piątek, 17 stycznia 2014

06. Bestia tkwiąca wewnątrz

„Najbardziej przerażającym dźwiękiem na świecie jest bicie własnego serca.
Jest to dzika bestia, która w samym środku głębokiego strachu
dobija się olbrzymią pięścią do jakichś wewnętrznych drzwi,
by ją wypuścić.”
~ Jonathan Carroll „Upiorna dłoń”

Minął tydzień, nim Dea mogła wrócić do szkoły. Długie, ciężkie siedem dni spędzone w towarzystwie tego zboczonego perwersa mogło wykończyć psychicznie każdego, nawet najbardziej spokojną i cierpliwą osobę. A że, skoro Dea nie zaliczała się ani do osób spokojnych ani cierpliwych, co rusz wybuchały między nimi dzikie awantury, głównie opierające się na tym, że Shin molestował seksualnie biedną czarnowłosą. Mephisto chciał przyjść, ale wiadomo, nie wpuszcza się zwierząt do szpitala, więc zrezygnował i zamiast tego, wysłał dziewczynie pudełko belgijskich czekoladek.
- Czekolada! – krzyknął Shin i rozerwał folię, jakby pierwszy raz w życiu widział słodycze na oczy, wsadzając sobie na raz całą garść rozpływającego się w ustach nieba.
- Ej! To moje! – odparła Dea, próbując wyrwać mu bombonierkę, jednak Shin podniósł ją nad głowę i uśmiechnął się wrednie.
- Skacz, malutka, to może się podzielę, muahahaha… Albo i nie…
Czarnowłosa naburmuszona usiadła na łóżku i zrobiła minę kota ze Shreka. – A ja tak bardzo chciałam zjeść te czekoladki…
- Nie możesz tyle jeść, bo za niedługo cycki ci eksplodują – odparł blondyn ze spokojem i pochłonął kolejną porcję. – Zza grubą dupą, żaden facet cię nie zechce i do końca życia będziesz ględzić mi, że to moja wina. Widzisz? Ja ratuję cię tylko od nieszczęśliwej przyszłości.
- Wal się – odparła Dea i narzuciła kołdrę na głowę, starając się ukryć uśmiech, który, jak podstępny wąż, wypełznął na jej wargi. W końcu dowiedziała się czegoś o słabościach Shina. Teraz mogła użyć tego przeciwko niemu. Nagle poczuła ciężar opadający na łóżko i została chamsko odsłonięta. Shin westchnął przeciągle i wsadził jej do ust czekoladkę.
- Aby spalić to, będziesz musiała nie wychodzić z mojego pokoju przez trzy dni…
- A co niby miałabym u ciebie robić, co? – mruknęła, ciamkając przepyszną, rozpływającą się w ustach rozkosz. Mniam! Mniam! Cium. Cium.
- Hmm… Istnieje takie stare zajęcie, co nazywa się kopulacja – odpowiedział, a Dea omal nie zakrztusiła się słodkością, więc połknęła ją szybko i właśnie chciała odpowiedzieć coś blondynowi, gdy Shin pochylił się nad nią i pocałował delikatnie. – Miałaś czekoladę na ustach, nie mogłem pozwolić by ten ósmy cud świata się zmarnował…
Na twarz Dei wypełznął zdradziecki rumieniec, mówiący sam za siebie o jej uczuciach.
- Palant – mruknęła i odwróciła się od niego.
            Następnego dnia w szkole zawrzało od plotek, jednak o dziwo, nie na temat Dei ani Shina tylko dziewczyny, która przeżyła śmierć kliniczną, i co jeszcze ciekawsze, wracała do szkoły do tej samej klasy, w której znajdowali się blondyn i czarnowłosa.
- Ej, okularniku! – szepnął Shin, zaczepiając ciemnowłosego chłopaka w olbrzymich, zasłaniających pół twarzy goglach, siedzącego dwa miejsca dalej. – O co tu biega?
- Do szkoły wraca dziewczyna, co wybudziła się z śmierci klinicznej – odpowiedział okularnik, spinając się nagle i nie spoglądając w stronę blondyna. Shin nie miał jednak już czasu na dalsze pytania, ponieważ w tym momencie do klasy weszła niska dziewczynka, wyglądająca na góra 13 lat, z krótkimi, jasnymi loczkami i jasnoniebieskimi oczami zupełnie jak u cherubinka, wywołując tym samym szaleńcze poruszenie u męskiej strony społeczności klasowej.
