzy, po czym
zaczął się przebijać w drugim kierunku. Zlokalizował Asha, złapał go za ramię i
wyciągnął z tłumu.
- Mam genialny pomysł – powiedział na
wstępie, a demon aż się zatrząsł.
- Już się boję – mruknął znerwicowany,
ponieważ przypomniał sobie ostatni „genialny pomysł” przyjaciela, po którym
obudził się kilkaset kilometrów dalej w rowie, nie pamiętając jak się tam
znalazł, z ogoloną do zera głową i tatuażem na dupie głoszącym „Pretty Woman”.
– Jeszcze jeden Kac Vegas, a chyba przejdę na ciemną stronę mocy.
- Wstąpisz do zakonu?
- Gorzej, pójdę do AA – pogroził demon, a
blondyn aż zachłysnął się z wrażenia. Sprawa musiała być poważna, ponieważ Ash
jeszcze nigdy nie wypowiedział słowa na „A”… Zapewne nabawił się marskości wątroby … Ej no, chwila! To przecież demon!
On mógłby wypić basen czystego spirytusu, a i tak jego wątroba wyglądałaby jak
nowa, prosto z Lidla…
- Nie strasz, nie strasz – odpowiedział Shin.
– Ten pomysł jest na serio genialny! Muszę tylko pogadać z Mephisto!
- A do czego, w takim razie, potrzebny ci
jestem JA? – spytał demon, a na twarzy Shina wykwitł jeden z tych cholernie
niebezpiecznych, zapowiadających katastrofę uśmiechów. Ash widząc to, aż
pobladł na mordce i zaczął się trząść – O mamo…
Dowlekli się do gabinetu Mephisto i otworzyli
drzwi bez pukania. Kocur siedział przy biurku, a w łapce trzymał kawałek
papieru. Dopiero jak skończył czytać, podniósł złociste spojrzenie na
chłopaków.
- Mephisto, jedziemy na wakacje – powiedział
Shin z głupawym uśmiechem w tym samym momencie, co kicia wymiauczała: – Jedziecie
na wakacje…
Napisany przez ~ViolentAngel
OdpowiedzUsuńdnia 18.04.2014 o 16:19
Super rozdział^^ Szkoda mi teraz Gabriela :( Biedaczek, nieszczęśliwie się zakochał… No cóż, tylko czekać, aż Dea i Shin będą razem :D
Wakacje? Ciekawe gdzie. I ciekawe co oni tam będą robić ;) Hahaha
A tak z innej beczki: Dea w końcu spotka ojca? To może być interesujące XD
Od jakiś 2 tygodni czytam twojego bloga i jest niesamowity :> Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały i życzę weny :)
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 18.04.2014 o 19:42
Cześć, miło mi ciebie powitać tutaj, w tym niewielkim gronie! Cieszę się, że moja Burza przypadła ci do gustu. Moim zwyczajem stało się to, że odpowiadam na komentarze czytelników, dając im przy okazji niewielkie spojlery… Na pierwszy ogień idą Shin i Dea, no i z nimi mam spory kłopot, bo ich relacje przez długi czas pozostaną na etapie: „S: Powiedz, że mnie kochasz… D: W życiu! Idź się utop, zboczony neandertalczyku!” i tak dalej i tak dalej… Na miejsce ich wakacyjnego terroru wybrałam dość niezwykłe miasto, szczególnie biorąc pod uwagę ich pochodzenie, hehe. Jak zwykle będzie łubudobu i coś spartaczą, co jak zwykle wprawi Mephisia w białą gorączkę. Co do ojca Deci – Wielkiego Władcy Demonów Lucusia, to na pewno pojawi się w Płomieniu i w Rebelii, ale czy znajdę dla niego miejsce w Burzy? Sama nie wiem… za dużo tu postaci i wątków, które muszę rozwinąć do końca historyjki… Eh! A ja jestem strasznie leniwa, co pewnie widzą moi czytelnicy po częstości publikowanych postów, no ale cóż, takie życie… hihi.
Pozdrawiam i do następnej notki,
CreativeViolet
Napisany przez ~summon creature
OdpowiedzUsuńdnia 18.04.2014 o 21:30
Czy mi się zdaję, czy to trochę przypomina mi anime kaichou wa maid-sama? No troszeczkuuu…! XD
Okej, nieważne.
