poniedziałek, 24 marca 2014

10. Zanim wybije północ

„Żadna noc nie może być aż tak czarna,
żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy.”
~Phil Bosmans

Kolejny tydzień minął spokojnie, w atmosferze swoistej sielanki i leniwie płynącego czasu. Początkowo, kiedy banda wróciła do Akademii, Mephisto się wściekł, że kolejne gęby ma do wykarmienia, ale ostatecznie Gabryś, Rafciu i Kei zamieszkali w pokojach obok Shina i Asha (wcześniej aniołki zajmowali „Komnatę Tajemnic” na trzecim piętrze, kiedy przebywali na ziemi), przez co blondyn musiał każdej nocy zamykać drzwi na klucz w obawie o swe dziewictwo… Dea codziennie ćwiczyła wraz z Ashem swoje demoniczne moce, aż w końcu demon z zadowoleniem stwierdził, że osiągnęła zamierzony poziom, a reszty nauczy się później. Był ostatni dzień roku – Sylwester kiedy do pokoju chłopaków, gdzie wszyscy siedzieli i grali w różne gry i ogółem zabijali czas, wpadła zdyszana i podekscytowana Miri, wymachując kolorową kartką jak opętana.
- Idziemy? Idziemy, idziemy, idziemy!!! – zawołała podekscytowanym głosikiem. – Chodźmy tam! Chodźmy. Proooooszę… To idziemy?
Ash chwycił kolorową kartkę, przyjrzał się jej ze sceptycyzmem i pokazał reszcie. Okazało się, że był to plakat zapowiadający paradę w mieście z okazji Nowego Roku.
- Niesamowite! Chciałabym to zobaczyć – mruknęła oczarowana Dea, przyglądając się przebranym w kreacje ludziom i fajerwerkom błyszczącym na niebie. Po jej wypowiedzi nastała cisza, ponieważ nikt nie kwapił się, aby wyjść gdziekolwiek na zewnątrz.
- Myślę, że pożałuję tego, ale… Chodźmy tam – powiedział Shin, wpatrując się w resztę bandy z oczekiwaniem. – Taka mała odmiana dobrze nam zrobi.
- To prawda – poparł go Gabriel, uśmiechając się delikatnie do czarnowłosej. – Miło jest spędzić czas inaczej niż zamartwiając się i ukrywając przed wrogiem.
- Nikt się nie ukrywa – wtrącił się Rafael oburzony, a jego  nóżka podrygiwała z poddenerwowana w takt jakiejś piosenki. – Ja tylko… wolę się nie pokazywać Ouriëlowi tak długo jak się da.
- To właśnie definicja ucieczki – odparł Ash, wgapiając się w ekran telewizora. – No, ale jak wszyscy idą, to ja też. Kto wie, może będą jakieś fajne dupeczki? – podniósł brwi do góry w dwuznacznym geście, za co Miracle przywaliła mu w ramię, a demon wypuścił pada z rączki, rozbijając się samochodzikiem. Na ekranie pojawił się wielki, czarny napis GAME OVER.
- No e no! Córa, co żeś zrobiła?!
- Jak możesz nazywać się ojcem, skoro rozmawiasz przy swojej niepełnoletniej córce o „dupeczkach”?! – warknęła w jego stronę blondynka z mordem w oczach, „delikatnie” zapominając o fakcie, ze tak naprawdę miała już ponad 600 lat na karku. Nie ma to jak botoks…
- A ci się znowu kłócą? – rzucił stojący w drzwiach kocur, wypuszczając obłoczek dymu z fajki.  Zaraz za nim podążał Kei jak cień, kiwając głową wszystkim na powitanie. Jakby na to nie patrzeć, nadal był Krwawym Jeźdźcem, a jego zadaniem pilnowanie Mephisto.
- Jak nie jedni, to drudzy się kłócą. Weźta idźta na ten festiwal, paradę czy Bóg wie co i dajcie mi choć jeden dzień odpoczynku od kłopotów z wami związanych – mruknął Mephisto i wskoczył na kanapę, rozciągając się i mrucząc z zadowolenia. Obejrzał się na resztę złocistymi ślepiami i prychnął wnerwiony. – A wy tu jeszcze czego? Won! jak się was grzecznie prosi!
Ostatecznie banda zebrała się do wyjścia, a w pokoju pozostali jedynie pochrapujący kotuś i Kei przyglądający się wszystkiemu z niewzruszoną miną.
- Kei, jesteś pewien, że nie chcesz z nami iść? – zapytał Dea ze smutną miną. Źle się czuła z tym, że wszyscy idą, a chłopiec zostaje sam z tym wrednym kotem.
- Wszystko w porządku Dea Xiaojie[i]. Proszę się o mnie nie martwić – odpowiedział spokojnie chłopiec z kamienną twarzą. I choć nadal było głupio dziewczynie, zamknęła za sobą drzwi i dołączyła do reszty.
Festiwal miał się zacząć o godzinie 19, więc do tego czasu wszyscy rozeszli się do swoich pokojów i rozpoczęli przygotowania. Jak tylko Dea wyszła z łazienki ubrana w zwykłe jeansy i koszulę w kratę, Miracle omal się nie przewróciła.