- Wydaje mi się, że w tej klasie każdy facet ma kompleks lolitki – mruknęła Dea, obserwując z zażenowaniem małpie okrzyki i dziwne ruchy chłopaków oraz przerażoną minę dziewczynki.
- Nie każdy – odparł Shin, pstrykając ją lekko w ucho. – Ja tam lubię bardziej dojrzałe kobiety, 70C…
Dea odwróciła się do blondyna z twarzą ponownie zaczerwienioną, tym razem jednak ze złości, kiedy przerwał im cichutki głosik wydobywający się z ust słodkiej, malutkiej blondyneczki.
- Nazywam… nazywam się… - dziewczynka spojrzała niebieskimi oczkami na Shina, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Shin! – krzyknęła i podbiegła do chłopaka, zarzucając mu ramiona na szyję i przytulając się. Jak na zawołanie, na sali rozległy się żałosne jęki zawodu.
- Ej, złaś ze mnie małpiszonie, bo pomyślą, że jestem pedofilem! – warknął Shin, starając się zrzucić pasożyta, jednak jej ramionka okazały się o wiele silniejsze niż mogło się to początkowo wydawać. – Nie żartuję! Zamkną mnie, a tym razem jestem niewinny!
- Tym razem? – wyłapała Dea, a żyła zaczęła jej niebezpiecznie pulsować, ponieważ oczami wyobraźni widziała już, jak ten zboczeniec ciągnie małą dziewczynkę do ciemnego zakątka i…
- No puszczaj mnie, do cholery! Jestem za młody i za piękny, aby służyć za obciągaczkę w pierdlu!
- Hm… Nie poznajesz mnie? – zapytała blondynka, szczerze zdziwiona i w końcu go puściła. – Skradłeś mój pierwszy pocałunek i powiedziałeś „do zobaczenia”. To ja! Miracle Cross!
- Miracle? – zapytali jednocześnie Shin i Dea. – Przecież ty nie żyjesz…
- No tak, ale awansowałam na Jeźdźca i mogę wcielić się w jakiekolwiek ciało na pograniczu śmierci i…
Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, ponieważ w drzwiach pojawił się chłopak z dziwnej trójki, którzy w pierwszych dniach odprowadzali Deę i Shina do gabinetu dyrektora. Taaa, jeden z przeklętych Archaniołków…
- Dajta nam jeszcze kilka Ogarów i możemy zacząć apokalipsę – mruknął Shin i przejechał ręką po twarzy. Przez tą bandę wyłysieje, a jak to się stanie, wtedy sam rozpocznie apokalipsę… – Czołem, Gabryś. Nie krępuj się, choć do nas, bo i tak nie mam nic lepszego do roboty, niż użerać się z trójką anormalnych świrów.
- Kto był na tyle niespełna rozumu, aby wpuścić tu Mrocznego Jeźdźca?! – zapytał anioł, ignorując Shina i wpadając w szał. Już nie zachowywał się tak spokojnie jak wcześniej, bo i sytuacja całkowicie wymknęła mu się spod kontroli. Brązowe włosy wyglądały, jakby dopiero co wstał z łóżka, a niebieskie oczy szaleńczo latały po każdej zebranej osobie. Ogółem, całkowity obraz nieszczęść i rozpaczy idealnie dopełniający już i tak to dziwne towarzystwo.
- Ja – odezwał się każdemu dobrze znany, miauczący głos gdzieś z okolic ziemi. Mephisto stał na dwóch łapkach i machał ogonkiem, spoglądając z zaciekawieniem na zebranych tu człeków. – Bez obaw, Gabrielu, panuję nad sytuacją…
- A kto w takim razie, panuje nad tobą?! – warknął anioł i opadł bez sił na krzesło. – Chyba muszę się napić…
- O! Idę z tobą! – odparł od razu Shin i spojrzał pod nogi, bo coś mu się nagle ciężko zrobiło. No i co tam dojrzał? Ano, to dziwne dziecko siedziało mu na stopie, drąc się w niebogłosy, że nie może iść, bo go zabiją, a Dea starała się oderwać dziewczynkę, mówiąc jej, że to nie przystoi kobiecie tak zabiegać o uwagę mężczyzny.
- Przestałem wierzyć, że znajduję się w normalnej szkole – powiedział blondyn pod nosem i mocnym kopem zrzucił blondynkę z nogi. – Spadaj insekcie, nie interesują mnie dzieci.
- Shin! – zawołała Dea, starając się pocieszyć dziewczynkę, ponieważ ta zaczęła nagle płakać. – Przeproś ją!
- Jak nie chcesz zginąć, to błagaj o przebaczenie – poparł Deę archanioł, a Mephiś kiwnął łebkiem na potwierdzenie.
- No dobra, dobra! – blondyn podszedł na małej i potargał jej krótkie włoski. – Przepraszam, dobra? Przestań ryczeć, bo potop spowodujesz, a nie wziąłem kąpielówek ze sobą.
Miracle siorbnęła noskiem i spojrzała na niego sarnimi oczami. Jednak mała w pewnych aspektach przypominała tamtego ducha ze szpitala, zauważył Shin. – Ja staram się tylko cię ochronić i nic więcej. Czy jesteś na mnie zły?
- Nie jestem zły – odpowiedział Shin i westchnął głęboko. – Tylko wydaje mi się, że zamieniłem się rolami z Deą i teraz to ja jestem główną postacią, do której przyklejają się napalone laski… No, ale wracając do tematu… idziemy się napić?
- A może mi ktoś najpierw wyjaśnić, dlaczego nikt nie zauważa, że Mephisto to kot, a nasze gadki szmatki o demonach, aniołach i innych dziwnych rzeczach, są całkowicie ignorowane przez resztę społeczeństwa? – zapytała Dea, jako jedyna w tym towarzystwie zadając w miarę sensowne pytanie.
- Eee… znieczulica społeczna? – odparł Shin, targając swoje blond włosy i przebierając nogami w miejscu, bo wizja picia za nieswoją kasę jakoś tak mu się nagle oddaliła…
- Iluzja – dorzucił Mephisto zwięźle. – Jedna ze sztuczek, którymi posługują się demony. Zaczekaj do następnego tygodnia, to wszystko ci wyjaśnią.
- Wydaje się to w miarę sensowne… – powiedziała czarnowłosa i spojrzała na zebranych. – Ale i tak potrzebuję wyjaśnienia, kim są Jeźdźcy.
- Skoro i tak wyrzucą mnie z roboty, to mogę ci wyjaśnić – odpowiedział spokojnie anioł. – Jednak nie obejdzie się bez przynajmniej literka śliwowicy. Na trzeźwo mam za wielkiego pietra.
Oczywiście, Shin ochoczo poparł Gabrysia, no, bo co? Jak ktoś mógłby zrezygnować ze śliwowicy? Dla blondyna było to nie do wyobrażenia.
Wyszli więc ze szkoły całą bandą, czyli Dea, Shin, archanioł Gabriel, demoniczny kocur Mephisto no i to dziwne cuś, nazywane Miracle Cross, pseudonim: Mroczny Jeździec. Ludzie nieźle się zdziwili, gdy weszli do baru i zamówili po kielichu budowlańca śliwowicy, a dla Mephisto i Miracle miskę z mlekiem. Siedząc tak i nieśpiesznie popijając, w końcu odezwał się Shin.
- Gabryś, wydaje mi się, że jako archanioł nie powinieneś pić w robocie…
- A co mi tam! I tak już wyleciałem z roboty, to przynajmniej daj mi się nadoić tak, że jutro w ogóle nie będę o tym pamiętał – mruknął i wypił kolejny kieliszek. – Dobra, skoro jeszcze pamiętam… Deaciu, Jeźdźcy lub Ridersi, jak kto woli, zostają wybrani spośród Wędrowców, czyli ludzi, którzy zasłużyli, aby pójść do Luminosy, jednak zdecydowali się zostać na ziemi. A Luminosa to coś, co nazywasz Niebem lub Nirwaną, jak zwał tak zwał, no i mamy tylko 4 Jeźdźców, bo co za duszo to niestlofo isą tfo Mflocny, Klfafy, Szśfięlty  olass naibaldziej wletny i potstepny Bzemienny… a ne czkej, to był chba Besimienny, ale ty się ni mas, co bać, bo my ciochronymy i… – tu przerwała mu czkawka – …i nie posfolimy, aby naszej mayej Deusi cosik sie stawo, pflafda, Shuuuś?