Shin… czemu aż mu tak zależy na tym, żeby Dea mu to powiedziała? Deę rozumiem, ma prawo wiedzieć, ale Shin zachowuje się, no… egoistycznie!
Nasz aniołek niestety zabujany… Czemu nie wspomniałaś później o nim? Zero, nul, nico! A jestem ciekawa, jak zareagował, na ten tego… Deę i Shina!
Ogólnie anime ciągle wałkuje temat tych wakacji… CZEMU WAKACJE?! WYMYŚL COŚ KREATYWNIEJSZEGO!
No i czemu to mi przypomina mangę a nie opowiadanie? TO NAWET REALISTYCZNE NIE JEST, jak Mephiś przed psem ucieka a za nim cała zgraja. Nonoooo! PO CO LOGIKA, PISZĘ FANTASY.
No i chciałabym się zapytać… To Shin i Dea oblali te testy? Będzie szoru szoru kibelki? No bo nie wiem… :(
Okej, to czekam na 13.
Tak a’propos, to ile jeszcze będzie tych rozdziałów?
I jak tylko to skończysz, pobiorę to w formacie .pdf i podeślę koleżance, musi to przeczytać! :D
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 19.04.2014 o 16:38
Kaichou wa Maid-sama jest jednym z moich ulubionych anime i Usui ma charakter taki, który ja osobiście lubię najbardziej. Nie chciałam, żeby główny męski bohater beczał i podziwiał piękno natury… Shin ma wszystko głęboko w d… i najchętniej to walnąłby sobie klina i poszedł spać, ale jak mu nie pozwalają, to się robi wredny. No i to prawda, jest egoistycznym palantem, ponieważ jego jedynym przyjacielem przez całe 17 lat życia był demon lubieżności, który za cel swojej egzystencji obrał sobie przelecieć wszystko co się rusza, a ojciec Shina stał się kotem… Nic dziwnego, że to tak bardzo zryło mu psychikę. Poza tym, w dzisiejszej dobie animizacji i mangazacji (tego słowa nie ma w słowniku, wymyśliłam je tylko na potrzeby tego komentarza :P) ciężko jest wymyślić charaktery, które nigdy jeszcze nie powstały dla 30 postaci, właściwie to zupełnie niemożliwe. Powiedzmy szczerze, raczej wątpię, aby którekolwiek z internetowych opowiadań stało się następstwem Tolkiena… Większość (jak nie wszystkie) z występujących tu postaci będzie miało multum odpowiedników w nieskończonej ilości anime i mangi… Taka prawda, rynek został opanowany seryjnymi pomysłami, którym dziwnym trafem udało się zarobić miliony, więc po co wymyślać coś innego? Znana szmira sprzeda się o wiele lepiej niż nieznane arcydzieło.
Moja Burza jest parodią, strzępkiem głupich pomysłów i idiotycznych sytuacji, więc tam nie ma być za wiele sensu. Sens zarezerwowałam na Majowy Śnieg, nad którym również pracuję w tym momencie, przez co mam mniej czasu na Burzę. Naprawdę, będę bić pokłony przed człowiekiem, który w jakimkolwiek zdaniu na tym blogu znajdzie sens… Wakacje pojawią się na pewno jeszcze przez kilka rozdziałów, ale nie w 13, tam będzie prawie wyłącznie szkoła, jako ten tzw. pechowy rozdział. Po feriach zimowych znowu szkoła, szkoła i szkoła do samego końca… Nie chciałabym teraz zmieniać całego planu, bo wszystko posypałoby się na łeb na szyję bez żadnej kontroli. Na pewno, jak będę już miała wszystkie rozdziały, rozpocznę od samego początku czytanie tego i zmienianie niektórych koncepcji zapewne według waszych pomysłów, bo w końcu Burza ma na celu rozbawienie czytelnika i oderwanie go od przyziemnych spraw.
Co do podobieństwa Burzy do anime czy mangi… Jeszcze raz, to tylko parodia pisana po to by zabić wolny czas na matmie i poprawić humor. W którymś rozdziale pojawi się na 100% zdanie, że ta historia staje się nienormalnie niemożliwa do zaistnienia. No i to prawda! Nawet po samych kolorach włosów facetów i dziewcząt, które pojawią się później, każdy zorientowałby się, że to czysta bajka…
Gabriel to taka lama, ni to facet ni to baba, taki nijaki jest, ale co zrobić? Raczej go nie wywalę na bruk, bo ma asa w rękawie, którego chcę wykorzystać, choć najbardziej dążę do wprowadzenia po raz kolejny Mikiego przez jego powiązania z pewną osobą, ale to zapewne w II lub w III części. Wyniki egzaminów pojawią się prawdopodobnie po wakacjach, ale tylko jako dodatek, ponieważ po tej całej wycieczce nastaje czas całkowitego chaosu i wątpię, aby ktokolwiek chciał wtedy szorować kibelek. Shin i Dea nie mogliby razem szorować łazienek, chyba że mieliby takie same wyniki. Na pewno jedna osoba z całej bandy odbędzie drogę krzyżową do Małego Laboratorium, ale czy więcej? Tego nie wiem.
Co do ilości rozdziałów, na stronie zamieszczonych jest już 12, a według moich obliczeń będzie ok. 20-25 w całej I części, więc jeszcze całkiem sporo. Cieszę się, że chcesz przekazać Burzę dalej, mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań ani nie poddam się w połowie. W sumie, Burza to jedna z moich najdłuższych prac. Większość innych ma zaledwie po 50 stron, albo w ogóle ich nie skończyłam. Zamierzam to kiedyś zrobić, ale dopiero wtedy kiedy pojawi się na nie wena.
No i znowu się rozpisałam! No nic, pozdrawiam i do następnego rozdziału,
CreativeViolet
Napisany przez ~Ichimari
OdpowiedzUsuńdnia 19.04.2014 o 11:11
No wątek Dei i Shina trochę przypomina Misę-chan i Usuia, hihi <3 ale jak dla mnie to nic złego, wręcz przeciwnie ^^ A Shinuś to jak Usui, lubi się pastwić nad swoją ofiarą, stąd bycie zboczonym kosmitą i zmuszanie do wyznania miłości :)
A scena z uciekającym Mephisiem the best :D Traktujmy to trochę z przymrużeniem oka, w anime często zdarzają się rzeczy które są trochę oderwane od rzeczywistości, co jednak nie wpływa źle na całokształt, a wręcz przeciwnie.
Epek świetny, trochę oderwania od straasznych problemów, które są mniej straszne przez zachowanie bandy świrów, ale jednak.
Przepraszam za nieziemską składnię, ale wszystko szybko szybko i nie ma czasu pomyśleć.
Czekam niecierpliwie na kolejną notkę i wakacyjny chaos :D
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 19.04.2014 o 16:50
Dziękuję za komentarz. Co do Dei i Shina, to rzeczywiście mogą zachowywać się jak Misa i Usui, bo naprawdę nie chciałam tworzyć zapłakanej lali, ciągle rzucającej się w ramiona cudownie kochanego i milusiego bisha, jak to jest w większości anime i mangi (a jakbym to zrobiła, to ktoś zapewne stwierdziłby, że jest to podobne do tego czy tamtego anime czy mangi…). Dea ma swoją godność, toteż nie chce przyznać się do swoich uczuć, a Shin jest po prostu egoistycznym palantem, neandertalczykiem, parszywym perwersem, zboczonym leniwcem, wredotą ruską, szują spod Biedronki, żulem spod Lidla czy Tesco i tak dalej i tak dalej. Tak jak pisałam wcześniej, Burza to tylko parodia i normalnie zapłacę komuś, kto odszuka tutaj sens. Mi się to nigdy nie udało, ale jakoś się tym nie przejmuję :P. Za składnię to JA powinnam przeprosić, bo nie mam kompletnego pojęcia, czy jakiekolwiek moje zdanie kwalifikuje się do podręcznikowego przykładu składni zdania złożonego i interpunkcji… Domyślam się, że nie.
Pozdrawiam i do następnej notki,
CreativeViolet