- Czy ty nie masz żadnych innych ciuchów, niż te świętoszkowate ubranka? – zapytała, starając się pozbyć początkowego szoku.
- No… nie – odpowiedziała Dea, jakby w ogóle nie wiedziała o co chodzi blondynce. – Coś złego jest z tymi ubraniami?
- Coś złego?! Coś złego?! I ty jeszcze śmiesz nazywać się dziewczyną?! – zawołała oburzona Miri, zapowietrzając się. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze przez usta, starając się powstrzymać swe rąsie przed zamordowaniem pewnej osóbki. – Czasem zastanawiam się, z której epoki ty się urwałaś…
- Mogę założyć tę sukienkę od Shina – mruknęła ugodowo, co z niewiadomych przyczyn wprawiło dziewczynkę w jeszcze większe przygnębienie.
- Eh, ty naprawdę nie rozumiesz… – westchnęła, przykładając rękę do twarzy i robiąc facepalm. – No, ale nic. Myślę, że w tym wypadku trzeba wytoczyć najcięższe działa… – mruknęła pod nosem i nagle wybiegła z pokoju, zostawiając nic nierozumiejącą przyjaciółkę samą sobie. A tak w ogóle, to o co się tu rozchodzi, co? Po chwili wróciła, ciągnąc za sobą… Rafaela.
- Mistrzu, jesteś nam potrzebny! – zawołała, bijąc przed archaniołem pokłony.
- Mistrzu? – zapytała Dea, nadal nic nie kumając z tej rozmowy.
- Rafael to jeden z największych, najsławniejszych i najwspanialszych projektantów mody tego stulecia, nie! tego tysiąclecia! – zwróciła się blondynka do dziewczyny, a pasja aż biła z jej spojrzenia. – A teraz, mistrzu, czy mógłbyś zrobić coś z tym? – zapytała z nadzieją, wskazując wytrzeszczającą oczy ze zdziwienia czarnowłosą.
Archanioł spojrzał na dziewczynę i aż zachłysnął się z niedowierzania.
- Mój Boże! Nie wiedziałem, że istnieją jeszcze ludzie całkowicie pozbawieni gustu! To… naprawdę beznadziejny przypadek…
- Ej, ja tu jestem! – rzuciła wkurzona Dea, zakładając ramiona na piersi.
- … ale podejmę się tego wyzwania – dokończył Rafael i chwycił dziewczynę za ramiona. – Zobaczysz, jak skończę z tobą, sprawisz, że spojrzenia wszystkich będą wpatrzone tylko w ciebie!
- Co złego jest w sukience od Shina?
- Oh, nic złego, złotko – odparł anioł, robiąc dziubek. – Tylko, dzisiejszy strój ma wołać „Bierz mnie!” lub coś w tym guście…
- A jak na razie mam tylko skojarzenia z „Ave Maria” – dorzuciła Miracle, siedząc na krześle i zakręcając włosy na lokówce. Miała na sobie delikatną, jasnoróżową, koronkową sukienkę z falbankami bez ramiączek, obwiązaną w pasie czarną szarfą. Do tego założyła czarne rzymianki na obcasie sprawiające, że dziewczynka wyglądała na starszą i poważniejszą.
- Nie wyplączę się z tego, prawda? – rzuciła zrezygnowana Dea, spoglądając na dwójkę fanatyków mody.
- Niet – rzucili jednocześnie, a dziewczyna westchnęła, poddając się. Poszła do łazienki i zrzuciła z siebie ubranie. Po chwili ktoś zapukał delikatnie do drzwi, a Dea otworzyła je na tyle by wyciągnąć rękę i chwycić kawałek materiału. Nawet na niego nie spoglądając, wciągnęła go przez głowę i wyszła do oczekujących ludzików.
- Wow – rzucili jednocześnie, oszołomieni widokiem dziewczyny. – Wow
- Aż tak dziwnie? – zapytała ze sceptycyzmem.
- Nie oglądaj się, aż nie skończymy – polecił Rafael i chwycił dziewczynę za ramiona, prowadząc do fotela. Podniósł grzebień i zaczął rozczesywać i układać jej włosy.
- Dzięki, że to robisz – rzuciła Dea w stronę anioła, uśmiechając się do niego. – Naprawdę nie wiedziałam, że jesteś aż tak dobry w projektowaniu.
- Cóż, jak to mówią: praktyka czynie mistrzem. Poza tym, od zawsze bardziej od męskich ubrań lubiłem damskie, więc nic dziwnego, że zostałem transwestytą. Na szczęście w dzisiejszych czasach jest to bardziej możliwe do zaakceptowania niż w średniowieczu, gdzie musiałem nosić zbroje rycerskie i brać udział w krucjatach i wojnach na rzecz Kościoła. Bryy, straszne czasy! Zdecydowanie najgorzej je wspominam…
- Wiesz, dziwny z ciebie anioł – powiedziała po chwili milczenia dziewczyna, zamykając oczy. – Dziwny i niezwykły anioł – szepnęła i zasnęła na fotelu.
Rafael uśmiechnął się pod nosem i mruknął rozbawiony – Dokładnie to samo powiedziała mi twoja matka…

Wyciągam rękę ku temu zniewalającemu, lodowatemu światłu i nagle znajduję się w innym czasie, w innej przestrzeni, w innym świecie. W sumie, jestem już przyzwyczajona do tych wędrówek, jednak za każdym razem boję się tego, co zobaczę, a tym razem widzę jak… płonie Sodoma i Gomora, a przynajmniej tak mi się zdaje. Tak daleko jak sięga mój wzrok widzę płomienie buchające w czarne niebo i czuję żar bijący od tego piekła. Słyszę krzyki ludzi płonących żywcem, ich jęki i kwilenia, kiedy wiedzą, że zaraz umrą, że znikną i wszystko co po nich pozostanie to popiół. Nagle przede mną upada mała dziewczynka. Ma nie więcej jak 5 lat. Jej brązowe włoski są wypalone aż do kości, tylko w niektórych miejscach pozostały na głowie, osmolone, powoli dopalające się. Na jej twarzy maluje się agonia, a ja wiem, że jej twarz śnić mi się będzie po nocach aż do końca życia.
- Proszę, pomóż mi – szepcze z siebie głosem cichszym od szumu wiatru. Podbiegam do dziewczynki i upadam obok niej na kolana. Nawet nie wiem, kiedy zaczynam płakać.
- Wszystko będzie dobrze, tylko wytrzymaj… – mruczę gorączkowo do jej ucha, równocześnie próbując zatrzymać krwawienie. – Tylko wytrzymaj, tylko wytrzymaj… – Dziewczynka podnosi rękę do mojej twarzy i próbuje coś powiedzieć, ale w tym momencie jej plecy wykrzywiają się w łuk. Widzę, jak gaśnie życie w jej błękitnych oczach, przerażonych i pełnych bólu. Ciało dziewczynki opada bezwładne na ziemię pokrytą szkarłatną krwią jak płaszczem. Widzę jak umiera dziecko. Widzę samą śmierć, w czarnym płaszczu i z kosą w trupiobladej ręce. Przechodzi obok mnie z upiornym uśmiechem na twarzy, zabierając ze sobą niewinne dzieciątko. Podnoszę wzrok i wpatruję się w ciemną postać kroczącą pośród ognia. Nie pozwolę mu więcej na taką rzeź. Choćbym miała umrzeć, pociągnę go za sobą. Już sama nie wiem, kim jestem. Czy płomieniem, czy żarem, czy już tylko samym popiołem. Nie obchodzi mnie to. Wyciągam miecz i biegnę w stronę potwora. Jak tylko dostrzega mnie, uśmiecha się i wyciąga swe obrzydliwe łapy w mą stronę. Chcę zamknąć oczy, ale nie mogę tego zrobić. To ja stworzyłam tego potwora i to ja muszę go zabić. Muszę patrzeć jak mój miecz wchodzi w ciało tego, którego kochałam najbardziej i rozrywa je na kawałki. To moja pokuta. To moja kara. To moja śmierć…

Dea ocknęła się z szaleńczo bijącym sercem w piersi. Spojrzała do góry, w czekoladowe oczy Rafaela, starając przekonać samą siebie, że jest bezpieczna.
- Gotowe – mruknął archanioł z zadowoleniem i nakazał dziewczynie wstać. Dea posłusznie wypełniła polecenie anioła i stanęła przed lustrem. Z ciągle bijącym sercem otworzyła niepewnie oczy i…
- Kim ona jest? – zapytała oczarowana. Przed lustrem stała piękna dziewczyna w czarnej sukience, doskonale podkreślającej jej piersi. Tułów miała zrobiony z błyszczących cekinów z rozkloszowanym, tiulowym dołem oraz delikatną siateczką wokół ramion. Oczy zostały podkreślone czarną kredką sprawiającą, że wyglądały na większe,  a ich kolor na intensywniejszy, natomiast włosy spływały miękkimi falami w dół jej pleców, a na czubku spleciono je w misterny warkocz ułożony jak korona. Wyglądała jak elficka królowa i naprawdę dobrze się z tym czuła.
- Ciężka praca popłaca – mruknął brunet zadowolony ze swojego dzieła. - Oto brzydkie kaczątko przerodziło się w czarnego łabędzia.
- Jesteś wielki, mistrzu – odparła czarnowłosa z mega bananem na pyszczku.
Rafael podszedł do drzwi i roześmiał się wesoło. – Powiedz mi coś,  czego nie wiem – rzucił na pożegnanie i wyszedł.
Tymczasem, kiedy dziewczyny dalej się piękniły, a Rafciu przetrząsał tym razem własną szafę w poszukiwaniu ubrań godnych jego osoby, Gabriel przyszedł do pokoju Shina i Asha i poprosił blondyna o rozmowę w cztery oczy. Zaskoczony chłopak podążył za archaniołem pogrążonym w milczeniu korytarzem.
- O co chodzi, Gabrielu? – zapytał Shin, zakładając ramiona na piersi. Oparł się o ścianę i spojrzał na towarzysza, nieznaczenie mrużąc oczy.
- Chcę cię ostrzec – odpowiedział spokojnie anioł, mocno akcentując każde słowo. – Nie zamierzam z niej rezygnować…
- Oh, czy to groźba? – warknął ironicznie Shin, odbijając się od ściany i podchodząc powolnym, leniwym, kocim krokiem do szatyna. W jego zielonych oczach pojawił się ostrzegawczy płomyk. – Czy może wypowiedzenie wojny?
- Jeżeli zajdzie taka potrzeba… – odparł Gabriel hardo, spoglądając na blondyna. Obaj byli sobie niemal równi wzrostem, więc ich oczy znajdowały się na tym samym poziomie, a pomiędzy nimi aż iskrzyło powietrze od męskiego testosteronu. Jakby ktoś spojrzał na nich z daleka, pewnie pomyślałby, że walczą ze sobą dwa lwy – olbrzymie, dzikie i diabelnie niebezpieczne.
- A więc wojna – rzekł Shin, wykrzywiając wargi w niebezpiecznym uśmieszku. Błysk w oczach chłopaka zamienił się w palący się nieprzerwanie ogień.
- A więc wojna – potwierdził Gabriel ze spokojem. Chłopaki odwrócili się od siebie na pięcie i rozeszli do swoich pokojów, gdzie pozostali aż do czasu rozpoczęcia parady.

Jakiś czas później…

Wybiła 19, kiedy chłopaki zebrali się na dole, oczekując rychłego zejścia dziewczyn. Wszyscy spoglądali na siebie z głupawymi uśmiechami, oglądając stroje, które mieli na sobie. Gabriel postawił na szyk i elegancję, czyli miał na sobie jasnoszary garnitur i ciemnoniebieską koszulę. Jako, że Ashowi nigdy nie w smak były takie stroje, zdecydował się na jasnobeżowe, sztruksowe spodnie i białą, opinającą jego klatę koszulkę, co i tak stanowiło dla niego szczyt elegancji, gdyż jego pierwotnym planem był wyjściowy dres. Natomiast Shin postanowił połączyć oba te pomysły i troszkę je zmodyfikować, aby w pełni pasowały do jego osoby, z czego wyszło to co wyszło, czyli: ciemnoniebieskie jeansy, grafitowa koszula i narzucona na nią czarna, skurzana kurtka. Jednak, pomimo tych modowych eskapad, nic nie mogło przebić stroju Rafaela, który wystąpił w… czarnych, skurzanych spodniach i w srebrzystej tunice skonstruowanej całkowicie z cekinów oraz w butach jeszcze wyższych niż koturny dziewczyn razem wzięte. Uśmiechał się jak szczeniaczek i cały czas spoglądał na swoje paznokietki pomalowane w tym samym kolorze co tunika. Biedne chłopaki… jak oni się z nim pokarzą na mieście?
Pierwsza po schodach zeszła, a raczej zleciała Miracle, skacząc po dwa stopnie na raz i uśmiechając się rozpromieniona, aż niektórych dentystów zabolałaby szczęka. Różowa sukienka falowała wokół jej nóg przy każdym podskoku.
- Shin! – zawołała i rzuciła się zaskoczonemu blondynowi w ramiona. Czemu, Boże, czemu ta pijawka znowu go atakowała?! – I co powiesz?
- Że wyglądasz jak wata cukrowa – warknął poirytowany chłopak. – A teraz złaź ze mnie!
- Łeeee – zajęczała dziewczynka, puszczając Shina. – Wredota ruska.
- Ja ci dam „wredotę ruską” ty pasożycie! – warknął w jej stronę, próbując złapać uciekającą blondynkę, jednak w tej samej chwili na szczycie schodów pojawiła się Dea z niepewną miną malującą się na twarzyczce.
- Wow – mruknął pod nosem Shin, wpatrując się w czarnowłosą jak zahipnotyzowany.
- Wow – powtórzył za nim Gabriel jak echo.
- Tylko nie zacznijcie się ślinić, hehe! – zawołał Ash, aby ich trochę podrażnić, a chłopaki momentalnie spojrzeli gdziekolwiek indziej, byleby nie wyglądało na to, że gapią się na dziewczynę. – Heh, gorzej niż z dziećmi – mruknął demon z głupawym uśmieszkiem na ustach.
- Nie wyglądam głupio? – zapytała dziewczyna, kiedy ostatecznie zeszła po schodach, dzięki Bogu, nie wypieprzając się przy tym!
- Nie, nie… Wyglądasz cudownie… Naprawdę wspaniale… To w końcu moje dzieło!… – odezwali się wszyscy równocześnie, sprawiając, że nic nie dało się zrozumieć z ich wypowiedzi.
- Okay… W każdym razie, dzięki… chyba… – rzuciła czarnowłosa, kończąc tą dziwną rozmowę i uśmiechając się milutko do przyjaciół. – Lepiej już chodźmy, bo jeszcze przegapimy fajerwerki!
I tak cała ferajna, wypachniona i odstawiona jak na nie wiadomo co, wyszła z Akademii i udała się w stronę miejsca rozpoczęcia parady.
Już z daleka dało się usłyszeć gwar rozmów i śmiechów oraz zobaczyć nieliczne rozbłyski wypuszczanych w powietrze sztucznych ogni. Razem z brygadą w stronę festiwalu zmierzało jeszcze wielu ludzi, jednak prawdziwy obraz popularności tego typu imprez w społeczeństwie objawił im się dopiero, gdy wyszli na plac, gdzie to wszystko się odbywało. Dziesiątki, setki, tysiące osób ubranych w różnorodne kreacje, tłoczyło się przy kilkudziesięciu stoiskach ustawionych w dół ulicy. Zewsząd unosiły się różnorodne zapachy jedzenia i alkoholi. Sprzedawcy namawiali klientów do zakupu swoich produktów, co rusz się przekrzykując i wymachując rękoma.
- Chcę to! – zawołała Miri i pobiegła w stronę stoiska z watą cukrową, a cała reszta rzuciła się w szaleńczy pościg za blondynką, by się nie zgubiła w tym tłumie ludzi, ale już po chwili wszyscy zostali przytłoczeni przez nową falę zwiedzających i rozdzieleni w niewiadomych kierunkach. Spanikowana Dea rozglądała się we wszystkie strony, poszukując kogokolwiek z ich bandy, jednak jedyne co widziała to tysiące różnorodnych pleców, z których żadne nie pasowały do jej przyjaciół. Nagle poczuła jak ktoś chwyta ją za rękę i wyciąga z tłumu. Odruchowo zamachnęła się pięścią, uderzając intruza prosto w szczękę i próbując wyrwać ramię z uścisku.
- Idiotko, to ja! – odezwało się wściekłe i jakże znajome warczenie zza jej pleców. Obejrzała się za siebie i dostrzegła wkurzoną twarz Shina pocierającego zaczerwienienie, gdzie go przed chwilą pięknie jebła.
- Oh, sorry – rzuciła, chwytając go mocniej za rękę by się nie zgubić. – Myślałam, że to ktoś inny…
- To następnym razem nie myśl w ogóle! Wyjdzie to i tobie i wszystkim innym na zdrowie, a przede wszystkim mnie – warknął, ciągle się gniewając za ten cios w twarz. Dziewczyna nie odpowiedziała nic więcej i pozwoliła chłopakowi wyprowadzić się z tego tabunu ludzi. W końcu udało się im przecisnąć i wyjść na otwartą przestrzeń. Znaleźli się koło stoiska ze słodyczami, a jak tylko dziewczyna spojrzała na te pyszne czekoladki, żelki i inne cuda, jej żołądek chamsko przypomniał o sobie.
- Łaknienie? – zapytał zaniepokojony chłopak.
- Nie, zwykły głód – odparła, uśmiechając się delikatnie. – Nawet nie wiesz, jak robienie za lalkę Barbie może sprawić, że zgłodniejesz…
- Sierotka Marysia – syknął w jej stronę i polazł do sprzedawczyni, a po chwili wrócił z paczką słodyczy. – Wszystko idzie na procent!
- Ta, ta jasne – odpowiedziała dziewczyna, zajadając się słodkościami. Uśmiechnęła się rozanielona, kiedy czekolada rozpłynęła się w jej ustach.
- Nie zamierzam z nim przegrać – mruknął blondyn pod nosem, spoglądając na uśmiech Dei, która w tej chwili zupełnie ignorowała otaczający ją świat. To niemożliwe, aby tak szczera osoba mogła kiedyś zniszczyć świat, pomyślał chłopak z zamyślonym spojrzeniem.
- Skoro już się zgubiliśmy, to równie dobrze możemy połazić po stoiskach – powiedział Shin i zrobił 3 kroki do przodu, po czym zatrzymał się i obejrzał do tyłu. – Idziesz czy nie? – warknął poirytowany. Dziewczyna zaśmiała się na widok ponownie wkurzonej mordki przyjaciela i podbiegła do niego, po czym oboje włączyli się w tłum zwiedzających osób.
Krążyli tak trochę czasu, próbując różnych potraw i biorąc udział w dziwnych zabawach jak strzelanie wodą w baloniki czy napieprzanie gumowym młotkiem jakiegoś dziwnego zwierza, który dziwnym trafem niezwykle przypominał Mephisto… Przypadek? Nie sądzę… Ogółem robili wszystko to, co zazwyczaj robi się na festiwalach i dobrze się przy tym bawili, kiedy w oddali rozległy się mrożące krew w żyłach okrzyki. Przez tłum przeszła fala szeptów, a wszyscy spięli się w oczekiwaniu na następny krzyk, ciągle mając nadzieję, że to tylko noworoczny kawał jakichś dzieciaków. Jednak w tym samym momencie na środku placu wylądowała olbrzymia bestia podobna do wilka z płonącym ogonem i ślepiami, która ryknęła na otaczających ją ludzi. Na placu zapanował kompletny chaos – ludzie rzucili się w panice ku drogom ucieczki, taranując się i przepychając, ponieważ nikt nie chciał się znaleźć w pobliżu tego Ogara Piekieł. Jednak to nie był koniec. Coś zatrzęsło się nad ich głowami i po chwili kolejne dwa Ogary wylądowały na placu. Jeden z nich obejrzał się na Deę i ryknął w jej stronę, a ona sparaliżowana strachem mogła tylko wpatrywać się w jego płonące oczy. Nagle poczuła jak Shin ciągnie ją za ramię i po chwili zniknęli z zasięgu wzroku bestii. Wpadli w rozszalały tłum, który wessał ich jak fala tsunami, ale w wyniku naporu, oderwali się od siebie. Choć Dea starał się wypatrzeć blond czuprynę chłopaka, nigdzie nie mogła jej dojrzeć, a tłum pchał ją do przodu i do przodu. Dziewczyna chciała zawrócić i poszukać przyjaciela, jednak wiedziała, że gdyby tak zrobiła, chłopak tylko by ją za to opieprzył i kazał uciekać. Poza tym, z ich dwójki to on zazwyczaj wykazywał się większym opanowaniem w sytuacjach kryzysowych. Tłum wylał się na ulice miasta i rozpierzchł w różnych kierunkach, a Dea zatrzymała się opodal porzuconego, rozbitego w drobny mak samochodu. Nagle ktoś chwycił ją od tyłu za rękę i obrócił ku sobie. Spoglądał na nią nieznajomy, bezdomny mężczyzna z szaleństwem w piwnych oczach. Miał na sobie stary, sprany płaszcz i podziurawione spodnie, a na rękach wełniane rękawiczki bez palców.
- Demony, demony! – zawołał schrypniętym od alkoholu głosem, a jego żółte zęby trzęsły się przy każdym wypowiadanym słowie. – To kara Boska za nasze grzechy! Ukórzmy się przed Panem, bo oto godzina jego Sądu jest już bliska!!!
Dea wyrwała ramię ze stalowego uchwytu bezdomnego i pobiegła jak najdalej od jego krzyków i wrzasków, nie oglądając się za siebie. Zatrzymała się dopiero pod drzewem w parku, przystrojonym lampkami świątecznymi. Serce biło jej jakby wygrywało hard rocka, a płuca domagały się powietrza zupełnie jak ćpun na odwyku.
Dziewczyna rozejrzała się po parku, starając sobie przypomnieć drogę, jaką się tu dostała, by móc wrócić jak najbliżej placu, gdzie odbywał się festiwal i tam też zaczekać na przyjaciół. Na drzewach i ziemi ścieliły się cienie, a w najbliższej okolicy nie przechadzała się ani jedna żywa dusza. Była tu zupełnie sama.
- Dea! – usłyszała znajomy głos Shina i zaraz potem zobaczyła go, jak biegł w jej stronę. Pochwycił dziewczynę w swe ramiona i przytulił do swej piersi.
- Widziałem jak tu biegłaś. Nic ci nie jest? – zapytał zmartwionym głosem, a czarnowłosa wyczuła od niego jakiś dziwny zapach, coś jak szałwia i kardamon. Pokręciła głową niezdolna wydobyć z siebie głosu. – Na pewno?
- Tak – odparła, wpatrując mu się w oczy. I po raz kolejny naszła ją jakaś taka głupia myśl, że coś jest nie tak…
- To dobrze – odpowiedział i uniósł jeden kącik ust w drapieżnym uśmiechu, po czym przyszpilił dziewczynę do drzewa i namiętnie pocałował. Początkowo zaskoczenie było tak wielkie, że pozwoliła się mu całować, jednak pocałunek zmienił się w bardziej brutalny, dziki, jakby chłopak chciał coś komuś udowodnić. Nagle czarnowłosa ugryzła go w wargę i odepchnęła od siebie, wbijając srogie spojrzenie w jego twarz. Chłopak przejechał palcem po wardze, ścierając krew i zlizując ją z palców, wciąż wpatrując się w twarz czarnowłosej.
- Kim jesteś? – warknęła w jego stronę lodowatym głosem. Przerażenie ścisnęło jej gardło, a serce zatrzymało się w piersi w oczekiwaniu na odpowiedź, jednak chłopak tylko się roześmiał ochrypłym, rechoczącym dźwiękiem.
- Brawo za spostrzegawczość – powiedział i zaklaskał. – Jednak nie jesteś tak głupia jak cię opisywali…
Dea nie dała się sprowokować tym komentarzem. Nadal hardo wpatrywała się w jego oblicze dokładnie takie same jak u Shina, tylko, że jeszcze bardziej idealne, niemal tak doskonałe, że samo patrzenie sprawiało rzeczywisty ból. Nagle chłopak schylił głowę i wyjął soczewki z oczu, ukazując złocistą barwę tęczówek.
- Nazywam się Sonnelion – odpowiedział w końcu blondyn, uśmiechając się krzywo, a dziewczyna zassała powietrze przerażona. – I obecnie, Shin jest moim więźniem…
Po jego wypowiedzi zapadła cisza. Dziewczynie wydawało się, że jedynym dźwiękiem w najbliższej okolicy stało się tylko bicie jej rozszalałego serca oraz szum krwi w uszach. Miała ochotę uciec gdzie pieprz rośnie i nie oglądać się za siebie, ale wiedziała, że na nic jej się to zda.
- Jaki masz w tym cel? – zapytała zamiast tego i przełknęła gulę zalegającą jej w gardle.
- Ja? Żaden… no, prawie żaden… – odpowiedział demon i ponownie zaśmiał się ochryple. – Po prostu, Azazel zaoferował mi propozycję nie do odrzucenia, a ja wykonuję tylko jego rozkazy.
- Po co?! – krzyknęła zdenerwowana, a jej żyły wypełniła adrenalina zmieszana z czystym przerażeniem na samą wzmiankę o Azazelu.
- To proste. By rządzić światem… – odpowiedział demon spokojnie z pełnym przekonaniem. – A ty stoisz nam na drodze, więc przekazujemy ci ostrzeżenie. Albo będziesz robiła to, o co cię ładnie poprosimy, albo będziemy po kolei zabijać twoich przyjaciół. Co ty na to?
Dea przełknęła ślinę, starając się zyskać jakoś na czasie, ale pomimo tego, jak wiele razy obmyślała plan ucieczki, efekt zawsze był ten sam. Nie pozostało mi już nic innego jak…
- Co mam zrobić? – poddała się ostatecznie i spuściła wzrok na ziemię. Czuła się, jakby właśnie zdradziła wszystkich, na których jej zależało.
Chłopak chwycił ją pod brodę i zmusił, aby spojrzała mu w oczy. – Musisz wrócić do Akademii i zdobyć dla nas pewien przedmiot. Znajduje się w biurze Mephistophelesa w prawej, dolnej szufladzie zamkniętej na klucz. Potem przynieś go do magazynu nr 666 – zabawne, co nie? specjalnie wybrałem taki numerek, aby łatwiej ci było go zapamiętać, hihi – w  południowo-wschodnich dokach. Jeżeli komuś o tym powiesz, Shin zginie. Jeżeli nakryją cię z tym przedmiotem, Shin zginie. Jeżeli przyprowadzisz resztę w akcie heroizmu, Shin zginie. Zrozumiałaś?
- Tak – wychrypiała czarnowłosa, starając się opanować drżenie głosu.
- Heh, grzeczna dziewczynka… – odpowiedział i puścił ją, a Dea odeszła od niego na kilka kroków, aby być pewną, że nie zaatakuje jej od tyłu. – Aha, jeszcze jedno! Masz czas do północy. Jeśli się spóźnisz, wiesz co się stanie…
Dziewczyna odwróciła się od demona i pobiegła w ciemną noc, wierząc, że droga, którą wybrała doprowadzi ją wprost do Akademii. Miała tylko cztery godziny, zanim wybije północ…

8 komentarzy:

  1. Napisany przez ~summon creature
    dnia 25.03.2014 o 20:03

    Ha! Wiedziałam, że Shun się pojawi. Wredny krasnal, nie lubię go, chociaż wypowiedział zaledwie kilka zdań.
    Co wszyscy mają z nazywaniem kota „Mephisto”? Jakaś podjara AoE? No bo już któreś z kolei opowiadanie, gdzie zwierzak ma tak na imię, no!
    Końcówka mi nie pasuje. Jaki przedmiot? Bez tej wiedzy Dea nie będzie wiedziała, czego ma szukać! A jeżeli to na przykład jakaś gazetka hentai, to ma być to? No bo nie wyjaśnił szanowny Shun. (A może ona faktycznie jest głupia, skoro nie zapytała, o co chodzi?).
    Dobra, czekam na rozdział 11. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany przez ~CreativeViolet
      dnia 25.03.2014 o 21:04

      Hahaha, twój komentarz rozwalił mnie psychicznie! Chyba śmiałam się przez dobre pięć minut, zanim mogłam zabrać się za odpowiedź. Co do AoE (chodzi o Ao no Egozrcist, racja?) to oglądałam dawno temu i całkiem mi się spodobało. Z tego co pamiętam, to tam też chyba latał jakiś kot, ale on był chowańcem Rin’a, a Mephisto jako Mephisto łaził jako krzyżówka teriera z jamnikiem, a do tego towarzyszył mu zielony chomik… (O Boże! a to mnie się mama czepia, co ja paliłam, jak pisałam Burzę!!!) Przedmiot w szafie specjalnie został utajony, żeby Mephiś mógł się wykończyć psychicznie z tymi idiotami. (Nie ma bata, trzeba go wysłać na wakacje albo na odwyk, bo w tym tempie uzależni się od tabletek uspokajających). Shuna poznacie dokładniej w następnym rozdziale, gdzie też znajdzie się wytłumaczenie przedmiotu, ponieważ Decia ma go tylko przynieść i jak grzeczna dziewczynka nie zadawać pytań. Co do gazetek hentai, Mephiś jak odczuwa potrzebę, to idzie do Asha i on mu wszystko załatwia w 3D. I myślę również, że Azazelowi nie zależy na porno-komiksach, a na rozpętaniu III wojny światowej… Azazel ogólnie nienawidzi ludzi, ponieważ uważa, że są niegodni przebywania w pobliżu Absolutu, wobec czego pragnie ich zniszczyć. Jego pierwsza wojna tzw. I Wojna o Luminosę, zakończyła się porażką, a II Wojnę o Luminosę wywołał Lucifer z zupełnie innych powodów, ale o tym później. Hm, wracając jeszcze na chwilę do Shuna,to prawda, że jest wrednym palantem, ale ma swoje powody, dla których jest właśnie taki, a nie inny i wiążą się one ściśle z ich dzieciństwem. Jego postać jest swoistą zagadką nawet dla mnie, ponieważ nie mam określonego planu jego osoby i przyszłych zachowań, więc co wyjdzie z tego biednego Shuna, sama jeszcze nie wiem. Ale się rozpisałam! Dobra to jeszcze na zakończenie dodam, że rozdział 11 pisze się (co prawda powoli, ale jednak) i obecnie nie jestem w stanie powiedzieć czy skończę w tym tygodniu, w przyszłym czy jeszcze później. Postaram się napisać go jak najszybciej, ale jestem zawalona nauką do szkoły i na konkurs, więc może jak będę odpoczywać po operacji w domciu, to ten czas spożytkuję na pisanie. Staram się nie kopiować cudzych pomysłów, jednak jak coś mi się podoba, staram się to zmienić na bardziej w moim stylu, nie cudzym. Nie mogę nic na to poradzić, że kociak o imieniu Mephisto występuje w jeszcze kilku opowiadaniach czy książkach. Nie spotkałam się z tym jeszcze nigdy, ale w takim razie będę się rozglądać za tym. Przypominam, że Burza jest czystą parodią i moim sposobem na poradzenie sobie z otaczającym mnie światem. Pojawiają się tam drażniące mnie stereotypy i określone zachowania ludzkie, ale staram się, aby zostały oprawione humorem i głupim żartem. No i to byłoby wszystko… chyba. Pozdrawiam i do następnej notki.
      Creative Violet
      P.S. Jeżeli macie jakieś pytania co do fabuły, przeszłości bohaterów czy ich związków ze sobą, śmiało piszcie w komentarzu lub na maila. Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.

      Usuń
  2. Napisany przez ~Ichimari
    dnia 06.04.2014 o 11:48

    Wpadłam na Twojego bloga dosłownie wczoraj i tak niesamowicie wciągnęłam się w wymyśloną przez Ciebie historię, że dziś już skończyłam. Jestem pod wrażeniem tego w jaki sposób piszesz a przede wszystkim świetnego humoru rodem z najlepszego anime.
    Chyba nie muszę pisać że z niecierpliwością czekam na następny epek :)
    PS. czy tylko ja z niecierpliwością czekam aż Dea i Shin .. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany przez ~CreativeViolet
      dnia 06.04.2014 o 15:15

      Ojej, dziękuję Ci i witam na pokładzie. Dziękuję bardzo za komentarz, takie miłe słowa dodają mi otuchy i sprawiają, że mam siłę przetrwać przez nawałnicę okropieństw (głównie matmę :D ). Powiem ci, że ja też z niecierpliwością czekam aż Shin i Dea… ale znając życie, biedny blondyn znowu zostanie znokautowany (pytanie tylko przez kogo?)… Ale w bliskim rozdzialiku (nie w 11, ale w 12…) będą mieli swoją romantyczną chwilę, co właściwie im się rzadko zdarza, bo ktoś im na okrągło przerywa… Hehe, za dużo spojlerów… Ale tak na mnie działają miłe słowa, zupełnie jak na Mephisia drapanie po brzuszku… Jeszcze raz dziękuję za poświęconą uwagę i przepraszam za opóźnienia z rozdziałem 11.
      Pozdrawiam i do następnej notki, na 100% w tym tygodniu :D
      Creative Violet

      Usuń
    2. Napisany przez ~Ichimari
      dnia 06.04.2014 o 16:14

      Też kiedyś troszkę pisałam, byłam zakręcona ale nie tak pozytywnie jak Ty (a szkoda). Ja na szczęście nie muszę przechodzić już przez „nawałnice okropieństw”, przynajmniej z matmą i chwała bogu . Ale spinaj poślady i do boju a będzie dobrze ^^ Nienawidzę być z niczym na bieżąco bo czekanie zabija, zwłaszcza po tych spoilerach ale co zrobić, ma to swój urok :D

      Usuń
    3. Napisany przez ~CreativeViolet
      dnia 06.04.2014 o 18:50

      Ale masz dobrze! Mnie czeka jeszcze 1,5 roku i to z rozszerzeniem… I nie wiem jak ja to przeżyje… albo na środkach uspokajających albo jak one nie pomogę to w psychiatryku :P Innych opcji nie przewiduję :(

      Usuń
    4. Napisany przez ~Ichimari
      dnia 06.04.2014 o 19:56

      Nie wiem czy tak dobrze, nauki po pachy, ta licealna się do niej nie umywa, ale przynajmniej teraz męczę się z tym, co mi się podoba :) w LO orłem nie byłam, dużo imprezowałam, a jednak matura zdana lepiej niż u niektórych kujonów XD także uszy do góry i więcej optymizmu :D

      Usuń
  3. Napisane przez ~Ichimari
    dnia 06.04.2014 o 19:59

    I wielkie love za Florence do tego epka, tak swoją drogą :P

    OdpowiedzUsuń