wtorek, 3 grudnia 2013

04. Czasem lepiej jest milczeć

„Jak mało kto wiem, jak to jest, gdy zżera i zatruwa człowieka
 tęsknota za czymś, czego NIGDY mieć nie będzie”
~Janusz Leon Wiśniewski „Los powtórzony”

Zaraz po wyjściu z budynku szkoły, kiedy ciepłe promienie słońca starały się choć trochę odegnać myśl o zbliżającej się zimie, zielonooki chłopak, towarzyszący roześmianej dziewczynie, zatrzymał się i zastygł niczym posąg wpatrzony gdzieś w dal, a na jego twarzy odmalowały się uczucia tak skrajne, które w zwyczajnych okolicznościach nie mają prawa pojawić się na czyjejkolwiek twarzy w jednym i tym samym momencie. Ale czy ktoś powiedział, że były to zwyczajne okoliczności? I kiedy tak stał, a w jego blond czuprynie tańczyły wesołe promyki, ponownie pojawiła się ona…
Shin nie zastanawiając się dłużej, pognał w kierunku bramy, gdzie dojrzał ją, gdzie jeszcze przed chwilą stała ONA, lecz teraz zniknęła bez śladu. Z jego gardła, nagle zdławionego od tych wszystkich emocji, które trzymał zamknięte w swoim sercu, a teraz wypłynęły na wierzch, zawarte w jednym, krótkim krzyku boleści…
- Asuna!!!
Biegł dalej, coraz bardziej oddalając się od swojego teraźniejszego życia, a zagłębiając w przeszłość. Wchodził wciąż głębiej i głębiej, aż znalazł się w starej puszczy, pokrywającej rozlewiska rozciągające się zaraz za terenem Akademii. Zatrzymał się i rozejrzał w poszukiwaniu jej białej sukienki, którą ubrała, gdy widzieli się po raz ostatni.
- Asuna! Gdzie jesteś?! Odezwij się! – krzyknął w stronę lasu, a echo zdwoiło rozchodzące się dźwięki.
- „Śledzę cię do drzewa czerwonego dębu. Kiedy ciężkie powietrze porusza się poprzez puste trzciny” – usłyszał śpiewny głos, za którym podążył jeszcze głębiej do miejsca, gdzie nie docierało światło słońca. – „Będę tam na ciebie czekała, dopóki ktoś nie przyjdzie by mnie znieść, znieść mnie w dół.”
I nagle na niewielkiej polance, przez którą płynęła spokojnie rzeka, stanęła przed nim, w białej sukni sięgającej kolan, bosa, z opadającymi miękko na twarz miedzianymi lokami.
- Asuna… – szepnął, na co dziewczyna uśmiechnęła się i zaśpiewała dalej.
- Zobacz, ja nie, ja nie stałam się oziębła
Kradłam od ludzi, którzy kradli od tych
Z rękami tak chudymi i skórą tak starą
Ale ty jesteś młody, jesteś młody, jesteś młody.

Wtem ktoś się śmieje, jakby to było jedynie piekło
Chociaż my nie możemy być ocaleni z głębin studni
Ale ubranie, które zrobiłam, jest ubraniem, które możesz sprzedać
By zapłacić za nasiona babiego lata.”

- Przestań! Powiedz coś! – krzyknął zrozpaczony, przerywając tą dziwnie hipnotyzującą melodię. – Gdzie byłaś? Wszyscy myślą, że nie żyjesz i…
Dziewczyna podeszła do niego i położyła lodowatą dłoń na jego twarzy, sprawiając, że chłopak zadrżał. Dopiero, kiedy się zbliżyła, Shin zauważył, że jej oczy zmieniły barwę z błękitu na czarną jak smoła, a skóra ze zdrowo zarumienionej stała się trupioblada i tak potwornie zimna. Pogłaskała opuszkami palców jego twarz i złożyła lodowate usta na jego wargach. Blondyn przycisnął ją bliżej siebie, wciąż nie zaprzestając całowania. W końcu odzyskał ją, swoją jedyną miłość i nie zamierzał jej już nigdy puścić. Jednak dziewczyna nagle odsunęła się od Shina i spojrzała mu w oczy, a na jej ustach pojawił się przerażający uśmiech.
- „Imiona zostały wyryte w drzewie czerwonego dębu
Imiona tych, którzy zostali i tych, którzy odeszli
Będę tam na ciebie czekała z tymi spopielonymi kośćmi
Więc podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół.”

I w miarę śpiewania, Shin poczuł tak przejmujący żal i ból, jakiego nie czuł nigdy wcześniej, iż myślał, że bijące mu szaleńczo w piesi serce podda się i przełamie wpół, natomiast jego nogi poruszały się samoistnie w kierunku rzeki, która nagle zaczęła się pienić i rozbijać o wystające z głębin skały. Zrobił pierwszy krok i poczuł lodowaty chłód powoli rozchodzący coraz dalej i dalej, w miarę, gdy rozszalały żywioł pochłaniał go coraz bardziej.
- Asuna! – krzyknął jeszcze, zanim lodowate fale zalały mu płuca, a kiedy opadał na dno, towarzyszyła mu wciąż ta hipnotyzująca melodia i jej delikatny głos, szepczący mu do ucha „Podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół. Podążaj za mną w dół, podążaj za mną w dół.”

Podążaj za mną w dół…

***
Światło. Ciepło. Szelest. Jakiś głos wciąż narastający i wołający coś. Jakieś imię. Shin. Kim jest Shin? Głos należący do dziewczyny. Ciepło również. Mmmmm… Jakie miłe to ciepło! Otwórz oczy. Czemu niby miałby to robić? Tu mu dobrze. Tak dobrze…
- Shin! Otwórz oczy! No już, błagam cię! Otwieraj te swoje piękne gały – przebił się natarczywy głos, prosto do świadomości chłopaka. – Błagam, nie zostawiaj mnie tu samej!
- Uważasz, że mam piękne oczy? – mruknął cicho i zaczął kaszleć, wypluwając przy tym wodę z płuc.
- Shin! Żyjesz! – Dea zarzuciła mu ręce na ramiona i przytuliła mocno do siebie. Żył! Tylko to się w tej chwili liczyło.
- Au! Zaraz mnie udusisz.
- Ah. Przepraszam – szepnęła cicho, zawstydzona tym, że mogła zrobić mu krzywdę. Odsunęła się i Shin miał okazję zobaczyć jej twarz. Jasna skóra, wydatne usta zagryzione w wyrazie zatroskania, olbrzymie fiołkowe oczy obleczone długimi rzęsami oraz te wspaniałe czarne pasma, spływające w dół jej twarzy, z których kapała woda… Zaraz. Woda?!
- Dlaczego jesteś cała mokra? – zapytał zdziwiony.
- Bo rzuciła się do rzeki, aby cię ratować, ty idioto! – warknął Ash, który pojawił się nagle znikąd. – Zwiała. – powiedział do Dei.
- Ale kto zwiał? – zapytał Shin dalej nic nie rozumiejąc.
- Ten demon, który próbował cię utopić – odparła dziewczyna i wstała, pociągając za sobą blondyna.
- Asuna – mruknął gorzko Ash.
- A więc jednak stała się demonem, co? – westchnął chłopak i odgarnął mokre kosmyki ze swoich oczu.
- Wiedziałeś?
- Taaa.
- To czemu za nią pobiegłeś?! – zapytał się demon mocno poirytowany. Przez tego idiotę Dea zaliczyła kąpiel w lodowatej wodzie, a gdyby Lusiek dowiedział się, że jego córeczka zachorowała… Oj, biada temu, kto jej nie dopilnował, czyli Ashowi.
- Sam nie wiem – odparł blondyn i ruszył z powrotem w kierunku szkoły, a pozostała dwójka zrównała z nim kroku. – Chyba chciałem zobaczyć ją po raz ostatni, no i wciąż miałem nadzieję, że może jednak nie…
- Przepraszam, że przerywam, ale kim tak w ogóle jest Asuna? – spytała chłopaków Dea, jednak nikt jej nie odpowiedział. – Bo jeżeli to dziewczyna, którą zostawiłeś, przez co rzuciła się z mostu, to jestem gotowa jeszcze ją tu zawołać…
- Nie – przerwał jej Shin i spochmurniał. – To bardziej… skomplikowane.
- A więc słucham – odparła niewzruszona.
- Dea… – ostrzegł Ash, widząc cierpiącą minę przyjaciela, ale czarnowłosa zignorowała jego ostrzeżenie ostentacyjnie odwracając spojrzenie od demona.
- Jezu! Wolałem cię drącą się nad strumieniem – mruknął lekko poirytowany blondyn, a Dea zacisnęła pięści, gotowa już komuś przywalić. – Ash, dowiedziałaby się prędzej czy później, więc wolę sam jej to opowiedzieć.
- Jesteś pewien? – spytał brunet, wciąż nieprzekonany co do stanu emocjonalnego przyjaciela.
- Nie, ale jak mus to mus. – odpowiedział Shin i parsknął niewesołym śmiechem. – Asuna jest… była naszą przyjaciółką z dzieciństwa, to znaczy moją i Shuna. Byliśmy sąsiadami i od kiedy pamiętam, zawsze bawiliśmy się razem. Już, jako berbecie w pieluchach lataliśmy po domu i zjeżdżaliśmy na poduszkach po schodach albo bawiliśmy się w piratów. Potem, kiedy miałem z siedem lat, dołączył do nas Ash, a Mephisto stał się kotem. Oczywiście, jako dzieci nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nasz ojciec i kot to jedno, więc tak jak dorośli, uwierzyliśmy, że stary zniknął, a tego samego dnia przybłąkał się dziwny kocur i chłopak z pismem, że Mephisto to jego prawny opiekun. No, ale to nie o to tu chodzi… Kiedy Mephisto zniknął, zaopiekowali się nami rodzice Asuny, którzy potraktowali nas jak własne dzieci, gdyż nie mogli mieć już swoich własnych. Było tak jak zawsze, razem się bawiliśmy, razem jedliśmy, razem spaliśmy…
- Ba! Nawet razem się kąpaliśmy – przerwał mu Ash.
- To już mogłeś pominąć, perwersie – mruknął Shin i kontynuował dalej. – Potem również poszliśmy do tej samej szkoły – Akademii Saint Ardor, słynnej prywatnej placówki z internatem dla bogatych, rozpieszczonych paniczyków i lal. Myślałem, że to nasze najszczęśliwsze lata, ale w trakcie wakacji na pierwszym roku coś się zmieniło w naszych stosunkach. Może to moja wina, ponieważ zakochałem się w przyjaciółce jeszcze zanim reszta zaczęła postrzegać ją jako kobietę, jednak dla niej pozostawałem zawsze tylko przyjacielem. Prawdziwe kłopoty zaczęły się jednak, kiedy Shun i Asuna stanęli przed nami pewnego wieczora i powiadomili, że zostali parą. Myślałem, że serce mi eksploduje z bólu, jednak uśmiechałem się tylko i mówiłem, że cieszę się ich szczęściem. Dlatego, że ją kochałem, nie mogłem powiedzieć nic innego i tylko przez wzgląd na nią odpuściłem walkę z bratem.
Rok później, kiedy pogodziłem się z myślą, że Asuna nigdy nie będzie moja, zostaliśmy napadnięci, a Shun zmarł z powodu odniesionych ran. Przyszła do szpitala następnego dnia i rzuciła mi się na szyję. A potem wyszeptała mi do ucha tylko jedno słowo…
Cóż, Asuna zawsze miała problemy z rozpoznaniem, który z nas to który, więc w dzieciństwie robiliśmy jej wiele psikusów, jednak tamtego dnia powiedziała coś, co doszczętnie złamało mi serce. Wyszeptała „Shun”, bo liczyła na to, że to ja umarłem, a nie mój brat. Byłem tak wściekły na nią, tak przepełniony żalem i taki samotny, że powiedziałem coś, czego nigdy sobie nie wybaczę; odparłem: „Shun nie żyje, to ja, Shin”, a ona spojrzała na mnie tylko ze łzami w oczach, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Miała wtedy na sobie białą sukienkę do kolan, jakby szykowała się do ślubu, a nie na pogrzeb. Później w nocy, obudziłem się zlany potem i postanowiłem wymknąć się na zewnątrz, aby pomyśleć. Niedaleko szpitala płynęła rzeka, nad którą wisiał stary most. Poszedłem w tamtą stronę i idąc brzegiem, zauważyłem, że coś białego unosi się na wodzie… coś, co miało kształt człowieka. Rzuciłem się na pomoc, a serce ścisnęło mi takie przerażenie, jakiego dotąd nie czułem nigdy, kiedy dotknąłem lodowatej skóry dziewczyny, którą kochałem. Wyciągnąłem ją na brzeg i starałem się uratować, jednak spóźniłem się. Asuna nie żyła. Rzuciła się z mostu do rzeki. Popełniła samobójstwo…
Dwa tygodnie później, kiedy przeszukiwałem jej rzeczy, aby mieć po niej jakąś pamiątkę, natrafiłem na zdjęcie USG podpisane jej nazwiskiem. Asuna była w piątym miesiącu ciąży z moim bratem. Gdybym wtedy się zamknął i pozwolił jej wierzyć, że to Shun przeżył, właśnie urodziłaby dziewczynkę i żyła, wychowując razem ze mną jego dziecko, ale wszystko zniweczyłem wtedy, w tym szpitalu…

Jeszcze dłuższą chwilę trwało milczenie, kiedy Shin skończył opowiadać. Dea wpatrywała się zszokowana w jego spokojną twarz, wciąż mokrą od wody. Nie wiedziała, że jeden człowiek może pomieścić w sobie tyle żalu, straty i cierpienia, a jednocześnie żyć pełnią życia. Shin zadziwiał ją coraz bardziej, dzięki czemu czuła, że jest mu również bliższa niż na początku.
- Nie wiem, co powiedzieć – szepnęła niepewnie, bo naprawdę nie wiedziała co ma powiedzieć, aby go jakoś pocieszyć. Shin wyciągnął rękę i potargał jej mokre włosy.
- Czasem lepiej jest milczeć…

***
Następnego ranka do pokoju Shina wleciał Ash po całonocnych eskapadach. Rzucił się na łóżko chłopaka i zaczął skakać po śpiącym blondynie, przez co mebel ruszał się w dwuznaczny sposób.
- Shinuś! Shinuś! Wstawaj! – wrzeszczał złotooki do ucha biednego śpiocha.
- Stary, weź przestań gwałcić niczemu niewinny mebel, a przy okazji i mnie… – mruknął zaspany, na co Ash usiadł na nim okrakiem.
- Ale Mephisto znowu ostrzył swoje pazury na moim tyłku! – poskarżył się nadąsany jak mała dziewczynka.
- Bo pewnie znowu spałeś na śmietniku i… O Boże! Co to za smród?! – blondyn zatkał nos i zrzucił przyjaciela na ziemię. – Śmierdzisz ruską wódką i… Może nie powinienem pytać, ale co ty masz do cholery we włosach?!
- Brokat – odparł demon, uśmiechając się głupawo.
- Weź idź i się umyj, bo walisz gorzej niż zwykle – mruknął blondyn. Popchnął Asha do łazienki i znowu uwalił się do snu.
15 minut później brunet wyszedł spod prysznica owinięty tylko ręcznikiem, w tym samym momencie, co Dea wpadła spanikowana do pokoju chłopaków.
- One chcą mnie zamordować! – wrzasnęła od progu i trzasnęła drzwiami. Znowu…
- Boże, za co? – mruknął blondyn i schował głowę pod poduchę, udając, że ta banda idiotów to tylko zły sen. Długi, wredny, niekończący się koszmar… – A mama mówiła, aby nie zadawać się z hołotą…
- Co się stało, moje ty słoneczko? – zapytała niedorobiona kocia poduszka spanikowaną dziewczynę.
- One chcą mi zrobić manicure i makijaż i… i… i wcisnąć w sukienkę z sex shopu!
- Chętnie cię w niej zobaczę, a najlepiej bez – wymruczał Ash powabnym głosem, jednak Dea całkowicie zignorowała demona, przez co zamknął się w sobie. Biedaczek…
Shin podniósł lekko głowę, zlustrował Deę od stóp do głów i powiedział z wrednym uśmiechem na ustach, niby od niechcenia – Czasem by ci się przydała mała metamorfoza… Może w końcu przestałabyś straszyć ludzi wokół?
- Ty… cholerna kanalio!
- No co? Powiedziałem tylko prawdę – odparł niewinnym głosem i zaśmiał się, widząc, że przyjaciółka znowu się wkurzyła.
- Hym! Nie rozmawiam z tobą – fochnęła się, przez co rozbawiła chłopaka jeszcze bardziej, jednak zamiast coś odpowiedzieć, podniósł się tylko i powlekł do łazienki mrucząc pod nosem – Masz szczęście, że dzisiaj nie spałem nago…
W czasie ich wspaniałej „rozmowy”, bo jakby nie patrzeć, pomijając niemiłe określenia i przytyki do wyglądu, prowadzili całkiem udaną konwersację, Ash zdążył przebrać się w mniej wynegliżowany strój, na który Dea i tak nie zwróciła specjalnej uwagi, i wysuszyć rozczochrane kłaki.
- A tak w ogóle to gdzie byłeś? – spytała się go czarnowłosa, starając się zabić jakoś czas.
- Hm? Najpierw w barze go-go, jednak wyrzucili mnie stamtąd za demoralizowanie tancerek, więc polazłem na jakąś dyskotekę i zabawiałem się z kelnerkami, bo dzieciarnia zajęła się sama sobą. Ah! To dzisiejsza młodzież jest po prostu cudowna!
- A jaka była wcześniej? – zapytała zaciekawiona i pomyślała, że w końcu dowie się czegoś jeszcze o demonach i ich życiu.
- Większość dziewcząt stanowiły cnotki-niewydymki, a jak przystawiałem się do facetów, wyzywali mnie od plugawych demonów – mruknął, wspominając ciężkie czasy, jakimi było średniowiecze. – W tamtym okresie najlepszą zabawą nie był wcale seks, lecz polowanie na te świętoszkowate lalunie. Teraz, małolaty same włażą ci do łóżka, no i gdzie tu zabawa?!
- Chyba nigdzie… – odparła niepewnie, więc zmieniła temat na optymalnie lepszy. – A co z twoją najciekawszą zdobyczą?
- Pomyślmy… chyba siostra zakonna… A nie! Czekaj… jeszcze, jako młodzik przeleciałem papieża. Hihihi.
- Co takiego?! Niby którego? – zawołała Dea teraz już naprawdę zaciekawiona. Nieczęsto słyszy się takie niepochlebne nowinki odnośnie Kościoła i to jeszcze z ust naocznego świadka! – Myślałam, że jesteś hetero!
- Bo jestem, ale żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek – odparł i mrugnął oczkiem. – Ale wracając do papieża… Nie pamiętam, jak się nazywał, ale to ten, co tylko kilka tygodni urzędował. Ah! Biedny papieżuś – westchnął, udając żal i tęsknotę. – To był najlepszy i najostrzejszy seks z facetem, jaki w życiu przeżyłem. Gościu jeszcze tygodniami wykrzykiwał moje imię i rzucał się na łóżku, a ta banda przygłupów w kieckach myślała, że go opętałem. I aby skrócić cierpienia ich „Czcigodnego Ojca” podali mu do zupy trutkę na szczury…
- To straszne – powiedziała Dea, zdruzgotana formą rozwiązywania problemów w Kościele w czasie średniowiecza.
- Tak, to potworne – pokiwał zgodnie łebkiem.
- Jakby cię to w ogóle obchodziło – rzucił Shin, stojąc w drzwiach łazienki ubrany tylko w ciemne jeansy nisko zawieszone na biodrach, a para wydobywała się zza jego pleców, imitując wrażenie, że chłopak wyszedł z chmury.
Dea nie poczuła żadnego zażenowania, kiedy Ash stał w samym ręczniku, jednak teraz widząc półnagie, mokre, gorące ciało Shina, twarz zapłonęła jej szkarłatem a serce odgrywało nieznośnie skocznego kankana. Odwróciła się szybko do okna, byle by dłużej nie spoglądać na TO diabelnie boskie ciało.
Shin zauważył dziwne zachowanie przyjaciółki i powoli, nieśpiesznie podszedł do niej od tyłu i owinął ramiona wokół jej talii.
- Odwróć się – szepnął zmysłowym głosem, a ciepły oddech połaskotał włoski na ramieniu dziewczyny.
- Nie – odparła i zadrżała, gdy stał tak blisko niej.
Na usta Shina wypłynął drapieżny uśmiech. Miał ją! Teraz trzeba tylko poczekać, aż sama wpadnie mu w ramiona.
- Odwróć się, albo wrzucę cię pod prysznic – ostrzegł i włożył rękę pod rozciągnięty t-shirt Dei i przejechał palcami po skórze jej nagiego brzucha, a dziewczyna zadrżała pod jego dotykiem.
- Shin, nie! Proszę, Ash tu jest… – szepnęła zdławionym głosem, na co blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Ash jest demonem seksu, normalnie zaproponowałbym mu trójkącik, ale chcę cię mieć całą dla siebie – wymruczał jeszcze bliżej jej ucha, a kiedy Dea pokręciła przecząco głową, Shin podniósł ją i zaniósł do łazienki.
- Puść mnie, ty zboczeńcu. Perwersie! Pedobearze! – wrzeszczała i tłukła go pięściami po klatce, rozjuszając tym jeszcze bardziej blondyna.
Shin wrzucił dziewczynę pod prysznic i odkręcił kurek, oblewając ją ciepłym strumieniem wody.
- Co ty wyrabiasz?! Chcesz umrzeć?! – warknęła rozjuszona.
- To ty zaraz umrzesz, ale z rozkoszy – odparł Shin niskim głosem i ściągnął jej koszulkę prawie, że rozrywając materiał i ukazując tym samym bladą skórę, naznaczoną piętnem ludzkiej głupoty oraz czarno-biały stanik w groszki, opinający piersi dziewczyny. Blondyn przylgnął ciasno do Dei, przypierając ją do ściany, by uniemożliwić jej ucieczkę. Zniżył głowę i chwycił zębami za dolną wargę czarnowłosej, po czym pocałował ją namiętnie. Dea opierała się chwilę, jednak szybko poddała się i oddała chłopakowi pocałunek, wyginając plecy w łuk i przylegając jeszcze bliżej ciała Shina. Chłopak przejechał palcami po plecach Dei i jednym, sprawnym ruchem rozpiął zapięcie stanika. Nagle, dziewczyna ugryzła go w wargę i odepchnęła jedną ręką, drugą zaś przytrzymując bieliznę. Blondyn poleciał do tyłu i wpadł na zlew, jednak na jego twarzy nie pojawiły się żadne uczucia.
Dea patrzyła na niego wściekła, a w oczach wezbrały jej łzy, które starła gniewnym ruchem dłoni.
- Nienawidzę cię! – warknęła, chwyciła jedną z wiszących na wieszaku koszulek i wybiegła z łazienki. Chwilę potem, Shin usłyszał trzask zamykanych drzwi, więc podniósł się i wyszedł z łazienki.
- Tym razem przegiąłeś, stary – mruknął Ash, półleżąc na fotelu i naparzając jakieś zombie na PS4 (tak, na PS4, bo jako demon skombinował zabawkę szybciej niż weszła na rynek w Europie, prosto od producenta tzn. przeleciał go). Shin nie odezwał się, tylko usiadł w drugim fotelu i zamknął oczy.
- Wiem – odparł po chwili.
- To, po co to zrobiłeś?! – warknął rozdrażniony brunet i zastopował grę. – To, że cierpisz po utracie Asuny, nie znaczy, że możesz traktować w taki sposób Deę.
- Wiem – odpowiedział po prostu. Ash westchnął ciężko i wznowił grę.
- W szczególności, że to córka Lucifera, Władcy Demonów.
- Dobra, skończmy tę rozmowę, bo i tak zaprowadzi nas donikąd, zresztą jak zawsze. Też chcę zagrać – powiedział i uśmiechnął się lekko do przyjaciela.
- Idź się wysuszyć, bo nie zamierzam sprzątać po tobie tej kałuży – na co odparł demon i rozwalił kilku zombiaków.
Shin wstał i polazł z powrotem do łazienki po ręcznik i jakąś koszulkę. Nagle, Ash usłyszał siarczyste przekleństwo przyjaciela, po czym blondyn wyleciał z ręcznikiem na łbie i z furią malującą się na buźce.
- Ta mała cholera zajebała mi moją ulubioną koszulkę! – zawołał wkurzony.
- Stary, prawie ją zgwałciłeś pod tym prysznicem, a ty martwisz się o jakąś pieprzoną koszulkę?! – mruknął Ash ponownie zatrzymując grę, by spojrzeć, czy przyjaciel czasem go nie wkręca, jednak na twarzy blondyna malowała się niemal namacalna chęć mordu i nie wyglądało to na kiepski żart.
- Oczywiście. To koszulka kosztowała krocie, a za stracenie czyjegoś dziewictwa mi nie płacą – odpowiedział z takim przekonaniem, jakby była to najoczywistsza z oczywistych prawd na ziemi. – Przynajmniej jeszcze nie.
- Wiesz co, Shin… Czasem naprawdę cię nie rozumiem…
- Nie ty jeden przyjacielu, nie ty jeden – odparł z uśmiechem na ustach blondyn i wyszedł z pokoju, ciągle ubrany tylko w spodnie, przez co, jak tylko pojawił się na korytarzu w damskim internacie, budynek opanowały dziewczęce piski i pogwizdywania. Wlazł do pokoju Dei bez pukania, jak to ona miała w zwyczaju i stanął jak wryty. Bo oto na łóżku leżał obcy facet i obca dziewczyna w fantazyjnej pozie do połowy rozebrani. Jak tylko wpakował się im do pokoju, przerwali cokolwiek robili, bo na normalną trzecią bazę to nie wyglądało, i spojrzeli na niego wściekli.
- Chyba pomyliłem pokoje – mruknął i uśmiechnął się zadziornie. – Ale skoro już tu jestem, to może się dołączę?
- Wypad! – wrzasnęła dziewczyna z rumieńcem na twarzy i rzuciła w niego poduszką. Shin puścił tylko oczko do niej, wykonał gest jakby przykładał telefon do ucha i ruchem warg przekazał laleczce „call me later”, po czym zamknął drzwi z bananem przylepionym do pyszczka, jeszcze zanim poduszka zdążyła trafić w jego piękną buźkę. Bleh! Wolał nie wyobrażać sobie gdzie ta poduszka znalazła się wcześniej, ani za jaki rekwizyt im służyła…
Podszedł do drzwi naprzeciwko i, dla bezpieczeństwa własnego zdrowia psychicznego, zapukał, jednak, kiedy nikt mu nie odpowiedział, na chama otworzył drzwi i rozejrzał się po pokoju, który był… pusty. Dea zmyła się.
Shin pobiegł z powrotem do swojego pokoju i jak tylko otworzył drzwi, krzyknął na cały korytarz – Dea uciekła!
Ash wstał i podszedł zaniepokojony do przyjaciela, i jak tylko znalazł się na korytarzu poczuł ostry zapach unoszący się w powietrzu, który dla ludzi jest niewyczuwalny, coś jak mieszanka pieprzu kajeńskiego, chrzanu i dymu.
- Mylisz się – odpowiedział przyjacielowi, a złość wykrzywiła mu wargi. – Dea została porwana przez demona...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz