„Jak mało kto wiem, jak to jest,
gdy zżera i zatruwa człowieka
tęsknota za czymś, czego NIGDY mieć nie
będzie”
~Janusz Leon Wiśniewski „Los
powtórzony”
Zaraz po wyjściu z budynku
szkoły, kiedy ciepłe promienie słońca starały się choć trochę odegnać myśl o
zbliżającej się zimie, zielonooki chłopak, towarzyszący roześmianej
dziewczynie, zatrzymał się i zastygł niczym posąg wpatrzony gdzieś w dal, a na
jego twarzy odmalowały się uczucia tak skrajne, które w zwyczajnych
okolicznościach nie mają prawa pojawić się na czyjejkolwiek twarzy w jednym i
tym samym momencie. Ale czy ktoś powiedział, że były to zwyczajne okoliczności?
I kiedy tak stał, a w jego blond czuprynie tańczyły wesołe promyki, ponownie pojawiła
się ona…
Shin nie zastanawiając się
dłużej, pognał w kierunku bramy, gdzie dojrzał ją, gdzie jeszcze przed chwilą stała
ONA, lecz teraz zniknęła bez śladu. Z jego gardła, nagle zdławionego od tych
wszystkich emocji, które trzymał zamknięte w swoim sercu, a teraz wypłynęły na
wierzch, zawarte w jednym, krótkim krzyku boleści…
- Asuna!!!
Biegł dalej, coraz bardziej oddalając się od swojego
teraźniejszego życia, a zagłębiając w przeszłość. Wchodził wciąż głębiej i
głębiej, aż znalazł się w starej puszczy, pokrywającej rozlewiska rozciągające
się zaraz za terenem Akademii. Zatrzymał się i rozejrzał w poszukiwaniu jej
białej sukienki, którą ubrała, gdy widzieli się po raz ostatni.
- Asuna! Gdzie jesteś?! Odezwij
się! – krzyknął w stronę lasu, a echo zdwoiło rozchodzące się dźwięki.
- „Śledzę cię do drzewa czerwonego dębu. Kiedy ciężkie powietrze porusza
się poprzez puste trzciny” – usłyszał śpiewny głos, za którym podążył
jeszcze głębiej do miejsca, gdzie nie docierało światło słońca. – „Będę tam na ciebie czekała, dopóki ktoś nie
przyjdzie by mnie znieść, znieść mnie w dół.”
I nagle na niewielkiej polance, przez którą płynęła spokojnie
rzeka, stanęła przed nim, w białej sukni sięgającej kolan, bosa, z opadającymi
miękko na twarz miedzianymi lokami.
- Asuna… – szepnął, na co
dziewczyna uśmiechnęła się i zaśpiewała dalej.
- Zobacz, ja nie, ja nie stałam się oziębła
Kradłam
od ludzi, którzy kradli od tych
Z
rękami tak chudymi i skórą tak starą
Ale
ty jesteś młody, jesteś młody, jesteś młody.
Wtem
ktoś się śmieje, jakby to było jedynie piekło
Chociaż
my nie możemy być ocaleni z głębin studni
Ale
ubranie, które zrobiłam, jest ubraniem, które możesz sprzedać
By
zapłacić za nasiona babiego lata.”
- Przestań! Powiedz coś! –
krzyknął zrozpaczony, przerywając tą dziwnie hipnotyzującą melodię. – Gdzie
byłaś? Wszyscy myślą, że nie żyjesz i…
Dziewczyna podeszła do niego i położyła lodowatą dłoń na jego
twarzy, sprawiając, że chłopak zadrżał. Dopiero, kiedy się zbliżyła, Shin
zauważył, że jej oczy zmieniły barwę z błękitu na czarną jak smoła, a skóra ze
zdrowo zarumienionej stała się trupioblada i tak potwornie zimna. Pogłaskała
opuszkami palców jego twarz i złożyła lodowate usta na jego wargach. Blondyn
przycisnął ją bliżej siebie, wciąż nie zaprzestając całowania. W końcu odzyskał
ją, swoją jedyną miłość i nie zamierzał jej już nigdy puścić. Jednak dziewczyna
nagle odsunęła się od Shina i spojrzała mu w oczy, a na jej ustach pojawił się
przerażający uśmiech.