Głowa Gabriela niebezpiecznie zakołysała się i ostatecznie rypła w blat  stołu. Nastąpiła chwila ciszy, po czym:
- Wydaje mi się, że to był jego pierwszy raz – odezwał się Shin, starając się za wszelką ceną zdusić śmiech, ponieważ archanioł ślinił się i uśmiechał jak dziecko przez sen.
- I ostatni – dorzucił zwięźle Mephisto, podnosząc głowę znad miski z białym wąsem na pyszczku, przez co Shinowi nie udało się opanować napadu śmiechu i teraz trząsł się, zakrywając usta, przez co omal nie spadł z krzesła. Nagle w drugim końcu pomieszczenia podniosła się wrzawa i dziwne… szczekanie?!
- Hau, Hau! Zjem cię! Hau, hau, aaauuuuu – krzyczała Miracle, klęcząc i podpierając się na rękach, a w zębach trzymała kawałek męskich spodni i targała go zupełnie jak szczeniak.
Dea i Shin zerwali się momentalnie z miejsc i pobiegli ratować sytuację, natomiast Mephisto spokojnie dokończył mleko, wyjął portfel z marynarki Gabriela, zapłacił barmanowi oraz schował pod cylinder całą resztę banknotów. W tym czasie, Dea przeprosiła wściekłego gościa i razem z blondynem przyprowadziła rozwścieczoną dziewczynkę do stolika.
- Zostaw mnie! Raw raw! Chce gryźć i kopać! Grrryyyy – krzyczała i wyrywała się z ramion obejmującego ją Shina.
- Ej! Ta mała zapieprzyła mi całego Jacka Danielsa! – warknął wściekły barman i spojrzał rozjuszony na ekipę. Mephisto wetchnął głęboko i niemal płacząc, wyciągnął schowane wcześniej banknoty, podając je trzęsącymi się łapkami barmanowi.
- Zbieramy się dzieciaki do domu – zakomunikował i zeskoczył z krzesełka. – Shin, weź to truchło, a ja pomogę Dei z tym wściekłym zwierzem.
            Shin podniósł Gabriela i udał się do wyjścia, natomiast Dea przerzuciła sobie blondynkę przez ramię i poszła za nim, a Mephisto usiadł jej na ramieniu.
- Podobno miałeś mi pomóc? – powiedziała do kota.
- Zapomnij, jestem demonem lenistwa, nie ciapram sobie łapek brudną robotą. Ciesz się, że ci towarzyszę – odpowiedziało kocisko i odwróciło pyszczek do ucha dziewczyny, łaskocząc ją przy okazji wąsikami. – Zwolnij trochę, muszę ci coś powiedzieć, a Shin nie może tego usłyszeć.
Dea kiwnęła tylko posłusznie głową i po chwili zostali daleko w tyle od tamtej dwójki
- Nie mogłem się ciebie wcześniej zapytać, ponieważ mój irytujący syn nie opuszczał cię ani na krok, ale muszę wiedzieć. Odczuwasz już Łaknienie?
- Łaknienie? – zapytała skonsternowana dziewczyna. – Co to takiego?
- Jesteś szczególnym przypadkiem, jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby dziecko Władcy Demonów przeżyło tak długo i to w dodatku kobieta! Nawet teraz Lucifer obraduje razem ze swoimi najwierniejszymi sługami, jakiego przydzielić ci nauczyciela, jednak to potrwa jeszcze kilka dni, a w tym czasie mogą pojawić się pierwsze Łaknienia oraz uaktywnić twoja moc. Dlatego tak ważne jest, abyś informowała mnie o wszystkim. Zgoda? – wymruczał Mephisto prosto do ucha dziewczyny, jakby bał się, że ktoś go usłyszy.
- Dobrze, ale powiedz mi, czym są Łaknienia?
- Każdy demon potrzebuje danego rodzaju energii, aby się żywić. Ja na przykład czerpię moc z ludzi, którzy poddali się w połowie wykonywanego zajęcia lub nie podjęli go w ogóle, natomiast Ash żywi się energią emitowaną podczas stosunku. I tak jest z każdym demonem, jednak ty i twój ojciec żywicie się czymś jeszcze oprócz energii…
- Nie mów, że krwią – przerwała mu Dea, śmiejąc się, jednak Mephiś spojrzał tylko na nią z pobłażaniem. – No nie! Co to ma być?! Piąta część Zmierzchu czy co?!
- To poważna sprawa, dzieweczko – odparł Mephisto spoglądając na nią złotymi oczami. Dea zastanawiała się chwilę czy ten kolor może mieć coś wspólnego z byciem demonem. Znając życie pewnie tak. – Jak dostaniesz swojego pierwszego Łaknienia prawdopodobnie zabijesz człowieka, aby się pożywić. Dlatego upewnij się, że to nie będzie Shin. Chłopak jest nam jeszcze potrzebny i nie może umrzeć.
- Nam? Masz na myśli demonom? – kocisko kiwnęło łebkiem, nie odrywając spojrzenia od Dei. – Przecież on jest twoim synem! Jak możesz wyrażać się tak o własnym dziecku?!
- Demony nie kochają. Demony nie nienawidzą. Demony nie czują smutku ani radości – odparł Mephisto poważnym tonem, który brzmiał jakby mówił robot. – Istniejemy tylko po to, aby istnieć. Cała nasza egzystencja skupia się na tym, abyśmy odpokutowali za swe czyny i sprzeciwiali się Jego woli. Cierpimy za każdym razem, gdy kusimy człowieka, a każdy z tych ludzi zbliża nas do wybawienia, do ponownego Sądu i do Jego oblicza, którym gardzimy, bo to Jego wyrok skazał nas na to piekło, z którego nie możemy się uwolnić. I nawet, jeżeli miałbym poświęcić swego syna tylko po to, by wspomóc Terrę, zrobię to. A ty, jako córka Lucifera – Armagedon Lucifer Deis, przejmiesz pozycję władcy w Terra Rebellem i poprowadzisz naszą armię na III Wojnę o Niebo – ostateczną rozgrywkę między siłami dobra i zła.
- Pf, zmuście mnie… – warknęła zirytowana na kocura. Nagle usłyszała przeciągły jęk dobiegający gdzieś z ciemnego zaułka po ich lewej stronie. – Coś słyszałam. Pójdę sprawdzić – powiedziała i naprawdę delikatnie położyła śpiącą dziewczynę na ziemi, a Mephisto zeskoczył z jej ramienia.
- Dea, zakazuję ci tam iść!
- Zamknij się, głupi kocie – powiedziała i uśmiechnęła się do Mephista, który trząsł się z wściekłości na dziewczynę. – Nic mi nie będzie. Tylko coś zobaczę i za minutkę wrócę, okay?
Mephistopheles nie zdążył zareagować, ponieważ dziewczyna już zmierzała w stronę zaułka. Nagle za jego plecami usłyszał cichy, wcale nie wesoły śmiech. Spojrzał do tyłu i zobaczył, że blondynka jest przytomna.
- Wykonał swój ruch – mruknęła i ponownie jej głowa opadła na bok. Mephisto pognał ile sił w łapkach, by sprowadzić Shina. Wykonał ruch, wykonał ruch, wykonał ruch… Oznacza to tyle, że znudziło Mu się czekanie, a ostateczna rozgrywka właśnie się zaczęła.
Tym czasem, kiedy Mephiś próbował dogonić Shina i wszystko mu wytłumaczyć, Dea coraz bardziej zagłębiała się w mroczny zaułek, aż zauważyła obleśnego faceta i próbującą wyrwać się mu młodą dziewczynę. Jej ruchy były coraz wolniejsze a każdy kolejny cios słabszy od poprzedniego, przez co mężczyzna uśmiechał się coraz szerzej. Dea zaatakowała oblecha, odciągając jego uwagę od dziewczyny, która opadła bezwładnie na usianą śmieciami ziemię. Jednak mężczyzna był znacznie silniejszy i szybszy niż początkowo wydawało się czarnowłosej. Nie doceniła go, przez co facet kopnął ją, a ona poleciała na ścianę, uderzając w nią z całych sił. Głową… Zawirowało jak na karuzeli, obraz rozmazał się przed oczami, kiedy na chwiejnych nogach wstała. Mężczyzna zbliżył się powolnym krokiem do Dei i chwycił jej włosy w garść, ciągnąc dziewczynę do ziemi i powalając ją. Podniósł rękę do góry, by zwiększyć siłę ciosu, który na pewno pozbawiłby dziewczynę przytomności, jak nie i życia, ale coś nagle eksplodowało, odrzucając mężczyznę na kilka metrów w powietrzu. Opadł jak szmaciana lalka u stóp dziewczyny, z której ciała wydobywała się dziwna, falująca, czarna energia, pełznąca po ziemi i docierająca do ciała mężczyzny. Dea patrzyła przerażona jak ta dziwna mgła, czy co to tam było, wspina się po ciele oblecha, rozpuszczając jego skórę niczym kwas, by w końcu dojść do ust i wniknąć do środka. Nagle oczy mężczyzny rozszerzyły się, ukazując przekrwione białka, a facet zaczął się dusić. Z każdego otworu w jego ciele sączyła się czarna krew, nie czerwona, a kiedy opadła na podłoże, z kropelek unosiła się czarna mgła i wyparowywała. Równie nagle jak się zaczęło, tak się skończyło. Ciało człowieka znieruchomiało na ziemi, wypuszczając jeszcze z ust resztkę czarnej energii, która jak poprzednio rozpłynęła się w powietrzu, natomiast pozostał zapach…
Dziwny, metaliczny, przyciągający zapach napłynął do nozdrzy Dei powodując, że jej oczy rozszerzyły się z podekscytowania. Adrenalina wypełniła jej wnętrze, kiedy wstała i leniwym krokiem udała się w stronę mężczyzny, jednak za nim do niego doszła, usłyszała cichy jęk po drugie stronie. Obróciła się, przypominając sobie uratowaną dziewczynę i podeszła do niej. Pociągnęła nosem wyczuwając wanilię i coś ostrzejszego, co tłumiło ten słodki aromat. Dopiero po chwili jej mózg skwalifikował odór, jako narkotyk. Pomimo, że zapach narkotyku drażnił ją, zbliżyła się jeszcze bardziej do dziewczyny, chwytając jej ciało i przyciągając do ust. Odchyliła głowę nieprzytomnej nieznajomej i zniżyła głowę niemal dotykając ustami jej szyi. Wyczuła pulsujący pod powierzchnią płyn, przyciągający ją jak światło ćmę na zgubienie, a Dea nie potrafiła się powstrzymać. Wbiła wyostrzone pod wpływem adrenaliny kły w ciało dziewczyny, a krew wypełniła jej usta. Jej mózg zalała fala rozkoszy powodując, że jeszcze ciaśniej zbliżyła się do dziewczyny. Jeszcze, jeszcze, jeszcze…!
Nagle coś wyrwało ją z transu, odciągając od dziewczyny i od jej przepysznej krwi. Zaczęła się wyrywać, ale ktoś trzymał ją niezwykle mocno w swych ramionach, unieruchamiając ciało czarnowłosej.
- Puść mnie! – wrzasnęła i ponownie zaczęła się szamotać. – Chcę jeść!!! Ona jest taka pyszna, ciepła, rozpływająca się w ustach rozkosz. Wypuść mnie! Napiję się jeszcze tylko troszkę, zgoda? Proszę! Błagam! Potrzebuję tego…
Spojrzała w zielone oczy chłopaka, w których dostrzegła wahanie. Shin patrzył na Deę z przerażeniem, a jednocześnie ze współczuciem. To nie jej wina, że dostała Łaknienia, ale nie mógł pozwolić, by zabiła kolejną osobę.
- Zgoda – odpowiedział po chwili i poluzował chwyt, jednak wciąż nie dając dziewczynie możliwości do ucieczki. – Napij się mojej krwi.
Spojrzała na niego zachwycona i nie czekając na ponowne zaproszenie przylgnęła do szyi chłopaka, ponownie zanurzając kły w ludzkim ciele. Piła nachalnie i nieprzerwanie, nie przejmując się tym, że Shin w pewnej chwili upadł na ziemię. Czuła jego puls w ustach, wypełniający jej myśli niczym melodia. Melodia, która drastycznie słabła, opadając niemal do minimum. Shin umiera… Ta myśl otrzeźwiła ją na tyle, że oderwała się od ciała chłopaka i spojrzała na niego. Miał coraz wolniejszy oddech, a skóra stała się biała jak papier. Wysączyła go niemal do ostatniej kropli. Jeśli nie znajdzie się w szpitalu, umrze.
- Przepraszam – szepnęła ze łzami w oczach, nie wiedząc, co ma robić. Powinna była słuchać Mephisto, gdy mówił jej, że pierwsze Łaknienie zabije człowieka.
I jak na zawołanie do zaułka wpadł kocur, zaczepiając się pazurkami na bluzce Dei.
- Nienawidzę szczurów – mruknął z bijącym szaleńczo serduszkiem w piersi, po czym spojrzał na Shina i zeskoczył na jego pierś. Stanął na tylnych łapkach i podszedł do ust chłopaka.
- Przepraszam Mephi, nie posłuchałam cię i teraz Shin umrze – wyszlochała przerażona dziewczyna.
Mephisto spojrzał tylko na Deę i prychnął rozdrażniony. – Wy ludzie, kiedy przyjdzie co do czego, to od razu zaczynacie ryczeć, zamiast przez chwilę pomyśleć. Spójrz! Jeszcze żyje, a jak bije mu serducho, to wciąż można go ocalić. A teraz przestań ryczeć i patrz, bo nie pokażę ci więcej!
Wyciągnął przed siebie łapkę i pojawił się malutki flakonik, którego zawartość spłynęła do ust chłopaka powodując, że kolory momentalnie powróciły na jego skórę. Oddech blondyna pogłębił się i teraz wyglądał jakby był pogrążony we śnie, a nie znajdował na skraju śmierci.
- Gotowe – miauknął Mephisto i poszedł do wylotu zaułka. – Skoro już obudziłaś swoje demoniczne moce, to przydaj się na coś i przytaszczaj go tu.
Dea postąpiła zgodnie z zaleceniem Mephista, nawet nie skarżąc się na wykorzystywanie przez leniwego kocura. Chwyciła chłopaka pod rękę i okazało się, że jest niezwykle lekki, albo to ona miała nadzwyczajną siłę. Wytaszczyła chłopaka i położyła go obok reszty smacznie śpiących zdechlaków, opartych o kontener na śmieci i całkowicie niezdających sobie sprawy z wydarzeń tego wieczoru.
- No to trzeba zorganizować jakiś transport – powiedział Mephisto i pomerdał ogonem. Ponownie wyciągnął przed siebie łapkę i uderzył nią w ziemię, która zadrżała, by po chwili wypluć ze swego wnętrza olbrzymiego, czarnego… psa. A właściwie psopodobną bestię z palącym się niebieskim płomieniem ogonem. Bestia zniżyła się i spojrzała olbrzymimi oczami na Deę, po czym skłoniła swój łeb jakby w wyrazie pozdrowienia. – No, wpakuj te zwłoki na jego grzbiet i po kłopocie. Lessi podrzuci nas do Akademii, a stamtąd jakoś sobie poradzimy.
Dziewczyna zapakowała wszystkie trzy ciała na grzbiet bestii, po czym sama usadowiła się na „wierzchowcu” i złapała go za futro. Mephisto wskoczył na łeb Lessiego i miauknął mu coś do olbrzymiego ucha, a bestia momentalnie skoczyła do przodu i pobiegła w stronę szkoły.

Nocne powietrze smagało dziewczynę po twarzy, ale ona czuła tylko gorąco pulsujące w jej żyłach. Obserwowała energię wydostającą się z jej ciała i opadającą na ziemię jak mgła, by w zetknięciu z powierzchnią wyparować. Czuła, że coś zmieniło się w jej wnętrzu, jakaś mroczna siła zagnieździła się w okolicach serca, by w każdej chwili opanować je i przejąć władzę nad ciałem czarnowłosej. Była to jej demoniczna część, jej przeznaczenie, do którego niefortunnie zbliżała się coraz bardziej w miarę jak próbowała od niego uciec. 
Ale przeznaczenie zawsze nas dopada, prędzej czy później…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz