poniedziałek, 20 stycznia 2014

07. Każdy ma dni zwątpienia

„Na krańcach zwątpienia zawsze pali się światło.”
~Zbigniew Jerzyna

      Ponownie dryfuję w ciemnościach. I tak jak ostatnio pojawia się czarne światło ciągnące mnie ku sobie. Lodowaty chłód, zapach krwi i śmierci, krzyk agonii, ból, łzy – wszystko to stanowi element światła, do którego zmierzam. Zanurzam się w nim, całe moje ciało tężeje od chłodu, by później rozpalić się żywym ogniem. Otwieram oczy… i znowu jestem w innej rzeczywistości, w innym czasie i w innym ciele.
     Unoszę się w powietrzu na skrzydłach, a ciepłe powietrze owiewa mą twarz. To naprawdę przyjemne uczucie, jednak gdzieś wewnątrz skrywa się gorycz, coś, czego nie powinnam czuć jako anioł, a jednak czuję. Dopiero co wróciłam z wojny, a On już wezwał wszystkie anioły przed Swe oblicze. Chciał im coś pokazać, coś niesamowitego… Tylko, co to mogło być? Co zafascynowało Go na tyle, że zwołał nas wszystkich?
        Dochodzę do wielkiej sali na szczycie wzgórza, jaśniejącej niesamowitym blaskiem. Przechodzę przez bramę wraz z moimi braćmi i docieram do sali tronowej, w której zebrali się już wszyscy. Rozpoznaję swoich przyjaciół – Gabriela i Rafaela oraz najmłodszego z nich Mikaela, zapowiadającego się na znakomitego Archanioła, gdyby tylko nie ten pociąg do broni i walki. Ja nie widziałam nic znakomitego w przelewaniu krwi tych istot. Nagle tłum całkowicie cichnie i zastyga w miejscu. On wprowadza do sali dwie najdziwniejsze istotki, jakie w życiu widziałam. W pewien sposób przypominają nas i Jego podobieństwo, jednak jest w nich coś… odpychającego. Ale tylko ja tak uważam, moi bracia zachwycają się nad delikatną fakturą ich skóry i pięknem oczu, natomiast ja dziwię się, dlaczego nie mają skrzydeł i dlaczego są tacy przerażeni. Przecież znajdują się w miejscu najczystszej, najdoskonalszej miłości…
      - Stworzyłem świat – rozlega się donośny głos, wypełniający całą salę, w którym wyczuwam tylko miłość i sprawiedliwość. – A te stworzenia zamieszkają go. Oto Adam i Eva, pierwsi ludzie.
Wszyscy biją brawo, ale ja nie potrafię. Coś przeszkadza mi w tej Evie, jej niespokojne spojrzenie i zwichrzone włosy. Ble, jak można coś takiego darzyć miłością? Wychodzę z sali i udaję się na spoczynek, jednak moje myśli wciąż krążą wokół tamtej dwójki.
      Nagle ktoś cicho puka do mych drzwi i wkracza do pokoju, a bladoniebieskie światło wlewa się za Nim. Szybko wstaję i kłaniam się nisko, opierając ciężar mojego zmęczonego ciała na kolanie.
         - Witaj Panie. Czym mogę ci służyć?
    - Wstań, moje dziecko. Wystarczająco nacierpiałeś się na wojnie. – podnoszę się z klęczek, jednak wciąż nie spoglądam Mu w oczy. Gdybym to zrobiła, znieważyłabym Go. – Przyszedłem do ciebie po radę, jako do mojego generała, ale i najbardziej zaufanego przyjaciela…
         - Panie, zostać nazwanym Twym przyjacielem to dla mnie zaszczyt.
     - Zasłużyłeś na niego. Ale nie po to tu przybyłem. Chciałem zadać ci pytanie odnośnie tamtej dwójki... Co o nich sądzisz?
Waham się i spoglądam w bok. – Panie, czy mogę być z Tobą szczery?
     - Oczywiście, moje dziecko. Mów, co myślisz. Twoja opinia jest niezawodna.
            - Uważam, że te istoty nie są godne być nazywane Twoimi dziećmi…
Zapanowała chwila ciszy, podczas której podchodzi do mnie i kładzie dłoń na mym ramieniu. Kontakt z Jego ciałem sprawia mi namacalny ból, ale również rozkosz.
            - Samaelu, wiesz, z czego stworzyłem ludzi? – kręcę głową przecząco. – A wiesz w takim razie, z czego stworzyłem anioły?
            - Z ognia, Panie – odpowiadam. To podstawowa wiedza każdego Anioła i Archanioła.
         - Dobrze, natomiast ludzi stworzyłem z popiołu – drgam nerwowo.                Jednak miałam rację, te istoty są tylko nieistotnym pyłem. – Ale nawet mnie samego zadziwiają te stworzenia. Są o wiele słabsze i delikatniejsze niż wy, a ich mądrość nigdy nie będzie nawet w przybliżeniu tak olbrzymia jak wasza. Ich życia są krótkie, trwają zaledwie tyle ile mrugnięcie powieką dla was, jednak mają w sobie coś niesamowitego. Nazwałem to wolną wolą. Sami zadecydują o swej przyszłości, a ja nie będę mógł im zakazać iść tą ścieżką. Mogę jedynie ich ostrzegać, kiedy zabłądzą i jak pasterz przyprowadzać zaginione osobniki do stada.
            - Jednak nadal nie rozumiem Panie, dlaczego mi to mówisz…
        - Chcę, aby każdy anioł od dziś chronił ludzi i pomagał im – mówi, zabierając dłoń z mego ramienia.
      Moja głowa unosi się, ale w ostatniej chwili powstrzymuję się przed spojrzeniem w Jego oczy.
            - Panie, te istoty są nieczyste! My, Aniołowie zostaliśmy stworzeni z płomieni nie po to, by opiekować się popiołem, lecz by walczyć na chwałę Twego imienia!
        Moja logika nie pojmuje tego. I choć przeczytałam wszystkie księgi, a moja wiedza jest większa niż każdego innego Anioła, nie rozumiem tego.
            - To rozkaz, Samaelu.
            - Nie mogę tego uczynić Panie…
            - Więc sprzeciwiasz mi się?
Podnoszę głowę i patrzę po raz pierwszy i ostatni w Jego oczy. – Tak – szepczę, a słona woda spływa po mym policzku. Co to jest? Czy to kara za sprzeciwienie się swemu Panu? Jednak On wydaje się równie mocno zaskoczony jak ja.
        - Dobrze więc. Od dziś zostajesz wygnany z Lumionsy oraz pozbawiony swego świętego imienia. Póki nie odpokutujesz za swój grzech, strącam cię do Czeluści. Oto ma wola!
            Nagle, jakby znikąd pojawiają się bicze energetyczne, które chwytają me ciało i wyrzucają je za bramy Luminosy. Co ja zrobiłam?! Mój dom! Mój dom został mi odebrany!... To te plugawe istoty odebrały należne mi miejsce! Czuję w piersi dziwny ucisk, ciemne, mroczne macki chwytają mnie i okręcają się wokół mego ciała, przenikając do wnętrza i zamieniając mój jasny, czysty płomień na brudny, czarny i splugawiony żar. Słyszę w mym wnętrzu kobiecy śmiech i głos mówiący mi, abym szła za nim. Podążam za tym dźwiękiem coraz dalej od bram do mego domu i pogrążając się w ciemności Czeluści.
        - Czy chcesz odzyskać swój dom? – pyta mnie głos.
        - Tak – odpowiadam bez wahania.
       - A więc od dziś staniesz się demonem gniewu, sędzią i katem, mieczem wymierzającym śmierć głupcom i płomieniem niszczącym ich. Powstań, mój Azazelu – Księciu Ciemności!
           
       Dea obudziła się z bijącym szaleńczo sercem w piersi. Co to był znów za sen?! Najpierw Ashomodei, teraz Azazel… Czy ona śniła upadek każdego z nich? Czy to, co widziała było prawdą? Minęło już kilkanaście dni odkąd uwolniła swoje demoniczne moce, a jej nauczyciela ani widu ani słychu, więc nie miała się kogo spytać o te sny, a do Mephisto nie chciała iść bo, no ten teges… No, bo zacząłby na nią syczeć i prychać, a nie miała zamiaru wysłuchiwać tego… Znowu. Chyba nie śpieszyło im się tam na dole… No, ale trudno! Nie przejmowała się tym jakoś specjalnie, gdyby nie te dziwne zjawiska wydarzające się w jej obecności jak wyczuwanie różnych zapachów z odległości kilkudziesięciu metrów albo stawanie się niewidzialną! To naprawdę może człowiekowi uprzykrzyć życie, szczególnie, kiedy jest w liceum.
       Jednak przez najbliższe dwa tygodnie miała mieć spokój, ponieważ niemal wszyscy uczniowie wyjechali do domu na święta i wrócą dopiero po nowym roku, a dokładniej 6-ego stycznia. Zostali jedynie ona, Miracle, którą dokooptowali do pokoju Dei, bo jako jedyna nie miała współlokatorki oraz Shin, z którym nie układało się ostatnio dziewczynie. Za każdym razem, gdy go widziała, nie potrafiła spojrzeć mu w oczy ani odezwać się, natomiast chłopak również przestał drażnić się z czarnowłosą. Dea ciągle czuła się podle po tamtym wieczorze, kiedy omal go nie zabiła.
       - Dea! – odezwał się delikatny głosik z drugiego krańca pokoju. – Wstałaś już?
       - Tak jakby – odparła i popatrzyła na blondynkę. Dziewczyna wyglądała na jakieś trzynaście lat, była niziutka i bardzo szczupła, a zachowaniem przypominała szczeniaczka, jednak, kiedy spojrzało się w jej oczy, można było dostrzec mądrość zbieraną przez wiele setek lat. Miracle była Wędrowcem - rodzajem ducha, który pomimo możliwości pójścia do Luminosy, zdecydował się pozostać na ziemi, i od ponad 600 lat szlajała się po tym świecie, jednak niedawno stała się Jeźdźcem, czyli czymś w rodzaju nadzorcy demonów i aniołów. Dea nie kumała tego za bardzo, jednak rozumiała, że dziewczynka ma olbrzymią siłę, której boją się nawet Mephisto czy Gabriel.
       - To, czy mogłabyś opuścić łóżko na dół…?
Czarnowłosa spojrzała bardziej przytomnie na ziemię i okazało się, że unosi się razem z meblem półtora metra nad podłogą.
      - Ale nie wiem jak! – odparła delikatnie przerażona tą sytuacją. Głupi kocur mówił, że może mieć problemy, ale nie zaznaczył, że zacznie lewitować! Jednak zanim zdążyła się tym porządnie zmartwić, łóżko samo opadło na ziemię z hukiem.
        - O wiele lepiej -  mruknęła blondynka, otwierając drzwi do pokoju. – Idę do Shina. Jak doprowadzisz się i pokój do porządku, wpadnij tam.
Dea kiwnęła główką i znowu padła na poduszkę, a dziewczynka wyszła z pokoju i w podskokach polazła do męskiej części internatu.
       Wpadła bez pukania, zupełnie jak ktoś równie upierdliwy jak ona, i od progu wrzasnęła – Wstawaj Shinuś! Czas się pobawić! – po czym rzuciła się na jego łóżko, przytulając się do torsu chłopaka.
          - Hmmm… – mruknął Shin sennie i uśmiechnął się. – Nie wiedziałem, że lubisz tak z rana, Dea…
            - Pudło! – wrzasnęła mu do ucha, aż podskoczył, a dziewczynka razem z nim.
            - Miracle! Wypieprzaj stąd insekcie!
            - Co?? Ale było nam tak przyjemnie…
            - Komu było przyjemnie, temu było… A teraz wypad za drzwi, karaluchu – wskazał ręką drzwi i zaczął wstawać, jednak dziewczynka nie ruszyła się z miejsca. – Nie żartuję. Dzisiaj spałem nago…
            - No, a ty mi mówisz, że mam wyjść! Jeszcze czego! – odparła blondynka i zwróciła swoje olbrzymie oczy na zakryte kołdrą części ciała chłopaka.
            - Gdzie podziała się ta młodzież krzycząca „Kya” i „Zboczeniec”?... A no tak… Dea wystarcza za wszystkich…
            - A właśnie, miałam cię o to spytać… – Miracle zaczęła bawić się pasemkami swoich złotych włosów, zupełnie nie zwracając uwagi na wściekłą minę chłopaka.  – Czemu zachowujecie się tak, jakbyście mieli magnesy w dupie, które was od siebie odpychają?
            Chłopak spojrzał na dziewczynkę zaskoczony. Czy to aż tak widać? Nie układało się między nimi od tamtej nocy, kiedy dostała swojego pierwszego Łaknienia, a Shin posłużył jej jako przenośny bar z przekąskami. Dziewczyna odwracała spojrzenie za każdym razem, gdy widzieli się na korytarzu, a w klasie zachowywała się tak, jakby go w ogóle nie było, co w sumie ostro wkurwiało chłopaka, ale nie naciskał na nią ze względu na to całe gówno z przemienianiem się w demona-krwiopijcę.
            - Nie mam pojęcia. Zachowuje się tak od tamtej nocy pod barem – powiedział ogólnikowo, ponieważ Miri nie miała pojęcia, co wydarzyło się TAMTEJ nocy, i każdy wolał, żeby tak pozostało. Zrzucił kołdrę z siebie, ukazując… krótkie spodenki i udał się do łazienki po drodze rejestrując zawiedzione spojrzenie blondynki. No naprawdę! Może i nie był świętoszkowaty, a jego najlepszy przyjaciel to demon seksu  (dosłownie), ale nie miał wielkiej ochoty zbliżać się do tego insekta, szczególnie, że jej ojcem był wspomniany wyżej demon, który urwałby mu… łeb, gdyby tylko czegoś spróbował z jego córką. A tak poza tym, dopierać się do sześciuset letniego dzieciaka to lekka przesada, nawet jak na niego. Ściągnął z siebie spodenki, pozostając jedynie na bokserkach.
            - A chcesz to zmienić? – odezwało się przytłumione mruczenie zza drzwi. Obejrzał się i dostrzegł jasnoniebieskie oko w dziurce od klucza. Chwycił leżącą na ziemi koszulkę (ugh! Chyba powinien ją w końcu wyprać, bo zabijała smrodem) i rzucił nią w stronę drzwi. Śmierdząca szmatka zawisła na klamce, zakrywając widok na powabne ciało Shina.
            - Co ty znowu kombinujesz Miracle?
            - Ano nic… – ponownie mruknęła dziewczynka, jednak nie brzmiało to przekonywująco. – Wiem, czym mógłbyś sprawić, że się uśmiechnie…
Nagle drzwi otwarły się, a zaskoczona blondynka podskoczyła na równe nogi.
            - Mów dalej – odpowiedział Shin już w zupełności ubrany, a Miri uśmiechnęła się upiornie.
            - Heh, to będzie trochę kosztowało…
            Tymczasem Dea ubrała się i wyszła z pokoju. Internat wyglądał zupełnie inaczej niż w czasie trwania semestru. Wszystko było takie ciche i spokojne, żadna dziewczyna nie próbowała wcisnąć ją w jakąś lateksową szmatkę, zakrywającą tylko niewielki skrawek ciała, albo nałożyć metrową tapetę na twarz czarnowłosej, jednak czuła się w pewien sposób samotna. Spojrzała za okno na świat przykryty białym puchem. Został zaledwie dzień do Wigilii… przypomniała sobie z przeciągłym westchnieniem. Zawsze tego dnia ubierała choinkę razem z bratem Friderickiem i bratem Olafem – najmłodszymi zakonnikami. To już była w sumie ich tradycja. Zawsze rano jechali na targ i wybierali najwyższe i najpiękniejsze drzewko, a potem zapakowywali je na stare sanie, które przez resztę roku stały nieużywane w stodole. Później wnosili drzewko do salonu – olbrzymiego pokoju z kominkiem, biblioteką i fortepianem i tam ubierali. Szli po kartony z ozdobami na ostatnie piętro klasztoru, taszcząc te wielkie pudła aż siedem kondygnacji w dół, po czym rozkładali wszystkie ozdoby i wybierali najpiękniejsze z nich. Zawsze z kuchni poniżej salonu dobiegały najróżniejsze zapachy oraz głośny śmiech brata Baziliego, który razem z rozmowami z Friderickiem i Olafem był idealną muzyką do pracy. A kiedy przychodziła Wigilia dzieliła się razem z całą piętnastką mężczyzn opłatkiem i zasiadała do stołu, uginającego się od potraw i różnych innych pyszności. Potem, po zakończeniu kolacji, jej ojciec zasiadał do fortepianu i wygrywał kolędy, a ona wsłuchiwała się zahipnotyzowana w śpiew całej piętnastki, brzmiący niczym uderzenie jednego i tego  samego serca. I tak trwali niekiedy do późnej nocy, śpiewając lub opowiadając niesamowite historie o ludziach i ich życiu, o wcześniejszych pokoleniach, albo historie o powstaniu konstelacji czy o stworzeniu świata.
            Kiedyś zbudziła się w środku nocy i przeszła do kuchni, aby nalać sobie szklankę wody. Kiedy przechodziła obok salonu, usłyszała niesamowitą melodię, więc otworzyła drzwi i zobaczyła tam dziwną świetlistą postać, która w zupełnych ciemnościach, jedynie przy świetle księżyca, przesuwała palcami po klawiszach, sprawiając, że jej niewielka, dziecięca postać drżała. Ta pieśń miała w sobie tyle smutku, bólu i samotności, a jednocześnie jakby dawała nadzieję na lepsze jutro. To było zupełnie jakby mówiło serce, szept zagubionej w tym świecie istoty. Zamknęła cicho drzwi, by nie przeszkadzać istotce i poszła do swojego pokoju, ciągle słysząc w swej głowie tamtą kołysankę, jednak, kiedy zapytała się o to następnego dnia zakonników, wszyscy odpowiedzieli, że dawno już spali. Dziwna istota zniknęła, a melodia zaginęła w odmętach wspomnień.
            Doszła do pokoju Shina i właśnie miała zapukać, gdy drzwi otworzyły się i wyleciała ze środka Miracle, ciągnąc za sobą chłopaka z pokonaną miną.
            - Oh, um… cześć – powiedział, zauważając czarnowłosą.
            - Hej – odparła, albo raczej mruknęła pod nosem, spoglądając na swoje ręce. – Gdzie idziecie?
            - Na randkę! – krzyknęła Miracle i puściła dziewczynie oczko. – Nasze rendez vous, tylko w wyobraźni. Rendez vous moich snów! – zanuciła podekscytowana.
            - Aha… um… to życzę udanego wypadu – odparła Dea, odwróciła się na pięcie i pognała korytarzami przed siebie. Jak on mógł! Przecież dwa tygodnie temu to JĄ całował i to JĄ próbował zgwałcić, nie żeby to pochwalała, ale jednak… A teraz zabrał się za tego małolata! Może kręciły go lolitki? Małe, słodki, płaskie i wyrażające się o sobie w trzeciej osobie… Cóż, co kraj to obyczaj. Dea nie zamierzała w tym uczestniczyć. Wypadła na korytarz prowadzący do gabinetu Mephisto i zdecydowała się odwiedzić kocura, no bo może czuł się samotny czy coś w tym stylu…
            Zapukała delikatnie do drzwi i usłyszawszy miauknięcie prawdopodobnie oznaczające „proszę”, jeśli demony mówiły formułki grzecznościowe, weszła do pokoju. Ponownie urzekło ją ciemne wnętrze pomieszczenia oraz solidne, drewniane meble poustawiane w różnych zakamarkach gabinetu.
            - Czego chcesz? – warknął kocur, kartkując olbrzymią księgę i nawet nie spoglądając na dziewczynę.
            - Ugh… wiesz, że jesteś niemiły?
            - Serio? Postaram się być milszy… – odparł ironicznie, spoglądając na czarnowłosą złocistymi oczami. – A nie, czekaj… Jestem demonem, dziecko! Czego chcesz ode mnie? Pracuję…
            - To dziwnie brzmi w ustach demona lenistwa, wiesz… – odbiła piłeczkę Dea, irytując Mephisto jeszcze bardziej. – No dobra, dobra… Zastanawiałam się, czy nie możesz mnie czegoś nauczyć o tych moich super mocach czy jak to się tam nazywa, żebym nie znikała na lekcjach albo nie lewitowała podczas snu… No to, co powiesz?
Mephi spojrzał na nią wzrokiem mówiącym wyrwę-ci-język-jak-się-nie-zamkniesz i prychnął pogardliwie, a jego wąsiki poruszyły się zabawnie. – Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale jestem demonem lenistwa! Obejrzyj sobie telewizję, czy pójdź spać. Nie obchodzi mnie to, po prostu usuń mi się z zasięgu wzroku i postaraj nie sprawiać więcej kłopotów. Wystarczy mi już tego bigosu, co narobiłaś dotychczas.
            - Jest aż tak źle?
            - Hm… pomyślmy. Mamy dopiero co uwolnioną córkę Władcy Demonów; demona lubieżności, co zabrał swoją dupę nie wiadomo na jak długo; mojego syna zachowującego się jak jakiś bałwan; Mrocznego Jeźdźca w ciele małej dziewczynki z burzą hormonów; trzech Archaniołów, donoszących o moich krokach Najwyższemu i dużego, złego demona Azazela pragnącego stać się władcą całego świata, a przy okazji zniszczyć wszystkich, którzy staną mu na drodze. Czy o kimś zapomniałem?
            - Jest jeszcze Asuna, była dziewczyna Shina pragnąca go utopić…
            - Won! – wydarł się Mephisto, a jego futro zjeżyło się na grzbiecie. Dziewczyna podskoczyła na krześle i pobiegła do drzwi.
            - Głupi Mephisto – mruknęła pokazując mu język, po czym trzasnęła drzwiami i poszła dalej. Hym! Wredny, leniwy kocur. Przecież poszła do niego tylko po radę, w końcu był jej opiekunem prawnym, więc mógłby się na coś przydać, ale nie, bo po co? To nieważne, że miała cholerne sny o demonach albo unosiła się w powietrzu. Dla tego samolubnego demona liczyła się tylko miska mleka i dożywotni zapas kocimiętki.
            Przeszła dalej koło sali muzycznej, z której wydobywała się urocza melodia wygrywana na fortepianie. Ciekawe, kto umie tak dobrze grać, skoro wszyscy uczniowie są poza Akademią, a Shin i Miri mają swoje małe spotkanko? Dziewczyna otworzyła drzwi i zastygła w miejscu, wpatrzona w świetlistą postać odwróconą do niej tyłem. Spod jego palców wydobywała się ta sama melodia, co 10 lat temu, przywracając wspomnienia do życia.
            - To ty! – krzyknęła, wpadając do pokoju i przerywając grę.  Chłopak odwrócił się do niej, oślepiając dziewczynę blaskiem. Cała jego istota lśniła czystym, błękitnym światłem, sprawiającym, że Dea poczuła się spokojna i szczęśliwa.
            - Witaj, Deo – odezwał się cichym, radosnym głosem, uśmiechając się niewinnie do dziewczyny – Oczekiwałem twego przybycia.
            - Kim jesteś? Co tutaj robisz? I dlaczego błyszczysz jak jakaś cholerna żarówka?
            - To nie odpowiedni czas na pytania, moja droga. Potrzebuję twej pomocy, lecz to zaczekać musi. Pierwej, wykonaj zadanie, do którego stworzona zostałaś – zniszcz Azazela. Pozostać tu na długo nie mogę, jednak wiedz, że zawsze nad tobą czuwać będę – jego postać zaczęła się zamazywać w świetle sączącym się zza okna. – Twoje przeznaczenie jest trudne i bolesne, ale pamiętać musisz, żeś w walce nieosamotniona. Przyjaciołom swym i sercu swemu zaufaj, zawieść cię nie mogą.
            - Czekaj! Co to ma znaczyć?! Przynajmniej powiedz, jak się nazywasz!
Chłopak uśmiechnął się delikatnie i podszedł do Dei. Położył rękę na jej policzku i pogłaskał ją.
            - Zwą mnie Lucah… - po czym rozpłynął się w powietrzu, jednak dziewczyna wciąż czuła palący dotyk na swej twarzy.
O co tu znowu chodziło?! Tajemniczy nieznajomy pojawiający się znikąd i świecący wewnętrznym blaskiem mówi jej, że nad nią czuwa… Albo miała zwidy, albo to wydarzyło się naprawdę. No, pozostawała jeszcze możliwość, że Miracle dosypała jej czegoś do jedzenia albo to kolejny kawał Shina. Jednak nie wydawało się, aby to był żart, a wszystko inne wyglądało normalnie, więc pozostawała jedynie prawda.
        Dea padła na kolana przytłoczona tym wszystkim. Jak ona niby ma pokonać tego demona? Przecież jest zwykłą licealistką bez zielonego pojęcia o walce z demonami, w dodatku nieszczęśliwie zakochaną! Czego oni od niej wymagają?...
         - Dea? – odezwał się męski głos od progu, a kiedy się nie odwróciła, chłopak wszedł i uklęknął przy niej. – Czy wszystko w porządku?
Dziewczyna spojrzała w jasnoniebieskie oczy przypominające jej błękit nieba, wpatrzone w nią z niepokojem. – Nic nie jest w porządku, Gabrielu – odparła cicho, odwracając wzrok od archanioła.
Nagle została pociągnięta ku górze i znalazła się w jego ramionach. – Nie pozwól, aby zapanował nad tobą strach. Znajdź w swym wnętrzu odwagę, by iść naprzód…
           Dziewczyna wtuliła się w pierś anioła, wdychając słodki zapach lawendy i rozkwitających kwiatów. Gabriel był niespodziewanie ciepły i delikatny, nie tak jak inny chłopak, który miał ją gdzieś, więc czemu nie mogła zakochać się w nim? Dlaczego nie potrafiła pokochać jakiegoś dobrego i miłego faceta, który traktowałby ją jak swoje oczko w głowie? No, dlaczego się pytam?!
         - Jesteś gorący – mruknęła w jego pierś, nie zdając sobie w pełni sprawy, że powiedziała to na głos. Gabriel zaśmiał się cicho, wprawiając swój tors w drgania, a wtedy Dea uświadomiła sobie, co powiedziała. – Chodziło mi o to, że jesteś ciepły, a nie przystojny… Nie, żebyś nie był przystojny czy coś, tylko jesteś tak cholernie gorący, że aż się rozpływam… Um… Czy właśnie powiedziałam coś, co mogło sprawić, że zrobiłam z siebie idiotkę?
            - Nie, skądże… – odparł, opierając brodę na czole dziewczyny. Policzki Dei pokryły się szkarłatnymi plamami, zdradzając zażenowanie czarnowłosej własną głupotą.
Jak można powiedzieć facetowi, że jest cholernie gorący, aż się rozpływa?! Ygh… chyba jednak można… – A więc, uważasz, że jestem przystojny?
           - Tak troszkę – mruknęła, podnosząc na niego oczy. Chłopak wpatrywał się w nią, a w jego spojrzeniu dostrzegła rozbawienie. Podniósł brwi, jakby pytając „Serio?”, co wyglądało całkiem zabawnie w zestawieniu z jego charakterem – No dobra… jesteś mega przystojny, pasuje?
        - Jak najbardziej – zaśmiał się ochryple, po czym zniżył głowę do poziomu dziewczyny i pocałował ją. Jego ciepłe usta przylgnęły do jej warg, zatapiając czarnowłosą w najdelikatniejszym pocałunku, jaki kiedykolwiek przeżyła. Po chwili chłopak oderwał się od niej i odsunął na odległość ramienia.
          - Przepraszam – szepnął nagle jakby czymś zasmucony. – Ale musiałem sprawdzić czy dla tego warto upaść…
Odsunął się od Dei i podszedł do drzwi. Czarnowłosa nie miała odwagi odwrócić się i spojrzeć mu w oczy.
            - I warto? – zapytała jedynie, zatrzymując anioła w drzwiach. Gabriel odwrócił się i uśmiechnął jeszcze smutniej, jednak Dea nie mogła tego zauważyć.
            - Jak najbardziej – odparł i wyszedł.
            Dziewczyna stała tam jeszcze chwilę, po czym wybiegła na korytarz i… wpadła na kolejną osobę, odbiła się od jego pleców i upadła tyłkiem na ziemię.
            - Au! – mruknęła, podnosząc oczy do góry i napotykając srogie spojrzenie Mikaela – kolejnego z przeklętej trójki Archaniołków, jak się wyrażał o nich Mephisto. – A, to ty…
            - Patrz jak leziesz, dziewczę – warknął, gromiąc ją wzrokiem. – Czego tu chcesz?
            - Zastanawiałam się, czy jesteście jutro wolni, bo wiesz… Wigilia i te sprawy… no i pomyślałam, że skoro zostaliśmy tu tylko my, to może razem zjemy kolację i podzielimy się opłatkiem…
            - Jesteś naprawdę głupia, co nie? – przerwał jej w środku zdania. – Wigilia Bożego Narodzenia to jedyny dzień, w którym zbierają się wszystkie anioły, aby uczcić Narodzenie Pańskie. Na ten dzień zawarliśmy zawieszenie broni z tym podstępnym kocurem, więc postaraj się nie zniszczyć świata przez te parę godzin, zgoda? A nawet, jeśli zostalibyśmy na ziemi, naprawdę sądzisz, że usiadłbym przy jednym stole z istotami nieczystymi? Nie żartuj sobie ze mnie, demonie!
            - Ej! Ja starałam się być tylko miła! Poza tym nie jestem demonem! To ty zachowujesz się jak jakiś gburowaty cham!
Nagle anioł chwycił dziewczynę za szyję i podniósł z ziemi, aż zaczęła się dusić.
            - Powinienem zabić cię już dawno temu przy pierwszej okazji, a nie pozwolić żyć takim potworom jak ty – warknął strasznym głosem. Dziewczyna biła go pięściami po ręce, jednak nie przynosiło to żadnego efektu. – Najwyższy pozwolił ci żyć, ale nie znaczy to, że zostaniemy przyjaciółmi, rozumiesz karaluchu?!
Dea kiwnęła głową, a archanioł poluzował chwyt, puszczając dziewczynę na ziemię. Zaczęła kaszleć i trząść się ze strachu. To jest siła aniołów, a nawet nie użył swoich mocy. Jak więc mam iść przeciw nim na wojnę?
            - Jesteś najgorszym rodzajem demona, ponieważ nie potrafisz się do tego nawet przyznać! – chwycił twarz dziewczyny w swoje palce i wbił w jej skórę paznokcie, drapiąc ją aż do krwi. – Jedno piętno nie wystarcza ci abyś pamiętała o swym plugastwie. Chyba muszę zatroszczyć się o kolejne…
Mikael puścił twarz przerażonej Dei i odszedł niespiesznym krokiem, a czarnowłosa siedziała wciąż na ziemi, starając się powstrzymać płacz.
            Zaczynało zmierzchać, kiedy w końcu podniosła się z ziemi i udała do swego pokoju. Miracle nadal nie było, ale szczerze mówiąc, nie obchodziło ją to zupełnie.  Nie obchodzili ją ani Shin, ani wszystkie demony, ani Gabriel i Mikael ani zbliżająca się wojna. Po prostu znowu chciała być normalną dziewczyną, martwiącą się, czy uda jej się wpasować do nowej szkoły. Chciała mieć przyjaciółki, które nie gadają o świecie sprzed 600 lat jakby tam były, albo chłopaka, który nie próbowałby ją zgwałcić za każdym razem, gdy ją widzi na oczy, albo nie mieć tych cholernych Łaknień doprowadzających ją do szału. Po prostu, jedyne, czego pragnęła to jeden normalny, zwyczajny dzień bez aniołów, demonów, duchów, super mocy i całej reszty tego szamba. Czy prosiła o tak wiele?! No, ale skoro nie mogła mieć nawet jednego dnia, postanowiła się zadowolić długą, gorącą kąpielą. Ah, niech ścierpię. Zużyję i przydział Miracle, jakoś przetrwam naganę dziewczynki... Rozebrała się i wskoczyła pod strumień wrzącej wody, idealnie rozluźniającej jej spięte ze strachu ciało. Nie zdążyła nacieszyć się tą prostą przyjemnością, ponieważ każdy korytarz w szkole zawibrował od mrożącego krew w żyłach, dziewiczego krzyku…

4 komentarze:

  1. Napisany przez ~summoncreature
    dnia 25.01.2014 o 12:50

    Boże, uwielbiam to!
    Na początku myślałam, że jakoś inaczej to przedstawisz, a tu co? Kot dyrektorem liceum, a do tego jest demonem lenistwa! Cóż, dobrze mu to przypisałaś, bo koty są leniwe, nieprawdaż?
    Shin i Ash mnie wkurzają. No bo jak można chcieć zgwałcić dziewczyny za każdym razem, kiedy je się tylko widzi?
    Co do Dei, to też trochę za nią nie przepadam. Ma strasznie zmienne humorki i nie wiadomo, czego tak naprawdę chce.
    Moją ulubioną postacią jest za to Mephisto! Kocham tego kocurka!
    Gabriel też jest jakiś dziwaczny. Nieźle go przedstawiłaś.. :D Michael to taki brutal? Okej, niech będzie! To jeszcze poczekać, aż przedstawisz Nam jeszcze Rafała. ;)
    Co do fabuły – jest częściowo oryginalna a częściowo już skądś to znam. Za dużo opowiadań o demonkach i aniołkach się naczytałam niestety.. ;( No ale jak na razie to bardzo dobrze Ci idzie, i jestem po prostu wniebowzięta!
    Czekam na kolejny rozdział. ;)
    PS. A może byś jakoś przywróciła Shuna do życia? Byłoby ciekawie! Nawet bardzo!
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany przez ~CreativeViolet
      dnia 26.01.2014 o 18:23

      Dziękuję bardzo za taki pozytywny komentarz! Szczerze mówiąc, w pewnym momencie chciałam porzucić prace nad „Burzą”, ale moja mroczna strona mi nie pozwoliła i chyba dobrze się stało. Odnośnie fabuły… można powiedzieć że te rozdziały były swoistym początkiem, a dopiero w spóźnionym rozdziale wigilijnym i sylwestrowym zacznie się zabawa. Sama postać Shuna… cóż, nie mogę wiele zdradzić, bo to ma być niespodzianka, ale dla zachęty powiem, że jest w bardzo szczególny sposób połączony z główną fabułą, więc może… może… kto wie? Odnośnie reszty postaci, każda z nich będzie się w swój specyficzny sposób zmieniała i ewoluowała czy to w protagonistę, czy w antagonistę. Pojawi się również wiele innych nowych postaci – przyjaciół i wrogów, wiele różnych wątków zmierzających do punktu kulminacyjnego. A Dea… na razie to taka ciepła klucha, ale postaram się dodać jej trochę pikanterii.
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz i zapraszam na następne rozdziały. Mam nadzieję, że ósemka pojawi się niebawem. :D

      Usuń
  2. Napisany przez ~Thalia
    dnia 12.02.2014 o 15:39

    A ja chcę już 8 rozdział. Gdzie ty go masz, przecież miał już być!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany przez ~CreativeViolet
      dnia 13.02.2014 o 12:40
      W sobotę wieczorem, Thalia :D Cierpliwości! Będzie znacznie dłuższy niż wcześniejsze...

      Usuń