- „Imiona zostały wyryte w drzewie czerwonego dębu
Imiona
tych, którzy zostali i tych, którzy odeszli
Będę
tam na ciebie czekała z tymi spopielonymi kośćmi
Więc
podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół.”
I w miarę śpiewania, Shin poczuł
tak przejmujący żal i ból, jakiego nie czuł nigdy wcześniej, iż myślał, że
bijące mu szaleńczo w piesi serce podda się i przełamie wpół, natomiast jego
nogi poruszały się samoistnie w kierunku rzeki, która nagle zaczęła się pienić
i rozbijać o wystające z głębin skały. Zrobił pierwszy krok i poczuł lodowaty
chłód powoli rozchodzący coraz dalej i dalej, w miarę, gdy rozszalały żywioł
pochłaniał go coraz bardziej.
- Asuna! – krzyknął jeszcze,
zanim lodowate fale zalały mu płuca, a kiedy opadał na dno, towarzyszyła mu
wciąż ta hipnotyzująca melodia i jej delikatny głos, szepczący mu do ucha „Podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół.
Podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół.”
Podążaj
za mną w dół…
***
Światło. Ciepło. Szelest. Jakiś
głos wciąż narastający i wołający coś. Jakieś imię. Shin. Kim jest Shin? Głos należący do dziewczyny. Ciepło również.
Mmmmm… Jakie miłe to ciepło! Otwórz oczy.
Czemu niby miałby to robić? Tu mu dobrze. Tak dobrze…
- Shin! Otwórz oczy! No już,
błagam cię! Otwieraj te swoje piękne gały – przebił się natarczywy głos, prosto
do świadomości chłopaka. – Błagam, nie zostawiaj mnie tu samej!
- Uważasz, że mam piękne oczy? –
mruknął cicho i zaczął kaszleć, wypluwając przy tym wodę z płuc.
- Shin! Żyjesz! – Dea zarzuciła
mu ręce na ramiona i przytuliła mocno do siebie. Żył! Tylko to się w tej chwili
liczyło.
- Au! Zaraz mnie udusisz.
- Ah. Przepraszam – szepnęła
cicho, zawstydzona tym, że mogła zrobić mu krzywdę. Odsunęła się i Shin miał
okazję zobaczyć jej twarz. Jasna skóra, wydatne usta zagryzione w wyrazie
zatroskania, olbrzymie fiołkowe oczy obleczone długimi rzęsami oraz te
wspaniałe czarne pasma, spływające w dół jej twarzy, z których kapała woda…
Zaraz. Woda?!
- Dlaczego jesteś cała mokra? –
zapytał zdziwiony.
- Bo rzuciła się do rzeki, aby
cię ratować, ty idioto! – warknął Ash, który pojawił się nagle znikąd. –
Zwiała. – powiedział do Dei.
- Ale kto zwiał? – zapytał Shin
dalej nic nie rozumiejąc.
- Ten demon, który próbował cię
utopić – odparła dziewczyna i wstała, pociągając za sobą blondyna.
- Asuna – mruknął gorzko Ash.
- A więc jednak stała się demonem,
co? – westchnął chłopak i odgarnął mokre kosmyki ze swoich oczu.
- Wiedziałeś?
- Taaa.
- To czemu za nią pobiegłeś?! –
zapytał się demon mocno poirytowany. Przez tego idiotę Dea zaliczyła kąpiel w
lodowatej wodzie, a gdyby Lusiek dowiedział się, że jego córeczka zachorowała…
Oj, biada temu, kto jej nie dopilnował, czyli Ashowi.
- Sam nie wiem – odparł blondyn i
ruszył z powrotem w kierunku szkoły, a pozostała dwójka zrównała z nim kroku. –
Chyba chciałem zobaczyć ją po raz ostatni, no i wciąż miałem nadzieję, że może
jednak nie…
- Przepraszam, że przerywam, ale
kim tak w ogóle jest Asuna? – spytała chłopaków Dea, jednak nikt jej nie
odpowiedział. – Bo jeżeli to dziewczyna, którą zostawiłeś, przez co rzuciła się
z mostu, to jestem gotowa jeszcze ją tu zawołać…
- Nie – przerwał jej Shin i
spochmurniał. – To bardziej… skomplikowane.
- A więc słucham – odparła
niewzruszona.
- Dea… – ostrzegł Ash, widząc
cierpiącą minę przyjaciela, ale czarnowłosa zignorowała jego ostrzeżenie
ostentacyjnie odwracając spojrzenie od demona.
- Jezu! Wolałem cię drącą się nad
strumieniem – mruknął lekko poirytowany blondyn, a Dea zacisnęła pięści, gotowa
już komuś przywalić. – Ash, dowiedziałaby się prędzej czy później, więc wolę
sam jej to opowiedzieć.
- Jesteś pewien? – spytał brunet,
wciąż nieprzekonany co do stanu emocjonalnego przyjaciela.
- Nie, ale jak mus to mus. –
odpowiedział Shin i parsknął niewesołym śmiechem. – Asuna jest… była naszą
przyjaciółką z dzieciństwa, to znaczy moją i Shuna. Byliśmy sąsiadami i od
kiedy pamiętam, zawsze bawiliśmy się razem. Już, jako berbecie w pieluchach
lataliśmy po domu i zjeżdżaliśmy na poduszkach po schodach albo bawiliśmy się w
piratów. Potem, kiedy miałem z siedem lat, dołączył do nas Ash, a Mephisto stał
się kotem. Oczywiście, jako dzieci nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nasz ojciec
i kot to jedno, więc tak jak dorośli, uwierzyliśmy, że stary zniknął, a tego
samego dnia przybłąkał się dziwny kocur i chłopak z pismem, że Mephisto to jego
prawny opiekun. No, ale to nie o to tu chodzi… Kiedy Mephisto zniknął,
zaopiekowali się nami rodzice Asuny, którzy potraktowali nas jak własne dzieci,
gdyż nie mogli mieć już swoich własnych. Było tak jak zawsze, razem się
bawiliśmy, razem jedliśmy, razem spaliśmy…
- Ba! Nawet razem się kąpaliśmy –
przerwał mu Ash.
- To już mogłeś pominąć,
perwersie – mruknął Shin i kontynuował dalej. – Potem również poszliśmy do tej
samej szkoły – Akademii Saint Ardor, słynnej prywatnej placówki z internatem
dla bogatych, rozpieszczonych paniczyków i lal. Myślałem, że to nasze
najszczęśliwsze lata, ale w trakcie wakacji na pierwszym roku coś się zmieniło
w naszych stosunkach. Może to moja wina, ponieważ zakochałem się w przyjaciółce
jeszcze zanim reszta zaczęła postrzegać ją jako kobietę, jednak dla niej
pozostawałem zawsze tylko przyjacielem. Prawdziwe kłopoty zaczęły się jednak,
kiedy Shun i Asuna stanęli przed nami pewnego wieczora i powiadomili, że
zostali parą. Myślałem, że serce mi eksploduje z bólu, jednak uśmiechałem się
tylko i mówiłem, że cieszę się ich szczęściem. Dlatego, że ją kochałem, nie
mogłem powiedzieć nic innego i tylko przez wzgląd na nią odpuściłem walkę z
bratem.
Rok później, kiedy pogodziłem się
z myślą, że Asuna nigdy nie będzie moja, zostaliśmy napadnięci, a Shun zmarł z
powodu odniesionych ran. Przyszła do szpitala następnego dnia i rzuciła mi się
na szyję. A potem wyszeptała mi do ucha tylko jedno słowo…
Cóż, Asuna zawsze miała problemy
z rozpoznaniem, który z nas to który, więc w dzieciństwie robiliśmy jej wiele
psikusów, jednak tamtego dnia powiedziała coś, co doszczętnie złamało mi serce.
Wyszeptała „Shun”, bo liczyła na to,
że to ja umarłem, a nie mój brat. Byłem tak wściekły na nią, tak przepełniony
żalem i taki samotny, że powiedziałem coś, czego nigdy sobie nie wybaczę;
odparłem: „Shun nie żyje, to ja, Shin”,
a ona spojrzała na mnie tylko ze łzami w oczach, uśmiechnęła się i wyszła z
pokoju. Miała wtedy na sobie białą sukienkę do kolan, jakby szykowała się do
ślubu, a nie na pogrzeb. Później w nocy, obudziłem się zlany potem i
postanowiłem wymknąć się na zewnątrz, aby pomyśleć. Niedaleko szpitala płynęła
rzeka, nad którą wisiał stary most. Poszedłem w tamtą stronę i idąc brzegiem,
zauważyłem, że coś białego unosi się na wodzie… coś, co miało kształt
człowieka. Rzuciłem się na pomoc, a serce ścisnęło mi takie przerażenie,
jakiego dotąd nie czułem nigdy, kiedy dotknąłem lodowatej skóry dziewczyny,
którą kochałem. Wyciągnąłem ją na brzeg i starałem się uratować, jednak
spóźniłem się. Asuna nie żyła. Rzuciła się z mostu do rzeki. Popełniła
samobójstwo…
Dwa tygodnie później, kiedy
przeszukiwałem jej rzeczy, aby mieć po niej jakąś pamiątkę, natrafiłem na
zdjęcie USG podpisane jej nazwiskiem. Asuna była w piątym miesiącu ciąży z moim
bratem. Gdybym wtedy się zamknął i pozwolił jej wierzyć, że to Shun przeżył,
właśnie urodziłaby dziewczynkę i żyła, wychowując razem ze mną jego dziecko,
ale wszystko zniweczyłem wtedy, w tym szpitalu…
Jeszcze dłuższą chwilę trwało
milczenie, kiedy Shin skończył opowiadać. Dea wpatrywała się zszokowana w jego
spokojną twarz, wciąż mokrą od wody. Nie wiedziała, że jeden człowiek może
pomieścić w sobie tyle żalu, straty i cierpienia, a jednocześnie żyć pełnią
życia. Shin zadziwiał ją coraz bardziej, dzięki czemu czuła, że jest mu również
bliższa niż na początku.
- Nie wiem, co powiedzieć –
szepnęła niepewnie, bo naprawdę nie wiedziała co ma powiedzieć, aby go jakoś
pocieszyć. Shin wyciągnął rękę i potargał jej mokre włosy.
- Czasem lepiej jest milczeć…
***
Następnego ranka do pokoju Shina
wleciał Ash po całonocnych eskapadach. Rzucił się na łóżko chłopaka i zaczął
skakać po śpiącym blondynie, przez co mebel ruszał się w dwuznaczny sposób.
- Shinuś! Shinuś! Wstawaj! –
wrzeszczał złotooki do ucha biednego śpiocha.
- Stary, weź przestań gwałcić
niczemu niewinny mebel, a przy okazji i mnie… – mruknął zaspany, na co Ash
usiadł na nim okrakiem.
- Ale Mephisto znowu ostrzył
swoje pazury na moim tyłku! – poskarżył się nadąsany jak mała dziewczynka.
- Bo pewnie znowu spałeś na
śmietniku i… O Boże! Co to za smród?! – blondyn zatkał nos i zrzucił
przyjaciela na ziemię. – Śmierdzisz ruską wódką i… Może nie powinienem pytać,
ale co ty masz do cholery we włosach?!
- Brokat – odparł demon,
uśmiechając się głupawo.
- Weź idź i się umyj, bo walisz
gorzej niż zwykle – mruknął blondyn. Popchnął Asha do łazienki i znowu uwalił
się do snu.
15 minut później brunet wyszedł
spod prysznica owinięty tylko ręcznikiem, w tym samym momencie, co Dea wpadła
spanikowana do pokoju chłopaków.
- One chcą mnie zamordować! –
wrzasnęła od progu i trzasnęła drzwiami. Znowu…
- Boże, za co? – mruknął blondyn
i schował głowę pod poduchę, udając, że ta banda idiotów to tylko zły sen. Długi,
wredny, niekończący się koszmar… – A mama mówiła, aby nie zadawać się z hołotą…
- Co się stało, moje ty
słoneczko? – zapytała niedorobiona kocia poduszka spanikowaną dziewczynę.
- One chcą mi zrobić manicure i
makijaż i… i… i wcisnąć w sukienkę z sex shopu!
- Chętnie cię w niej zobaczę, a
najlepiej bez – wymruczał Ash powabnym głosem, jednak Dea całkowicie
zignorowała demona, przez co zamknął się w sobie. Biedaczek…
Shin podniósł lekko głowę, zlustrował Deę od stóp do głów i
powiedział z wrednym uśmiechem na ustach, niby od niechcenia – Czasem by ci się
przydała mała metamorfoza… Może w końcu przestałabyś straszyć ludzi wokół?
- Ty… cholerna kanalio!
- No co? Powiedziałem tylko
prawdę – odparł niewinnym głosem i zaśmiał się, widząc, że przyjaciółka znowu
się wkurzyła.
- Hym! Nie rozmawiam z tobą –
fochnęła się, przez co rozbawiła chłopaka jeszcze bardziej, jednak zamiast coś
odpowiedzieć, podniósł się tylko i powlekł do łazienki mrucząc pod nosem – Masz
szczęście, że dzisiaj nie spałem nago…
W czasie ich wspaniałej
„rozmowy”, bo jakby nie patrzeć, pomijając niemiłe określenia i przytyki do
wyglądu, prowadzili całkiem udaną konwersację, Ash zdążył przebrać się w mniej wynegliżowany
strój, na który Dea i tak nie zwróciła specjalnej uwagi, i wysuszyć rozczochrane
kłaki.
- A tak w ogóle to gdzie byłeś? –
spytała się go czarnowłosa, starając się zabić jakoś czas.
- Hm? Najpierw w barze go-go,
jednak wyrzucili mnie stamtąd za demoralizowanie tancerek, więc polazłem na
jakąś dyskotekę i zabawiałem się z kelnerkami, bo dzieciarnia zajęła się sama
sobą. Ah! To dzisiejsza młodzież jest po prostu cudowna!
- A jaka była wcześniej? –
zapytała zaciekawiona i pomyślała, że w końcu dowie się czegoś jeszcze o
demonach i ich życiu.
- Większość dziewcząt stanowiły cnotki-niewydymki,
a jak przystawiałem się do facetów, wyzywali mnie od plugawych demonów –
mruknął, wspominając ciężkie czasy, jakimi było średniowiecze. – W tamtym
okresie najlepszą zabawą nie był wcale seks, lecz polowanie na te
świętoszkowate lalunie. Teraz, małolaty same włażą ci do łóżka, no i gdzie tu
zabawa?!
- Chyba nigdzie… – odparła
niepewnie, więc zmieniła temat na optymalnie lepszy. – A co z twoją
najciekawszą zdobyczą?
- Pomyślmy… chyba siostra
zakonna… A nie! Czekaj… jeszcze, jako młodzik przeleciałem papieża. Hihihi.
- Co takiego?! Niby którego? –
zawołała Dea teraz już naprawdę zaciekawiona. Nieczęsto słyszy się takie
niepochlebne nowinki odnośnie Kościoła i to jeszcze z ust naocznego świadka! –
Myślałam, że jesteś hetero!
- Bo jestem, ale żeby życie miało
smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek – odparł i mrugnął oczkiem. – Ale
wracając do papieża… Nie pamiętam, jak się nazywał, ale to ten, co tylko kilka
tygodni urzędował. Ah! Biedny papieżuś – westchnął, udając żal i tęsknotę. – To
był najlepszy i najostrzejszy seks z facetem, jaki w życiu przeżyłem. Gościu
jeszcze tygodniami wykrzykiwał moje imię i rzucał się na łóżku, a ta banda
przygłupów w kieckach myślała, że go opętałem. I aby skrócić cierpienia ich
„Czcigodnego Ojca” podali mu do zupy trutkę na szczury…
- To straszne – powiedziała Dea,
zdruzgotana formą rozwiązywania problemów w Kościele w czasie średniowiecza.
- Tak, to potworne – pokiwał
zgodnie łebkiem.
- Jakby cię to w ogóle obchodziło
– rzucił Shin, stojąc w drzwiach łazienki ubrany tylko w ciemne jeansy nisko
zawieszone na biodrach, a para wydobywała się zza jego pleców, imitując
wrażenie, że chłopak wyszedł z chmury.
Dea nie poczuła żadnego zażenowania, kiedy Ash stał w samym
ręczniku, jednak teraz widząc półnagie, mokre, gorące ciało Shina, twarz
zapłonęła jej szkarłatem a serce odgrywało nieznośnie skocznego kankana.
Odwróciła się szybko do okna, byle by dłużej nie spoglądać na TO diabelnie
boskie ciało.
Shin zauważył dziwne zachowanie
przyjaciółki i powoli, nieśpiesznie podszedł do niej od tyłu i owinął ramiona
wokół jej talii.
- Odwróć się – szepnął zmysłowym
głosem, a ciepły oddech połaskotał włoski na ramieniu dziewczyny.
- Nie – odparła i zadrżała, gdy
stał tak blisko niej.
Na usta Shina wypłynął drapieżny uśmiech. Miał ją! Teraz trzeba
tylko poczekać, aż sama wpadnie mu w ramiona.
- Odwróć się, albo wrzucę cię pod
prysznic – ostrzegł i włożył rękę pod rozciągnięty t-shirt Dei i przejechał
palcami po skórze jej nagiego brzucha, a dziewczyna zadrżała pod jego dotykiem.
- Shin, nie! Proszę, Ash tu jest…
– szepnęła zdławionym głosem, na co blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Ash jest demonem seksu,
normalnie zaproponowałbym mu trójkącik, ale chcę cię mieć całą dla siebie –
wymruczał jeszcze bliżej jej ucha, a kiedy Dea pokręciła przecząco głową, Shin
podniósł ją i zaniósł do łazienki.
- Puść mnie, ty zboczeńcu.
Perwersie! Pedobearze! – wrzeszczała i tłukła go pięściami po klatce,
rozjuszając tym jeszcze bardziej blondyna.
Shin wrzucił dziewczynę pod prysznic i odkręcił kurek, oblewając
ją ciepłym strumieniem wody.
- Co ty wyrabiasz?! Chcesz
umrzeć?! – warknęła rozjuszona.
- To ty zaraz umrzesz, ale z
rozkoszy – odparł Shin niskim głosem i ściągnął jej koszulkę prawie, że
rozrywając materiał i ukazując tym samym bladą skórę, naznaczoną piętnem
ludzkiej głupoty oraz czarno-biały stanik w groszki, opinający piersi
dziewczyny. Blondyn przylgnął ciasno do Dei, przypierając ją do ściany, by
uniemożliwić jej ucieczkę. Zniżył głowę i chwycił zębami za dolną wargę czarnowłosej,
po czym pocałował ją namiętnie. Dea opierała się chwilę, jednak szybko poddała
się i oddała chłopakowi pocałunek, wyginając plecy w łuk i przylegając jeszcze
bliżej ciała Shina. Chłopak przejechał palcami po plecach Dei i jednym,
sprawnym ruchem rozpiął zapięcie stanika. Nagle, dziewczyna ugryzła go w wargę
i odepchnęła jedną ręką, drugą zaś przytrzymując bieliznę. Blondyn poleciał do
tyłu i wpadł na zlew, jednak na jego twarzy nie pojawiły się żadne uczucia.
Dea patrzyła na niego wściekła, a w oczach wezbrały jej łzy, które
starła gniewnym ruchem dłoni.
- Nienawidzę cię! – warknęła,
chwyciła jedną z wiszących na wieszaku koszulek i wybiegła z łazienki. Chwilę
potem, Shin usłyszał trzask zamykanych drzwi, więc podniósł się i wyszedł z
łazienki.
- Tym razem przegiąłeś, stary –
mruknął Ash, półleżąc na fotelu i naparzając jakieś zombie na PS4 (tak, na PS4,
bo jako demon skombinował zabawkę szybciej niż weszła na rynek w Europie,
prosto od producenta tzn. przeleciał go). Shin nie odezwał się, tylko usiadł w
drugim fotelu i zamknął oczy.
- Wiem – odparł po chwili.
- To, po co to zrobiłeś?! –
warknął rozdrażniony brunet i zastopował grę. – To, że cierpisz po utracie
Asuny, nie znaczy, że możesz traktować w taki sposób Deę.
- Wiem – odpowiedział po prostu.
Ash westchnął ciężko i wznowił grę.
- W szczególności, że to córka Lucifera,
Władcy Demonów.
- Dobra, skończmy tę rozmowę, bo
i tak zaprowadzi nas donikąd, zresztą jak zawsze. Też chcę zagrać – powiedział
i uśmiechnął się lekko do przyjaciela.
- Idź się wysuszyć, bo nie
zamierzam sprzątać po tobie tej kałuży – na co odparł demon i rozwalił kilku
zombiaków.
Shin wstał i polazł z powrotem do
łazienki po ręcznik i jakąś koszulkę. Nagle, Ash usłyszał siarczyste
przekleństwo przyjaciela, po czym blondyn wyleciał z ręcznikiem na łbie i z
furią malującą się na buźce.
- Ta mała cholera zajebała mi
moją ulubioną koszulkę! – zawołał wkurzony.
- Stary, prawie ją zgwałciłeś pod
tym prysznicem, a ty martwisz się o jakąś pieprzoną koszulkę?! – mruknął Ash
ponownie zatrzymując grę, by spojrzeć, czy przyjaciel czasem go nie wkręca,
jednak na twarzy blondyna malowała się niemal namacalna chęć mordu i nie
wyglądało to na kiepski żart.
- Oczywiście. To koszulka
kosztowała krocie, a za stracenie czyjegoś dziewictwa mi nie płacą –
odpowiedział z takim przekonaniem, jakby była to najoczywistsza z oczywistych
prawd na ziemi. – Przynajmniej jeszcze nie.
- Wiesz co, Shin… Czasem naprawdę
cię nie rozumiem…
- Nie ty jeden przyjacielu, nie
ty jeden – odparł z uśmiechem na ustach blondyn i wyszedł z pokoju, ciągle
ubrany tylko w spodnie, przez co, jak tylko pojawił się na korytarzu w damskim
internacie, budynek opanowały dziewczęce piski i pogwizdywania. Wlazł do pokoju
Dei bez pukania, jak to ona miała w zwyczaju i stanął jak wryty. Bo oto na
łóżku leżał obcy facet i obca dziewczyna w fantazyjnej pozie do połowy
rozebrani. Jak tylko wpakował się im do pokoju, przerwali cokolwiek robili, bo
na normalną trzecią bazę to nie wyglądało, i spojrzeli na niego wściekli.
- Chyba pomyliłem pokoje –
mruknął i uśmiechnął się zadziornie. – Ale skoro już tu jestem, to może się
dołączę?
- Wypad! – wrzasnęła dziewczyna z
rumieńcem na twarzy i rzuciła w niego poduszką. Shin puścił tylko oczko do
niej, wykonał gest jakby przykładał telefon do ucha i ruchem warg przekazał
laleczce „call me later”, po czym
zamknął drzwi z bananem przylepionym do pyszczka, jeszcze zanim poduszka
zdążyła trafić w jego piękną buźkę. Bleh! Wolał nie wyobrażać sobie gdzie ta
poduszka znalazła się wcześniej, ani za jaki rekwizyt im służyła…
Podszedł do drzwi naprzeciwko i, dla bezpieczeństwa własnego
zdrowia psychicznego, zapukał, jednak, kiedy nikt mu nie odpowiedział, na chama
otworzył drzwi i rozejrzał się po pokoju, który był… pusty. Dea zmyła się.
Shin pobiegł z powrotem do
swojego pokoju i jak tylko otworzył drzwi, krzyknął na cały korytarz – Dea
uciekła!
Ash wstał i podszedł zaniepokojony do przyjaciela, i jak tylko
znalazł się na korytarzu poczuł ostry zapach unoszący się w powietrzu, który
dla ludzi jest niewyczuwalny, coś jak mieszanka pieprzu kajeńskiego, chrzanu i
dymu.
- Mylisz się – odpowiedział
przyjacielowi, a złość wykrzywiła mu wargi. – Dea została porwana przez demona...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz