„Żadna noc nie może być aż tak
czarna,
żeby nigdzie nie można było
odszukać choć jednej gwiazdy.”
~Phil Bosmans
Kolejny tydzień minął spokojnie,
w atmosferze swoistej sielanki i leniwie płynącego czasu. Początkowo, kiedy
banda wróciła do Akademii, Mephisto się wściekł, że kolejne gęby ma do
wykarmienia, ale ostatecznie Gabryś, Rafciu i Kei zamieszkali w pokojach obok
Shina i Asha (wcześniej aniołki zajmowali „Komnatę Tajemnic” na trzecim
piętrze, kiedy przebywali na ziemi), przez co blondyn musiał każdej nocy
zamykać drzwi na klucz w obawie o swe dziewictwo… Dea codziennie ćwiczyła wraz
z Ashem swoje demoniczne moce, aż w końcu demon z zadowoleniem stwierdził, że
osiągnęła zamierzony poziom, a reszty nauczy się później. Był ostatni dzień
roku – Sylwester kiedy do pokoju chłopaków, gdzie wszyscy siedzieli i grali w
różne gry i ogółem zabijali czas, wpadła zdyszana i podekscytowana Miri,
wymachując kolorową kartką jak opętana.
- Idziemy? Idziemy, idziemy,
idziemy!!! – zawołała podekscytowanym głosikiem. – Chodźmy tam! Chodźmy.
Proooooszę… To idziemy?
Ash chwycił kolorową kartkę, przyjrzał się jej ze sceptycyzmem i
pokazał reszcie. Okazało się, że był to plakat zapowiadający paradę w mieście z
okazji Nowego Roku.
- Niesamowite! Chciałabym to
zobaczyć – mruknęła oczarowana Dea, przyglądając się przebranym w kreacje
ludziom i fajerwerkom błyszczącym na niebie. Po jej wypowiedzi nastała cisza,
ponieważ nikt nie kwapił się, aby wyjść gdziekolwiek na zewnątrz.
- Myślę, że pożałuję tego, ale…
Chodźmy tam – powiedział Shin, wpatrując się w resztę bandy z oczekiwaniem. –
Taka mała odmiana dobrze nam zrobi.
- To prawda – poparł go Gabriel,
uśmiechając się delikatnie do czarnowłosej. – Miło jest spędzić czas inaczej
niż zamartwiając się i ukrywając przed wrogiem.
- Nikt się nie ukrywa – wtrącił
się Rafael oburzony, a jego nóżka
podrygiwała z poddenerwowana w takt jakiejś piosenki. – Ja tylko… wolę się nie
pokazywać Ouriëlowi tak długo jak się da.
- To właśnie definicja ucieczki –
odparł Ash, wgapiając się w ekran telewizora. – No, ale jak wszyscy idą, to ja
też. Kto wie, może będą jakieś fajne dupeczki? – podniósł brwi do góry w dwuznacznym
geście, za co Miracle przywaliła mu w ramię, a demon wypuścił pada z rączki,
rozbijając się samochodzikiem. Na ekranie pojawił się wielki, czarny napis GAME
OVER.
- No e no! Córa, co żeś zrobiła?!
- Jak możesz nazywać się ojcem,
skoro rozmawiasz przy swojej niepełnoletniej córce o „dupeczkach”?! – warknęła
w jego stronę blondynka z mordem w oczach, „delikatnie” zapominając o fakcie,
ze tak naprawdę miała już ponad 600 lat na karku. Nie ma to jak botoks…
- A ci się znowu kłócą? – rzucił
stojący w drzwiach kocur, wypuszczając obłoczek dymu z fajki. Zaraz za nim podążał Kei jak cień, kiwając głową
wszystkim na powitanie. Jakby na to nie patrzeć, nadal był Krwawym Jeźdźcem, a
jego zadaniem pilnowanie Mephisto.
- Jak nie jedni, to drudzy się
kłócą. Weźta idźta na ten festiwal, paradę czy Bóg wie co i dajcie mi choć
jeden dzień odpoczynku od kłopotów z wami związanych – mruknął Mephisto i
wskoczył na kanapę, rozciągając się i mrucząc z zadowolenia. Obejrzał się na
resztę złocistymi ślepiami i prychnął wnerwiony. – A wy tu jeszcze czego? Won!
jak się was grzecznie prosi!
Ostatecznie banda zebrała się do wyjścia, a w pokoju pozostali
jedynie pochrapujący kotuś i Kei przyglądający się wszystkiemu z niewzruszoną
miną.
- Kei, jesteś pewien, że nie
chcesz z nami iść? – zapytał Dea ze smutną miną. Źle się czuła z tym, że
wszyscy idą, a chłopiec zostaje sam z tym wrednym kotem.
- Wszystko w porządku Dea Xiaojie[i].
Proszę się o mnie nie martwić – odpowiedział spokojnie chłopiec z kamienną
twarzą. I choć nadal było głupio dziewczynie, zamknęła za sobą drzwi i
dołączyła do reszty.
Festiwal miał się zacząć o
godzinie 19, więc do tego czasu wszyscy rozeszli się do swoich pokojów i
rozpoczęli przygotowania. Jak tylko Dea wyszła z łazienki ubrana w zwykłe
jeansy i koszulę w kratę, Miracle omal się nie przewróciła.
- Czy ty nie masz żadnych innych
ciuchów, niż te świętoszkowate ubranka? – zapytała, starając się pozbyć
początkowego szoku.
- No… nie – odpowiedziała Dea,
jakby w ogóle nie wiedziała o co chodzi blondynce. – Coś złego jest z tymi
ubraniami?
- Coś złego?! Coś złego?! I ty
jeszcze śmiesz nazywać się dziewczyną?! – zawołała oburzona Miri,
zapowietrzając się. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze przez
usta, starając się powstrzymać swe rąsie przed zamordowaniem pewnej osóbki. –
Czasem zastanawiam się, z której epoki ty się urwałaś…
- Mogę założyć tę sukienkę od
Shina – mruknęła ugodowo, co z niewiadomych przyczyn wprawiło dziewczynkę w
jeszcze większe przygnębienie.
- Eh, ty naprawdę nie rozumiesz…
– westchnęła, przykładając rękę do twarzy i robiąc facepalm. – No, ale nic.
Myślę, że w tym wypadku trzeba wytoczyć najcięższe działa… – mruknęła pod nosem
i nagle wybiegła z pokoju, zostawiając nic nierozumiejącą przyjaciółkę samą
sobie. A tak w ogóle, to o co się tu
rozchodzi, co? Po chwili wróciła, ciągnąc za sobą… Rafaela.
- Mistrzu, jesteś nam potrzebny!
– zawołała, bijąc przed archaniołem pokłony.
- Mistrzu? – zapytała Dea, nadal
nic nie kumając z tej rozmowy.
- Rafael to jeden z największych,
najsławniejszych i najwspanialszych projektantów mody tego stulecia, nie! tego
tysiąclecia! – zwróciła się blondynka do dziewczyny, a pasja aż biła z jej
spojrzenia. – A teraz, mistrzu, czy mógłbyś zrobić coś z tym? – zapytała z nadzieją,
wskazując wytrzeszczającą oczy ze zdziwienia czarnowłosą.
Archanioł spojrzał na dziewczynę i aż zachłysnął się z
niedowierzania.
- Mój Boże! Nie wiedziałem, że
istnieją jeszcze ludzie całkowicie pozbawieni gustu! To… naprawdę beznadziejny
przypadek…
- Ej, ja tu jestem! – rzuciła
wkurzona Dea, zakładając ramiona na piersi.
- … ale podejmę się tego wyzwania
– dokończył Rafael i chwycił dziewczynę za ramiona. – Zobaczysz, jak skończę z
tobą, sprawisz, że spojrzenia wszystkich będą wpatrzone tylko w ciebie!
- Co złego jest w sukience od
Shina?
- Oh, nic złego, złotko – odparł
anioł, robiąc dziubek. – Tylko, dzisiejszy strój ma wołać „Bierz mnie!” lub coś
w tym guście…
- A jak na razie mam tylko
skojarzenia z „Ave Maria” – dorzuciła Miracle, siedząc na krześle i zakręcając
włosy na lokówce. Miała na sobie delikatną, jasnoróżową, koronkową sukienkę z
falbankami bez ramiączek, obwiązaną w pasie czarną szarfą. Do tego założyła
czarne rzymianki na obcasie sprawiające, że dziewczynka wyglądała na starszą i
poważniejszą.
- Nie wyplączę się z tego,
prawda? – rzuciła zrezygnowana Dea, spoglądając na dwójkę fanatyków mody.
- Niet – rzucili jednocześnie, a
dziewczyna westchnęła, poddając się. Poszła do łazienki i zrzuciła z siebie
ubranie. Po chwili ktoś zapukał delikatnie do drzwi, a Dea otworzyła je na tyle
by wyciągnąć rękę i chwycić kawałek materiału. Nawet na niego nie spoglądając,
wciągnęła go przez głowę i wyszła do oczekujących ludzików.
- Wow – rzucili jednocześnie,
oszołomieni widokiem dziewczyny. – Wow
- Aż tak dziwnie? – zapytała ze
sceptycyzmem.
- Nie oglądaj się, aż nie
skończymy – polecił Rafael i chwycił dziewczynę za ramiona, prowadząc do
fotela. Podniósł grzebień i zaczął rozczesywać i układać jej włosy.
- Dzięki, że to robisz – rzuciła
Dea w stronę anioła, uśmiechając się do niego. – Naprawdę nie wiedziałam, że
jesteś aż tak dobry w projektowaniu.
- Cóż, jak to mówią: praktyka
czynie mistrzem. Poza tym, od zawsze bardziej od męskich ubrań lubiłem damskie,
więc nic dziwnego, że zostałem transwestytą. Na szczęście w dzisiejszych
czasach jest to bardziej możliwe do zaakceptowania niż w średniowieczu, gdzie
musiałem nosić zbroje rycerskie i brać udział w krucjatach i wojnach na rzecz
Kościoła. Bryy, straszne czasy! Zdecydowanie najgorzej je wspominam…
- Wiesz, dziwny z ciebie anioł –
powiedziała po chwili milczenia dziewczyna, zamykając oczy. – Dziwny i
niezwykły anioł – szepnęła i zasnęła na fotelu.
Rafael uśmiechnął się pod nosem i mruknął rozbawiony – Dokładnie
to samo powiedziała mi twoja matka…
Wyciągam rękę ku temu
zniewalającemu, lodowatemu światłu i nagle znajduję się w innym czasie, w innej
przestrzeni, w innym świecie. W sumie, jestem już przyzwyczajona do tych
wędrówek, jednak za każdym razem boję się tego, co zobaczę, a tym razem widzę
jak… płonie Sodoma i Gomora, a przynajmniej tak mi się zdaje. Tak daleko jak
sięga mój wzrok widzę płomienie buchające w czarne niebo i czuję żar bijący od
tego piekła. Słyszę krzyki ludzi płonących żywcem, ich jęki i kwilenia, kiedy
wiedzą, że zaraz umrą, że znikną i wszystko co po nich pozostanie to popiół.
Nagle przede mną upada mała dziewczynka. Ma nie więcej jak 5 lat. Jej brązowe
włoski są wypalone aż do kości, tylko w niektórych miejscach pozostały na
głowie, osmolone, powoli dopalające się. Na jej twarzy maluje się agonia, a ja
wiem, że jej twarz śnić mi się będzie po nocach aż do końca życia.
-
Proszę, pomóż mi – szepcze z siebie głosem cichszym od szumu wiatru. Podbiegam
do dziewczynki i upadam obok niej na kolana. Nawet nie wiem, kiedy zaczynam
płakać.
-
Wszystko będzie dobrze, tylko wytrzymaj… – mruczę
gorączkowo do jej ucha, równocześnie próbując zatrzymać krwawienie. – Tylko wytrzymaj, tylko wytrzymaj… – Dziewczynka podnosi rękę do mojej twarzy i
próbuje coś powiedzieć, ale w tym momencie jej plecy wykrzywiają się w łuk.
Widzę, jak gaśnie życie w jej błękitnych oczach, przerażonych i pełnych bólu.
Ciało dziewczynki opada bezwładne na ziemię pokrytą szkarłatną krwią jak
płaszczem. Widzę jak umiera dziecko. Widzę samą śmierć, w czarnym płaszczu i z
kosą w trupiobladej ręce. Przechodzi obok mnie z upiornym uśmiechem na twarzy,
zabierając ze sobą niewinne dzieciątko. Podnoszę wzrok i wpatruję się w ciemną
postać kroczącą pośród ognia. Nie pozwolę mu więcej na taką rzeź. Choćbym miała
umrzeć, pociągnę go za sobą. Już sama nie wiem, kim jestem. Czy płomieniem, czy
żarem, czy już tylko samym popiołem. Nie obchodzi mnie to. Wyciągam miecz i
biegnę w stronę potwora. Jak tylko dostrzega mnie, uśmiecha się i wyciąga swe
obrzydliwe łapy w mą stronę. Chcę zamknąć oczy, ale nie mogę tego zrobić. To ja
stworzyłam tego potwora i to ja muszę go zabić. Muszę patrzeć jak mój miecz
wchodzi w ciało tego, którego kochałam najbardziej i rozrywa je na kawałki. To
moja pokuta. To moja kara. To moja śmierć…
Dea ocknęła się z szaleńczo
bijącym sercem w piersi. Spojrzała do góry, w czekoladowe oczy Rafaela,
starając przekonać samą siebie, że jest bezpieczna.
- Gotowe – mruknął archanioł z
zadowoleniem i nakazał dziewczynie wstać. Dea posłusznie wypełniła polecenie
anioła i stanęła przed lustrem. Z ciągle bijącym sercem otworzyła niepewnie
oczy i…
- Kim ona jest? – zapytała
oczarowana. Przed lustrem stała piękna dziewczyna w czarnej sukience, doskonale
podkreślającej jej piersi. Tułów miała zrobiony z błyszczących cekinów z
rozkloszowanym, tiulowym dołem oraz delikatną siateczką wokół ramion. Oczy
zostały podkreślone czarną kredką sprawiającą, że wyglądały na większe, a ich kolor na intensywniejszy, natomiast
włosy spływały miękkimi falami w dół jej pleców, a na czubku spleciono je w
misterny warkocz ułożony jak korona. Wyglądała jak elficka królowa i naprawdę
dobrze się z tym czuła.
- Ciężka praca popłaca – mruknął brunet
zadowolony ze swojego dzieła. - Oto brzydkie kaczątko przerodziło się w
czarnego łabędzia.
- Jesteś wielki, mistrzu –
odparła czarnowłosa z mega bananem na pyszczku.
Rafael podszedł do drzwi i roześmiał się wesoło. – Powiedz mi
coś, czego nie wiem – rzucił na
pożegnanie i wyszedł.
Tymczasem, kiedy dziewczyny dalej
się piękniły, a Rafciu przetrząsał tym razem własną szafę w poszukiwaniu ubrań
godnych jego osoby, Gabriel przyszedł do pokoju Shina i Asha i poprosił
blondyna o rozmowę w cztery oczy. Zaskoczony chłopak podążył za archaniołem
pogrążonym w milczeniu korytarzem.
- O co chodzi, Gabrielu? –
zapytał Shin, zakładając ramiona na piersi. Oparł się o ścianę i spojrzał na
towarzysza, nieznaczenie mrużąc oczy.
- Chcę cię ostrzec – odpowiedział
spokojnie anioł, mocno akcentując każde słowo. – Nie zamierzam z niej
rezygnować…
- Oh, czy to groźba? – warknął
ironicznie Shin, odbijając się od ściany i podchodząc powolnym, leniwym, kocim
krokiem do szatyna. W jego zielonych oczach pojawił się ostrzegawczy płomyk. –
Czy może wypowiedzenie wojny?
- Jeżeli zajdzie taka potrzeba… –
odparł Gabriel hardo, spoglądając na blondyna. Obaj byli sobie niemal równi
wzrostem, więc ich oczy znajdowały się na tym samym poziomie, a pomiędzy nimi
aż iskrzyło powietrze od męskiego testosteronu. Jakby ktoś spojrzał na nich z
daleka, pewnie pomyślałby, że walczą ze sobą dwa lwy – olbrzymie, dzikie i
diabelnie niebezpieczne.
- A więc wojna – rzekł Shin,
wykrzywiając wargi w niebezpiecznym uśmieszku. Błysk w oczach chłopaka zamienił
się w palący się nieprzerwanie ogień.
- A więc wojna – potwierdził
Gabriel ze spokojem. Chłopaki odwrócili się od siebie na pięcie i rozeszli do
swoich pokojów, gdzie pozostali aż do czasu rozpoczęcia parady.
Jakiś czas później…
Wybiła 19, kiedy chłopaki zebrali
się na dole, oczekując rychłego zejścia dziewczyn. Wszyscy spoglądali na siebie
z głupawymi uśmiechami, oglądając stroje, które mieli na sobie. Gabriel
postawił na szyk i elegancję, czyli miał na sobie jasnoszary garnitur i
ciemnoniebieską koszulę. Jako, że Ashowi nigdy nie w smak były takie stroje,
zdecydował się na jasnobeżowe, sztruksowe spodnie i białą, opinającą jego klatę
koszulkę, co i tak stanowiło dla niego szczyt elegancji, gdyż jego pierwotnym
planem był wyjściowy dres. Natomiast Shin postanowił połączyć oba te pomysły i
troszkę je zmodyfikować, aby w pełni pasowały do jego osoby, z czego wyszło to
co wyszło, czyli: ciemnoniebieskie jeansy, grafitowa koszula i narzucona na nią
czarna, skurzana kurtka. Jednak, pomimo tych modowych eskapad, nic nie mogło
przebić stroju Rafaela, który wystąpił w… czarnych, skurzanych spodniach i w
srebrzystej tunice skonstruowanej całkowicie z cekinów oraz w butach jeszcze
wyższych niż koturny dziewczyn razem wzięte. Uśmiechał się jak szczeniaczek i
cały czas spoglądał na swoje paznokietki pomalowane w tym samym kolorze co
tunika. Biedne chłopaki… jak oni się z nim pokarzą na mieście?
Pierwsza po schodach zeszła, a
raczej zleciała Miracle, skacząc po dwa stopnie na raz i uśmiechając się
rozpromieniona, aż niektórych dentystów zabolałaby szczęka. Różowa sukienka
falowała wokół jej nóg przy każdym podskoku.
- Shin! – zawołała i rzuciła się
zaskoczonemu blondynowi w ramiona. Czemu, Boże, czemu ta pijawka znowu go
atakowała?! – I co powiesz?
- Że wyglądasz jak wata cukrowa –
warknął poirytowany chłopak. – A teraz złaź ze mnie!
- Łeeee – zajęczała dziewczynka,
puszczając Shina. – Wredota ruska.
- Ja ci dam „wredotę ruską” ty
pasożycie! – warknął w jej stronę, próbując złapać uciekającą blondynkę, jednak
w tej samej chwili na szczycie schodów pojawiła się Dea z niepewną miną
malującą się na twarzyczce.
- Wow – mruknął pod nosem Shin,
wpatrując się w czarnowłosą jak zahipnotyzowany.
- Wow – powtórzył za nim Gabriel
jak echo.
- Tylko nie zacznijcie się
ślinić, hehe! – zawołał Ash, aby ich trochę podrażnić, a chłopaki momentalnie
spojrzeli gdziekolwiek indziej, byleby nie wyglądało na to, że gapią się na
dziewczynę. – Heh, gorzej niż z dziećmi – mruknął demon z głupawym uśmieszkiem
na ustach.
- Nie wyglądam głupio? – zapytała
dziewczyna, kiedy ostatecznie zeszła po schodach, dzięki Bogu, nie wypieprzając
się przy tym!
- Nie, nie… Wyglądasz cudownie…
Naprawdę wspaniale… To w końcu moje dzieło!… – odezwali się wszyscy
równocześnie, sprawiając, że nic nie dało się zrozumieć z ich wypowiedzi.
- Okay… W każdym razie, dzięki…
chyba… – rzuciła czarnowłosa, kończąc tą dziwną rozmowę i uśmiechając się
milutko do przyjaciół. – Lepiej już chodźmy, bo jeszcze przegapimy fajerwerki!
I tak cała ferajna, wypachniona i odstawiona jak na nie wiadomo
co, wyszła z Akademii i udała się w stronę miejsca rozpoczęcia parady.
Już z daleka dało się usłyszeć gwar
rozmów i śmiechów oraz zobaczyć nieliczne rozbłyski wypuszczanych w powietrze
sztucznych ogni. Razem z brygadą w stronę festiwalu zmierzało jeszcze wielu
ludzi, jednak prawdziwy obraz popularności tego typu imprez w społeczeństwie
objawił im się dopiero, gdy wyszli na plac, gdzie to wszystko się odbywało.
Dziesiątki, setki, tysiące osób ubranych w różnorodne kreacje, tłoczyło się
przy kilkudziesięciu stoiskach ustawionych w dół ulicy. Zewsząd unosiły się
różnorodne zapachy jedzenia i alkoholi. Sprzedawcy namawiali klientów do zakupu
swoich produktów, co rusz się przekrzykując i wymachując rękoma.
- Chcę to! – zawołała Miri i
pobiegła w stronę stoiska z watą cukrową, a cała reszta rzuciła się w szaleńczy
pościg za blondynką, by się nie zgubiła w tym tłumie ludzi, ale już po chwili
wszyscy zostali przytłoczeni przez nową falę zwiedzających i rozdzieleni w
niewiadomych kierunkach. Spanikowana Dea rozglądała się we wszystkie strony,
poszukując kogokolwiek z ich bandy, jednak jedyne co widziała to tysiące różnorodnych
pleców, z których żadne nie pasowały do jej przyjaciół. Nagle poczuła jak ktoś
chwyta ją za rękę i wyciąga z tłumu. Odruchowo zamachnęła się pięścią,
uderzając intruza prosto w szczękę i próbując wyrwać ramię z uścisku.
- Idiotko, to ja! – odezwało się
wściekłe i jakże znajome warczenie zza jej pleców. Obejrzała się za siebie i
dostrzegła wkurzoną twarz Shina pocierającego zaczerwienienie, gdzie go przed
chwilą pięknie jebła.
- Oh, sorry – rzuciła, chwytając
go mocniej za rękę by się nie zgubić. – Myślałam, że to ktoś inny…
- To następnym razem nie myśl w
ogóle! Wyjdzie to i tobie i wszystkim innym na zdrowie, a przede wszystkim mnie
– warknął, ciągle się gniewając za ten cios w twarz. Dziewczyna nie
odpowiedziała nic więcej i pozwoliła chłopakowi wyprowadzić się z tego tabunu
ludzi. W końcu udało się im przecisnąć i wyjść na otwartą przestrzeń. Znaleźli
się koło stoiska ze słodyczami, a jak tylko dziewczyna spojrzała na te pyszne
czekoladki, żelki i inne cuda, jej żołądek chamsko przypomniał o sobie.
- Łaknienie? – zapytał
zaniepokojony chłopak.
- Nie, zwykły głód – odparła,
uśmiechając się delikatnie. – Nawet nie wiesz, jak robienie za lalkę Barbie
może sprawić, że zgłodniejesz…
- Sierotka Marysia – syknął w jej
stronę i polazł do sprzedawczyni, a po chwili wrócił z paczką słodyczy. –
Wszystko idzie na procent!
- Ta, ta jasne – odpowiedziała
dziewczyna, zajadając się słodkościami. Uśmiechnęła się rozanielona, kiedy
czekolada rozpłynęła się w jej ustach.
- Nie zamierzam z nim przegrać –
mruknął blondyn pod nosem, spoglądając na uśmiech Dei, która w tej chwili
zupełnie ignorowała otaczający ją świat. To niemożliwe, aby tak szczera osoba
mogła kiedyś zniszczyć świat, pomyślał chłopak z zamyślonym spojrzeniem.
- Skoro już się zgubiliśmy, to
równie dobrze możemy połazić po stoiskach – powiedział Shin i zrobił 3 kroki do
przodu, po czym zatrzymał się i obejrzał do tyłu. – Idziesz czy nie? – warknął
poirytowany. Dziewczyna zaśmiała się na widok ponownie wkurzonej mordki
przyjaciela i podbiegła do niego, po czym oboje włączyli się w tłum
zwiedzających osób.
Krążyli tak trochę czasu,
próbując różnych potraw i biorąc udział w dziwnych zabawach jak strzelanie wodą
w baloniki czy napieprzanie gumowym młotkiem jakiegoś dziwnego zwierza, który
dziwnym trafem niezwykle przypominał Mephisto… Przypadek? Nie sądzę… Ogółem robili wszystko to, co zazwyczaj robi
się na festiwalach i dobrze się przy tym bawili, kiedy w oddali rozległy się
mrożące krew w żyłach okrzyki. Przez tłum przeszła fala szeptów, a wszyscy
spięli się w oczekiwaniu na następny krzyk, ciągle mając nadzieję, że to tylko
noworoczny kawał jakichś dzieciaków. Jednak w tym samym momencie na środku
placu wylądowała olbrzymia bestia podobna do wilka z płonącym ogonem i
ślepiami, która ryknęła na otaczających ją ludzi. Na placu zapanował kompletny
chaos – ludzie rzucili się w panice ku drogom ucieczki, taranując się i
przepychając, ponieważ nikt nie chciał się znaleźć w pobliżu tego Ogara
Piekieł. Jednak to nie był koniec. Coś zatrzęsło się nad ich głowami i po chwili
kolejne dwa Ogary wylądowały na placu. Jeden z nich obejrzał się na Deę i
ryknął w jej stronę, a ona sparaliżowana strachem mogła tylko wpatrywać się w
jego płonące oczy. Nagle poczuła jak Shin ciągnie ją za ramię i po chwili
zniknęli z zasięgu wzroku bestii. Wpadli w rozszalały tłum, który wessał ich
jak fala tsunami, ale w wyniku naporu, oderwali się od siebie. Choć Dea starał
się wypatrzeć blond czuprynę chłopaka, nigdzie nie mogła jej dojrzeć, a tłum
pchał ją do przodu i do przodu. Dziewczyna chciała zawrócić i poszukać
przyjaciela, jednak wiedziała, że gdyby tak zrobiła, chłopak tylko by ją za to
opieprzył i kazał uciekać. Poza tym, z ich dwójki to on zazwyczaj wykazywał się
większym opanowaniem w sytuacjach kryzysowych. Tłum wylał się na ulice miasta i
rozpierzchł w różnych kierunkach, a Dea zatrzymała się opodal porzuconego,
rozbitego w drobny mak samochodu. Nagle ktoś chwycił ją od tyłu za rękę i
obrócił ku sobie. Spoglądał na nią nieznajomy, bezdomny mężczyzna z szaleństwem
w piwnych oczach. Miał na sobie stary, sprany płaszcz i podziurawione spodnie,
a na rękach wełniane rękawiczki bez palców.
- Demony, demony! – zawołał
schrypniętym od alkoholu głosem, a jego żółte zęby trzęsły się przy każdym
wypowiadanym słowie. – To kara Boska za nasze grzechy! Ukórzmy się przed Panem,
bo oto godzina jego Sądu jest już bliska!!!
Dea wyrwała ramię ze stalowego uchwytu bezdomnego i pobiegła jak
najdalej od jego krzyków i wrzasków, nie oglądając się za siebie. Zatrzymała
się dopiero pod drzewem w parku, przystrojonym lampkami świątecznymi. Serce
biło jej jakby wygrywało hard rocka, a płuca domagały się powietrza zupełnie
jak ćpun na odwyku.
Dziewczyna rozejrzała się po
parku, starając sobie przypomnieć drogę, jaką się tu dostała, by móc wrócić jak
najbliżej placu, gdzie odbywał się festiwal i tam też zaczekać na przyjaciół.
Na drzewach i ziemi ścieliły się cienie, a w najbliższej okolicy nie
przechadzała się ani jedna żywa dusza. Była tu zupełnie sama.
- Dea! – usłyszała znajomy głos
Shina i zaraz potem zobaczyła go, jak biegł w jej stronę. Pochwycił dziewczynę
w swe ramiona i przytulił do swej piersi.
- Widziałem jak tu biegłaś. Nic
ci nie jest? – zapytał zmartwionym głosem, a czarnowłosa wyczuła od niego jakiś
dziwny zapach, coś jak szałwia i kardamon. Pokręciła głową niezdolna wydobyć z
siebie głosu. – Na pewno?
- Tak – odparła, wpatrując mu się
w oczy. I po raz kolejny naszła ją jakaś taka głupia myśl, że coś jest nie tak…
- To dobrze – odpowiedział i
uniósł jeden kącik ust w drapieżnym uśmiechu, po czym przyszpilił dziewczynę do
drzewa i namiętnie pocałował. Początkowo zaskoczenie było tak wielkie, że pozwoliła
się mu całować, jednak pocałunek zmienił się w bardziej brutalny, dziki, jakby
chłopak chciał coś komuś udowodnić. Nagle czarnowłosa ugryzła go w wargę i
odepchnęła od siebie, wbijając srogie spojrzenie w jego twarz. Chłopak
przejechał palcem po wardze, ścierając krew i zlizując ją z palców, wciąż
wpatrując się w twarz czarnowłosej.
- Kim jesteś? – warknęła w jego
stronę lodowatym głosem. Przerażenie ścisnęło jej gardło, a serce zatrzymało
się w piersi w oczekiwaniu na odpowiedź, jednak chłopak tylko się roześmiał
ochrypłym, rechoczącym dźwiękiem.
- Brawo za spostrzegawczość –
powiedział i zaklaskał. – Jednak nie jesteś tak głupia jak cię opisywali…
Dea nie dała się sprowokować tym komentarzem. Nadal hardo
wpatrywała się w jego oblicze dokładnie takie same jak u Shina, tylko, że
jeszcze bardziej idealne, niemal tak doskonałe, że samo patrzenie sprawiało
rzeczywisty ból. Nagle chłopak schylił głowę i wyjął soczewki z oczu, ukazując
złocistą barwę tęczówek.
- Nazywam się Sonnelion –
odpowiedział w końcu blondyn, uśmiechając się krzywo, a dziewczyna zassała
powietrze przerażona. – I obecnie, Shin jest moim więźniem…
Po jego wypowiedzi zapadła cisza. Dziewczynie wydawało się, że
jedynym dźwiękiem w najbliższej okolicy stało się tylko bicie jej rozszalałego
serca oraz szum krwi w uszach. Miała ochotę uciec gdzie pieprz rośnie i nie
oglądać się za siebie, ale wiedziała, że na nic jej się to zda.
- Jaki masz w tym cel? – zapytała
zamiast tego i przełknęła gulę zalegającą jej w gardle.
- Ja? Żaden… no, prawie żaden… –
odpowiedział demon i ponownie zaśmiał się ochryple. – Po prostu, Azazel
zaoferował mi propozycję nie do odrzucenia, a ja wykonuję tylko jego rozkazy.
- Po co?! – krzyknęła
zdenerwowana, a jej żyły wypełniła adrenalina zmieszana z czystym przerażeniem
na samą wzmiankę o Azazelu.
- To proste. By rządzić światem… –
odpowiedział demon spokojnie z pełnym przekonaniem. – A ty stoisz nam na drodze,
więc przekazujemy ci ostrzeżenie. Albo będziesz robiła to, o co cię ładnie
poprosimy, albo będziemy po kolei zabijać twoich przyjaciół. Co ty na to?
Dea przełknęła ślinę, starając się zyskać jakoś na czasie, ale
pomimo tego, jak wiele razy obmyślała plan ucieczki, efekt zawsze był ten sam. Nie pozostało mi już nic innego jak…
- Co mam zrobić? – poddała się
ostatecznie i spuściła wzrok na ziemię. Czuła się, jakby właśnie zdradziła
wszystkich, na których jej zależało.
Chłopak chwycił ją pod brodę i zmusił, aby spojrzała mu w oczy. –
Musisz wrócić do Akademii i zdobyć dla nas pewien przedmiot. Znajduje się w
biurze Mephistophelesa w prawej, dolnej szufladzie zamkniętej na klucz. Potem
przynieś go do magazynu nr 666 – zabawne,
co nie? specjalnie wybrałem taki numerek, aby łatwiej ci było go zapamiętać,
hihi – w południowo-wschodnich
dokach. Jeżeli komuś o tym powiesz, Shin zginie. Jeżeli nakryją cię z tym
przedmiotem, Shin zginie. Jeżeli przyprowadzisz resztę w akcie heroizmu, Shin
zginie. Zrozumiałaś?
- Tak – wychrypiała czarnowłosa,
starając się opanować drżenie głosu.
- Heh, grzeczna dziewczynka… –
odpowiedział i puścił ją, a Dea odeszła od niego na kilka kroków, aby być
pewną, że nie zaatakuje jej od tyłu. – Aha, jeszcze jedno! Masz czas do
północy. Jeśli się spóźnisz, wiesz co się stanie…
Dziewczyna odwróciła się od demona i pobiegła w ciemną
noc, wierząc, że droga, którą wybrała doprowadzi ją wprost do Akademii. Miała
tylko cztery godziny, zanim wybije północ…
Napisany przez ~summon creature
OdpowiedzUsuńdnia 25.03.2014 o 20:03
Ha! Wiedziałam, że Shun się pojawi. Wredny krasnal, nie lubię go, chociaż wypowiedział zaledwie kilka zdań.
Co wszyscy mają z nazywaniem kota „Mephisto”? Jakaś podjara AoE? No bo już któreś z kolei opowiadanie, gdzie zwierzak ma tak na imię, no!
Końcówka mi nie pasuje. Jaki przedmiot? Bez tej wiedzy Dea nie będzie wiedziała, czego ma szukać! A jeżeli to na przykład jakaś gazetka hentai, to ma być to? No bo nie wyjaśnił szanowny Shun. (A może ona faktycznie jest głupia, skoro nie zapytała, o co chodzi?).
Dobra, czekam na rozdział 11. :)
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 25.03.2014 o 21:04
Hahaha, twój komentarz rozwalił mnie psychicznie! Chyba śmiałam się przez dobre pięć minut, zanim mogłam zabrać się za odpowiedź. Co do AoE (chodzi o Ao no Egozrcist, racja?) to oglądałam dawno temu i całkiem mi się spodobało. Z tego co pamiętam, to tam też chyba latał jakiś kot, ale on był chowańcem Rin’a, a Mephisto jako Mephisto łaził jako krzyżówka teriera z jamnikiem, a do tego towarzyszył mu zielony chomik… (O Boże! a to mnie się mama czepia, co ja paliłam, jak pisałam Burzę!!!) Przedmiot w szafie specjalnie został utajony, żeby Mephiś mógł się wykończyć psychicznie z tymi idiotami. (Nie ma bata, trzeba go wysłać na wakacje albo na odwyk, bo w tym tempie uzależni się od tabletek uspokajających). Shuna poznacie dokładniej w następnym rozdziale, gdzie też znajdzie się wytłumaczenie przedmiotu, ponieważ Decia ma go tylko przynieść i jak grzeczna dziewczynka nie zadawać pytań. Co do gazetek hentai, Mephiś jak odczuwa potrzebę, to idzie do Asha i on mu wszystko załatwia w 3D. I myślę również, że Azazelowi nie zależy na porno-komiksach, a na rozpętaniu III wojny światowej… Azazel ogólnie nienawidzi ludzi, ponieważ uważa, że są niegodni przebywania w pobliżu Absolutu, wobec czego pragnie ich zniszczyć. Jego pierwsza wojna tzw. I Wojna o Luminosę, zakończyła się porażką, a II Wojnę o Luminosę wywołał Lucifer z zupełnie innych powodów, ale o tym później. Hm, wracając jeszcze na chwilę do Shuna,to prawda, że jest wrednym palantem, ale ma swoje powody, dla których jest właśnie taki, a nie inny i wiążą się one ściśle z ich dzieciństwem. Jego postać jest swoistą zagadką nawet dla mnie, ponieważ nie mam określonego planu jego osoby i przyszłych zachowań, więc co wyjdzie z tego biednego Shuna, sama jeszcze nie wiem. Ale się rozpisałam! Dobra to jeszcze na zakończenie dodam, że rozdział 11 pisze się (co prawda powoli, ale jednak) i obecnie nie jestem w stanie powiedzieć czy skończę w tym tygodniu, w przyszłym czy jeszcze później. Postaram się napisać go jak najszybciej, ale jestem zawalona nauką do szkoły i na konkurs, więc może jak będę odpoczywać po operacji w domciu, to ten czas spożytkuję na pisanie. Staram się nie kopiować cudzych pomysłów, jednak jak coś mi się podoba, staram się to zmienić na bardziej w moim stylu, nie cudzym. Nie mogę nic na to poradzić, że kociak o imieniu Mephisto występuje w jeszcze kilku opowiadaniach czy książkach. Nie spotkałam się z tym jeszcze nigdy, ale w takim razie będę się rozglądać za tym. Przypominam, że Burza jest czystą parodią i moim sposobem na poradzenie sobie z otaczającym mnie światem. Pojawiają się tam drażniące mnie stereotypy i określone zachowania ludzkie, ale staram się, aby zostały oprawione humorem i głupim żartem. No i to byłoby wszystko… chyba. Pozdrawiam i do następnej notki.
Creative Violet
P.S. Jeżeli macie jakieś pytania co do fabuły, przeszłości bohaterów czy ich związków ze sobą, śmiało piszcie w komentarzu lub na maila. Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Napisany przez ~Ichimari
OdpowiedzUsuńdnia 06.04.2014 o 11:48
Wpadłam na Twojego bloga dosłownie wczoraj i tak niesamowicie wciągnęłam się w wymyśloną przez Ciebie historię, że dziś już skończyłam. Jestem pod wrażeniem tego w jaki sposób piszesz a przede wszystkim świetnego humoru rodem z najlepszego anime.
Chyba nie muszę pisać że z niecierpliwością czekam na następny epek :)
PS. czy tylko ja z niecierpliwością czekam aż Dea i Shin .. :D
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 06.04.2014 o 15:15
Ojej, dziękuję Ci i witam na pokładzie. Dziękuję bardzo za komentarz, takie miłe słowa dodają mi otuchy i sprawiają, że mam siłę przetrwać przez nawałnicę okropieństw (głównie matmę :D ). Powiem ci, że ja też z niecierpliwością czekam aż Shin i Dea… ale znając życie, biedny blondyn znowu zostanie znokautowany (pytanie tylko przez kogo?)… Ale w bliskim rozdzialiku (nie w 11, ale w 12…) będą mieli swoją romantyczną chwilę, co właściwie im się rzadko zdarza, bo ktoś im na okrągło przerywa… Hehe, za dużo spojlerów… Ale tak na mnie działają miłe słowa, zupełnie jak na Mephisia drapanie po brzuszku… Jeszcze raz dziękuję za poświęconą uwagę i przepraszam za opóźnienia z rozdziałem 11.
Pozdrawiam i do następnej notki, na 100% w tym tygodniu :D
Creative Violet
Napisany przez ~Ichimari
Usuńdnia 06.04.2014 o 16:14
Też kiedyś troszkę pisałam, byłam zakręcona ale nie tak pozytywnie jak Ty (a szkoda). Ja na szczęście nie muszę przechodzić już przez „nawałnice okropieństw”, przynajmniej z matmą i chwała bogu . Ale spinaj poślady i do boju a będzie dobrze ^^ Nienawidzę być z niczym na bieżąco bo czekanie zabija, zwłaszcza po tych spoilerach ale co zrobić, ma to swój urok :D
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 06.04.2014 o 18:50
Ale masz dobrze! Mnie czeka jeszcze 1,5 roku i to z rozszerzeniem… I nie wiem jak ja to przeżyje… albo na środkach uspokajających albo jak one nie pomogę to w psychiatryku :P Innych opcji nie przewiduję :(
Napisany przez ~Ichimari
Usuńdnia 06.04.2014 o 19:56
Nie wiem czy tak dobrze, nauki po pachy, ta licealna się do niej nie umywa, ale przynajmniej teraz męczę się z tym, co mi się podoba :) w LO orłem nie byłam, dużo imprezowałam, a jednak matura zdana lepiej niż u niektórych kujonów XD także uszy do góry i więcej optymizmu :D
Napisane przez ~Ichimari
OdpowiedzUsuńdnia 06.04.2014 o 19:59
I wielkie love za Florence do tego epka, tak swoją drogą :P