„Najbardziej przerażającym
dźwiękiem na świecie jest bicie własnego serca.
Jest to dzika bestia, która w
samym środku głębokiego strachu
dobija się olbrzymią pięścią do
jakichś wewnętrznych drzwi,
by ją wypuścić.”
~ Jonathan Carroll „Upiorna dłoń”
Minął tydzień, nim Dea mogła
wrócić do szkoły. Długie, ciężkie siedem dni spędzone w towarzystwie tego
zboczonego perwersa mogło wykończyć psychicznie każdego, nawet najbardziej
spokojną i cierpliwą osobę. A że, skoro Dea nie zaliczała się ani do osób
spokojnych ani cierpliwych, co rusz wybuchały między nimi dzikie awantury,
głównie opierające się na tym, że Shin molestował seksualnie biedną
czarnowłosą. Mephisto chciał przyjść, ale wiadomo, nie wpuszcza się zwierząt do
szpitala, więc zrezygnował i zamiast tego, wysłał dziewczynie pudełko
belgijskich czekoladek.
- Czekolada! – krzyknął Shin i
rozerwał folię, jakby pierwszy raz w życiu widział słodycze na oczy, wsadzając
sobie na raz całą garść rozpływającego się w ustach nieba.
- Ej! To moje! – odparła Dea,
próbując wyrwać mu bombonierkę, jednak Shin podniósł ją nad głowę i uśmiechnął
się wrednie.
- Skacz, malutka, to może się
podzielę, muahahaha… Albo i nie…
Czarnowłosa naburmuszona usiadła na łóżku i zrobiła minę kota ze
Shreka. – A ja tak bardzo chciałam zjeść te czekoladki…
- Nie możesz tyle jeść, bo za
niedługo cycki ci eksplodują – odparł blondyn ze spokojem i pochłonął kolejną
porcję. – Zza grubą dupą, żaden facet cię nie zechce i do końca życia będziesz
ględzić mi, że to moja wina. Widzisz? Ja ratuję cię tylko od nieszczęśliwej
przyszłości.
- Wal się – odparła Dea i
narzuciła kołdrę na głowę, starając się ukryć uśmiech, który, jak podstępny wąż,
wypełznął na jej wargi. W końcu dowiedziała się czegoś o słabościach Shina.
Teraz mogła użyć tego przeciwko niemu. Nagle poczuła ciężar opadający na łóżko
i została chamsko odsłonięta. Shin westchnął przeciągle i wsadził jej do ust
czekoladkę.
- Aby spalić to, będziesz musiała
nie wychodzić z mojego pokoju przez trzy dni…
- A co niby miałabym u ciebie
robić, co? – mruknęła, ciamkając przepyszną, rozpływającą się w ustach rozkosz.
Mniam! Mniam! Cium. Cium.
- Hmm… Istnieje takie stare
zajęcie, co nazywa się kopulacja – odpowiedział, a Dea omal nie zakrztusiła się
słodkością, więc połknęła ją szybko i właśnie chciała odpowiedzieć coś
blondynowi, gdy Shin pochylił się nad nią i pocałował delikatnie. – Miałaś
czekoladę na ustach, nie mogłem pozwolić by ten ósmy cud świata się zmarnował…
Na twarz Dei wypełznął
zdradziecki rumieniec, mówiący sam za siebie o jej uczuciach.
- Palant – mruknęła i odwróciła
się od niego.
Następnego dnia w
szkole zawrzało od plotek, jednak o dziwo, nie na temat Dei ani Shina tylko
dziewczyny, która przeżyła śmierć kliniczną, i co jeszcze ciekawsze, wracała do
szkoły do tej samej klasy, w której znajdowali się blondyn i czarnowłosa.
- Ej, okularniku! – szepnął Shin,
zaczepiając ciemnowłosego chłopaka w olbrzymich, zasłaniających pół twarzy
goglach, siedzącego dwa miejsca dalej. – O co tu biega?
- Do szkoły wraca dziewczyna, co
wybudziła się z śmierci klinicznej – odpowiedział okularnik, spinając się nagle
i nie spoglądając w stronę blondyna. Shin nie miał jednak już czasu na dalsze
pytania, ponieważ w tym momencie do klasy weszła niska dziewczynka, wyglądająca
na góra 13 lat, z krótkimi, jasnymi loczkami i jasnoniebieskimi oczami zupełnie
jak u cherubinka, wywołując tym samym szaleńcze poruszenie u męskiej strony
społeczności klasowej.
- Wydaje mi się, że w tej klasie
każdy facet ma kompleks lolitki – mruknęła Dea, obserwując z zażenowaniem
małpie okrzyki i dziwne ruchy chłopaków oraz przerażoną minę dziewczynki.
- Nie każdy – odparł Shin,
pstrykając ją lekko w ucho. – Ja tam lubię bardziej dojrzałe kobiety, 70C…
Dea odwróciła się do blondyna z twarzą ponownie zaczerwienioną,
tym razem jednak ze złości, kiedy przerwał im cichutki głosik wydobywający się
z ust słodkiej, malutkiej blondyneczki.
- Nazywam… nazywam się… -
dziewczynka spojrzała niebieskimi oczkami na Shina, a na jej twarzy pojawił się
szeroki uśmiech.
- Shin! – krzyknęła i podbiegła
do chłopaka, zarzucając mu ramiona na szyję i przytulając się. Jak na
zawołanie, na sali rozległy się żałosne jęki zawodu.
- Ej, złaś ze mnie małpiszonie,
bo pomyślą, że jestem pedofilem! – warknął Shin, starając się zrzucić pasożyta,
jednak jej ramionka okazały się o wiele silniejsze niż mogło się to początkowo
wydawać. – Nie żartuję! Zamkną mnie, a tym razem jestem niewinny!
- Tym razem? – wyłapała Dea, a
żyła zaczęła jej niebezpiecznie pulsować, ponieważ oczami wyobraźni widziała już,
jak ten zboczeniec ciągnie małą dziewczynkę do ciemnego zakątka i…
- No puszczaj mnie, do cholery!
Jestem za młody i za piękny, aby służyć za obciągaczkę w pierdlu!
- Hm… Nie poznajesz mnie? –
zapytała blondynka, szczerze zdziwiona i w końcu go puściła. – Skradłeś mój
pierwszy pocałunek i powiedziałeś „do zobaczenia”. To ja! Miracle Cross!
- Miracle? – zapytali
jednocześnie Shin i Dea. – Przecież ty nie żyjesz…
- No tak, ale awansowałam na Jeźdźca
i mogę wcielić się w jakiekolwiek ciało na pograniczu śmierci i…
Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, ponieważ w drzwiach pojawił się
chłopak z dziwnej trójki, którzy w pierwszych dniach odprowadzali Deę i Shina
do gabinetu dyrektora. Taaa, jeden z przeklętych Archaniołków…
- Dajta nam jeszcze kilka Ogarów
i możemy zacząć apokalipsę – mruknął Shin i przejechał ręką po twarzy. Przez tą
bandę wyłysieje, a jak to się stanie, wtedy sam rozpocznie apokalipsę… –
Czołem, Gabryś. Nie krępuj się, choć do nas, bo i tak nie mam nic lepszego do
roboty, niż użerać się z trójką anormalnych świrów.
- Kto był na tyle niespełna
rozumu, aby wpuścić tu Mrocznego Jeźdźca?! – zapytał anioł, ignorując Shina i
wpadając w szał. Już nie zachowywał się tak spokojnie jak wcześniej, bo i
sytuacja całkowicie wymknęła mu się spod kontroli. Brązowe włosy wyglądały,
jakby dopiero co wstał z łóżka, a niebieskie oczy szaleńczo latały po każdej
zebranej osobie. Ogółem, całkowity obraz nieszczęść i rozpaczy idealnie
dopełniający już i tak to dziwne towarzystwo.
- Ja – odezwał się każdemu dobrze
znany, miauczący głos gdzieś z okolic ziemi. Mephisto stał na dwóch łapkach i
machał ogonkiem, spoglądając z zaciekawieniem na zebranych tu człeków. – Bez
obaw, Gabrielu, panuję nad sytuacją…
- A kto w takim razie, panuje nad
tobą?! – warknął anioł i opadł bez sił na krzesło. – Chyba muszę się napić…
- O! Idę z tobą! – odparł od razu
Shin i spojrzał pod nogi, bo coś mu się nagle ciężko zrobiło. No i co tam
dojrzał? Ano, to dziwne dziecko siedziało mu na stopie, drąc się w niebogłosy,
że nie może iść, bo go zabiją, a Dea starała się oderwać dziewczynkę, mówiąc
jej, że to nie przystoi kobiecie tak zabiegać o uwagę mężczyzny.
- Przestałem wierzyć, że znajduję
się w normalnej szkole – powiedział blondyn pod nosem i mocnym kopem zrzucił
blondynkę z nogi. – Spadaj insekcie, nie interesują mnie dzieci.
- Shin! – zawołała Dea, starając
się pocieszyć dziewczynkę, ponieważ ta zaczęła nagle płakać. – Przeproś ją!
- Jak nie chcesz zginąć, to
błagaj o przebaczenie – poparł Deę archanioł, a Mephiś kiwnął łebkiem na
potwierdzenie.
- No dobra, dobra! – blondyn
podszedł na małej i potargał jej krótkie włoski. – Przepraszam, dobra? Przestań
ryczeć, bo potop spowodujesz, a nie wziąłem kąpielówek ze sobą.
Miracle siorbnęła noskiem i spojrzała na niego sarnimi oczami.
Jednak mała w pewnych aspektach przypominała tamtego ducha ze szpitala,
zauważył Shin. – Ja staram się tylko cię ochronić i nic więcej. Czy jesteś na
mnie zły?
- Nie jestem zły – odpowiedział
Shin i westchnął głęboko. – Tylko wydaje mi się, że zamieniłem się rolami z Deą
i teraz to ja jestem główną postacią, do której przyklejają się napalone laski…
No, ale wracając do tematu… idziemy się napić?
- A może mi ktoś najpierw
wyjaśnić, dlaczego nikt nie zauważa, że Mephisto to kot, a nasze gadki szmatki
o demonach, aniołach i innych dziwnych rzeczach, są całkowicie ignorowane przez
resztę społeczeństwa? – zapytała Dea, jako jedyna w tym towarzystwie zadając w
miarę sensowne pytanie.
- Eee… znieczulica społeczna? –
odparł Shin, targając swoje blond włosy i przebierając nogami w miejscu, bo
wizja picia za nieswoją kasę jakoś tak mu się nagle oddaliła…
- Iluzja – dorzucił Mephisto
zwięźle. – Jedna ze sztuczek, którymi posługują się demony. Zaczekaj do
następnego tygodnia, to wszystko ci wyjaśnią.
- Wydaje się to w miarę sensowne…
– powiedziała czarnowłosa i spojrzała na zebranych. – Ale i tak potrzebuję
wyjaśnienia, kim są Jeźdźcy.
- Skoro i tak wyrzucą mnie z
roboty, to mogę ci wyjaśnić – odpowiedział spokojnie anioł. – Jednak nie
obejdzie się bez przynajmniej literka śliwowicy. Na trzeźwo mam za wielkiego
pietra.
Oczywiście, Shin ochoczo poparł Gabrysia, no, bo co? Jak ktoś
mógłby zrezygnować ze śliwowicy? Dla blondyna było to nie do wyobrażenia.
Wyszli więc ze szkoły całą bandą,
czyli Dea, Shin, archanioł Gabriel, demoniczny kocur Mephisto no i to dziwne
cuś, nazywane Miracle Cross, pseudonim: Mroczny Jeździec. Ludzie nieźle się
zdziwili, gdy weszli do baru i zamówili po kielichu budowlańca śliwowicy, a dla
Mephisto i Miracle miskę z mlekiem. Siedząc tak i nieśpiesznie popijając, w końcu
odezwał się Shin.
- Gabryś, wydaje mi się, że jako
archanioł nie powinieneś pić w robocie…
- A co mi tam! I tak już
wyleciałem z roboty, to przynajmniej daj mi się nadoić tak, że jutro w ogóle
nie będę o tym pamiętał – mruknął i wypił kolejny kieliszek. – Dobra, skoro
jeszcze pamiętam… Deaciu, Jeźdźcy lub Ridersi, jak kto woli, zostają wybrani spośród
Wędrowców, czyli ludzi, którzy zasłużyli, aby pójść do Luminosy, jednak
zdecydowali się zostać na ziemi. A Luminosa to coś, co nazywasz Niebem lub
Nirwaną, jak zwał tak zwał, no i mamy tylko 4 Jeźdźców, bo co za duszo to
niestlofo isą tfo Mflocny, Klfafy, Szśfięlty
olass naibaldziej wletny i potstepny Bzemienny… a ne czkej, to był chba
Besimienny, ale ty się ni mas, co bać, bo my ciochronymy i… – tu przerwała mu
czkawka – …i nie posfolimy, aby naszej mayej Deusi cosik sie stawo, pflafda,
Shuuuś?
Głowa Gabriela niebezpiecznie zakołysała się i ostatecznie rypła w
blat stołu. Nastąpiła chwila ciszy, po
czym:
- Wydaje mi się, że to był jego
pierwszy raz – odezwał się Shin, starając się za wszelką ceną zdusić śmiech,
ponieważ archanioł ślinił się i uśmiechał jak dziecko przez sen.
- I ostatni – dorzucił zwięźle
Mephisto, podnosząc głowę znad miski z białym wąsem na pyszczku, przez co
Shinowi nie udało się opanować napadu śmiechu i teraz trząsł się, zakrywając
usta, przez co omal nie spadł z krzesła. Nagle w drugim końcu pomieszczenia
podniosła się wrzawa i dziwne… szczekanie?!
- Hau, Hau! Zjem cię! Hau, hau,
aaauuuuu – krzyczała Miracle, klęcząc i podpierając się na rękach, a w zębach
trzymała kawałek męskich spodni i targała go zupełnie jak szczeniak.
Dea i Shin zerwali się momentalnie
z miejsc i pobiegli ratować sytuację, natomiast Mephisto spokojnie dokończył
mleko, wyjął portfel z marynarki Gabriela, zapłacił barmanowi oraz schował pod
cylinder całą resztę banknotów. W tym czasie, Dea przeprosiła wściekłego gościa
i razem z blondynem przyprowadziła rozwścieczoną dziewczynkę do stolika.
- Zostaw mnie! Raw raw! Chce
gryźć i kopać! Grrryyyy – krzyczała i wyrywała się z ramion obejmującego ją
Shina.
- Ej! Ta mała zapieprzyła mi
całego Jacka Danielsa! – warknął wściekły barman i spojrzał rozjuszony na
ekipę. Mephisto wetchnął głęboko i niemal płacząc, wyciągnął schowane wcześniej
banknoty, podając je trzęsącymi się łapkami barmanowi.
- Zbieramy się dzieciaki do domu
– zakomunikował i zeskoczył z krzesełka. – Shin, weź to truchło, a ja pomogę
Dei z tym wściekłym zwierzem.
Shin podniósł
Gabriela i udał się do wyjścia, natomiast Dea przerzuciła sobie blondynkę przez
ramię i poszła za nim, a Mephisto usiadł jej na ramieniu.
- Podobno miałeś mi pomóc? –
powiedziała do kota.
- Zapomnij, jestem demonem
lenistwa, nie ciapram sobie łapek brudną robotą. Ciesz się, że ci towarzyszę –
odpowiedziało kocisko i odwróciło pyszczek do ucha dziewczyny, łaskocząc ją
przy okazji wąsikami. – Zwolnij trochę, muszę ci coś powiedzieć, a Shin nie
może tego usłyszeć.
Dea kiwnęła tylko posłusznie głową i po chwili zostali daleko w
tyle od tamtej dwójki
- Nie mogłem się ciebie wcześniej
zapytać, ponieważ mój irytujący syn nie opuszczał cię ani na krok, ale muszę
wiedzieć. Odczuwasz już Łaknienie?
- Łaknienie? – zapytała
skonsternowana dziewczyna. – Co to takiego?
- Jesteś szczególnym przypadkiem,
jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby dziecko Władcy Demonów przeżyło tak długo i
to w dodatku kobieta! Nawet teraz Lucifer obraduje razem ze swoimi
najwierniejszymi sługami, jakiego przydzielić ci nauczyciela, jednak to potrwa
jeszcze kilka dni, a w tym czasie mogą pojawić się pierwsze Łaknienia oraz
uaktywnić twoja moc. Dlatego tak ważne jest, abyś informowała mnie o wszystkim.
Zgoda? – wymruczał Mephisto prosto do ucha dziewczyny, jakby bał się, że ktoś
go usłyszy.
- Dobrze, ale powiedz mi, czym są
Łaknienia?
- Każdy demon potrzebuje danego
rodzaju energii, aby się żywić. Ja na przykład czerpię moc z ludzi, którzy
poddali się w połowie wykonywanego zajęcia lub nie podjęli go w ogóle,
natomiast Ash żywi się energią emitowaną podczas stosunku. I tak jest z każdym
demonem, jednak ty i twój ojciec żywicie się czymś jeszcze oprócz energii…
- Nie mów, że krwią – przerwała
mu Dea, śmiejąc się, jednak Mephiś spojrzał tylko na nią z pobłażaniem. – No
nie! Co to ma być?! Piąta część Zmierzchu czy co?!
- To poważna sprawa, dzieweczko –
odparł Mephisto spoglądając na nią złotymi oczami. Dea zastanawiała się chwilę
czy ten kolor może mieć coś wspólnego z byciem demonem. Znając życie pewnie tak. – Jak dostaniesz swojego pierwszego
Łaknienia prawdopodobnie zabijesz człowieka, aby się pożywić. Dlatego upewnij
się, że to nie będzie Shin. Chłopak jest nam jeszcze potrzebny i nie może
umrzeć.
- Nam? Masz na myśli demonom? –
kocisko kiwnęło łebkiem, nie odrywając spojrzenia od Dei. – Przecież on jest
twoim synem! Jak możesz wyrażać się tak o własnym dziecku?!
- Demony nie kochają. Demony nie
nienawidzą. Demony nie czują smutku ani radości – odparł Mephisto poważnym tonem,
który brzmiał jakby mówił robot. – Istniejemy tylko po to, aby istnieć. Cała
nasza egzystencja skupia się na tym, abyśmy odpokutowali za swe czyny i
sprzeciwiali się Jego woli. Cierpimy za każdym razem, gdy kusimy człowieka, a
każdy z tych ludzi zbliża nas do wybawienia, do ponownego Sądu i do Jego
oblicza, którym gardzimy, bo to Jego wyrok skazał nas na to piekło, z którego
nie możemy się uwolnić. I nawet, jeżeli miałbym poświęcić swego syna tylko po
to, by wspomóc Terrę, zrobię to. A ty, jako córka Lucifera – Armagedon Lucifer
Deis, przejmiesz pozycję władcy w Terra Rebellem i poprowadzisz naszą armię na
III Wojnę o Niebo – ostateczną rozgrywkę między siłami dobra i zła.
- Pf, zmuście mnie… – warknęła
zirytowana na kocura. Nagle usłyszała przeciągły jęk dobiegający gdzieś z
ciemnego zaułka po ich lewej stronie. – Coś słyszałam. Pójdę sprawdzić –
powiedziała i naprawdę delikatnie położyła śpiącą dziewczynę na ziemi, a
Mephisto zeskoczył z jej ramienia.
- Dea, zakazuję ci tam iść!
- Zamknij się, głupi kocie –
powiedziała i uśmiechnęła się do Mephista, który trząsł się z wściekłości na
dziewczynę. – Nic mi nie będzie. Tylko coś zobaczę i za minutkę wrócę, okay?
Mephistopheles nie zdążył zareagować, ponieważ dziewczyna już
zmierzała w stronę zaułka. Nagle za jego plecami usłyszał cichy, wcale nie
wesoły śmiech. Spojrzał do tyłu i zobaczył, że blondynka jest przytomna.
- Wykonał swój ruch – mruknęła i
ponownie jej głowa opadła na bok. Mephisto pognał ile sił w łapkach, by
sprowadzić Shina. Wykonał ruch, wykonał
ruch, wykonał ruch… Oznacza to tyle, że znudziło Mu się czekanie, a
ostateczna rozgrywka właśnie się zaczęła.
Tym czasem, kiedy Mephiś próbował
dogonić Shina i wszystko mu wytłumaczyć, Dea coraz bardziej zagłębiała się w
mroczny zaułek, aż zauważyła obleśnego faceta i próbującą wyrwać się mu młodą
dziewczynę. Jej ruchy były coraz wolniejsze a każdy kolejny cios słabszy od
poprzedniego, przez co mężczyzna uśmiechał się coraz szerzej. Dea zaatakowała
oblecha, odciągając jego uwagę od dziewczyny, która opadła bezwładnie na usianą
śmieciami ziemię. Jednak mężczyzna był znacznie silniejszy i szybszy niż
początkowo wydawało się czarnowłosej. Nie doceniła go, przez co facet kopnął
ją, a ona poleciała na ścianę, uderzając w nią z całych sił. Głową… Zawirowało
jak na karuzeli, obraz rozmazał się przed oczami, kiedy na chwiejnych nogach
wstała. Mężczyzna zbliżył się powolnym krokiem do Dei i chwycił jej włosy w
garść, ciągnąc dziewczynę do ziemi i powalając ją. Podniósł rękę do góry, by
zwiększyć siłę ciosu, który na pewno pozbawiłby dziewczynę przytomności, jak
nie i życia, ale coś nagle eksplodowało, odrzucając mężczyznę na kilka metrów w
powietrzu. Opadł jak szmaciana lalka u stóp dziewczyny, z której ciała
wydobywała się dziwna, falująca, czarna energia, pełznąca po ziemi i docierająca
do ciała mężczyzny. Dea patrzyła przerażona jak ta dziwna mgła, czy co to tam
było, wspina się po ciele oblecha, rozpuszczając jego skórę niczym kwas, by w
końcu dojść do ust i wniknąć do środka. Nagle oczy mężczyzny rozszerzyły się,
ukazując przekrwione białka, a facet zaczął się dusić. Z każdego otworu w jego
ciele sączyła się czarna krew, nie czerwona, a kiedy opadła na podłoże, z
kropelek unosiła się czarna mgła i wyparowywała. Równie nagle jak się zaczęło,
tak się skończyło. Ciało człowieka znieruchomiało na ziemi, wypuszczając
jeszcze z ust resztkę czarnej energii, która jak poprzednio rozpłynęła się w
powietrzu, natomiast pozostał zapach…
Dziwny, metaliczny, przyciągający
zapach napłynął do nozdrzy Dei powodując, że jej oczy rozszerzyły się z
podekscytowania. Adrenalina wypełniła jej wnętrze, kiedy wstała i leniwym
krokiem udała się w stronę mężczyzny, jednak za nim do niego doszła, usłyszała
cichy jęk po drugie stronie. Obróciła się, przypominając sobie uratowaną
dziewczynę i podeszła do niej. Pociągnęła nosem wyczuwając wanilię i coś
ostrzejszego, co tłumiło ten słodki aromat. Dopiero po chwili jej mózg
skwalifikował odór, jako narkotyk. Pomimo, że zapach narkotyku drażnił ją,
zbliżyła się jeszcze bardziej do dziewczyny, chwytając jej ciało i przyciągając
do ust. Odchyliła głowę nieprzytomnej nieznajomej i zniżyła głowę niemal
dotykając ustami jej szyi. Wyczuła pulsujący pod powierzchnią płyn,
przyciągający ją jak światło ćmę na zgubienie, a Dea nie potrafiła się
powstrzymać. Wbiła wyostrzone pod wpływem adrenaliny kły w ciało dziewczyny, a
krew wypełniła jej usta. Jej mózg zalała fala rozkoszy powodując, że jeszcze
ciaśniej zbliżyła się do dziewczyny. Jeszcze, jeszcze, jeszcze…!
Nagle coś wyrwało ją z transu, odciągając od dziewczyny i od jej
przepysznej krwi. Zaczęła się wyrywać, ale ktoś trzymał ją niezwykle mocno w
swych ramionach, unieruchamiając ciało czarnowłosej.
- Puść mnie! – wrzasnęła i
ponownie zaczęła się szamotać. – Chcę jeść!!! Ona jest taka pyszna, ciepła,
rozpływająca się w ustach rozkosz. Wypuść mnie! Napiję się jeszcze tylko
troszkę, zgoda? Proszę! Błagam! Potrzebuję tego…
Spojrzała w zielone oczy chłopaka, w których dostrzegła wahanie.
Shin patrzył na Deę z przerażeniem, a jednocześnie ze współczuciem. To nie jej
wina, że dostała Łaknienia, ale nie mógł pozwolić, by zabiła kolejną osobę.
- Zgoda – odpowiedział po chwili
i poluzował chwyt, jednak wciąż nie dając dziewczynie możliwości do ucieczki. –
Napij się mojej krwi.
Spojrzała na niego zachwycona i
nie czekając na ponowne zaproszenie przylgnęła do szyi chłopaka, ponownie
zanurzając kły w ludzkim ciele. Piła nachalnie i nieprzerwanie, nie przejmując
się tym, że Shin w pewnej chwili upadł na ziemię. Czuła jego puls w ustach,
wypełniający jej myśli niczym melodia. Melodia, która drastycznie słabła,
opadając niemal do minimum. Shin umiera…
Ta myśl otrzeźwiła ją na tyle, że oderwała się od ciała chłopaka i spojrzała na
niego. Miał coraz wolniejszy oddech, a skóra stała się biała jak papier.
Wysączyła go niemal do ostatniej kropli. Jeśli nie znajdzie się w szpitalu,
umrze.
- Przepraszam – szepnęła ze łzami
w oczach, nie wiedząc, co ma robić. Powinna była słuchać Mephisto, gdy mówił
jej, że pierwsze Łaknienie zabije człowieka.
I jak na zawołanie do zaułka
wpadł kocur, zaczepiając się pazurkami na bluzce Dei.
- Nienawidzę szczurów – mruknął z
bijącym szaleńczo serduszkiem w piersi, po czym spojrzał na Shina i zeskoczył
na jego pierś. Stanął na tylnych łapkach i podszedł do ust chłopaka.
- Przepraszam Mephi, nie
posłuchałam cię i teraz Shin umrze – wyszlochała przerażona dziewczyna.
Mephisto spojrzał tylko na Deę i prychnął rozdrażniony. – Wy
ludzie, kiedy przyjdzie co do czego, to od razu zaczynacie ryczeć, zamiast
przez chwilę pomyśleć. Spójrz! Jeszcze żyje, a jak bije mu serducho, to wciąż
można go ocalić. A teraz przestań ryczeć i patrz, bo nie pokażę ci więcej!
Wyciągnął przed siebie łapkę i pojawił się malutki flakonik,
którego zawartość spłynęła do ust chłopaka powodując, że kolory momentalnie
powróciły na jego skórę. Oddech blondyna pogłębił się i teraz wyglądał jakby
był pogrążony we śnie, a nie znajdował na skraju śmierci.
- Gotowe – miauknął Mephisto i
poszedł do wylotu zaułka. – Skoro już obudziłaś swoje demoniczne moce, to
przydaj się na coś i przytaszczaj go tu.
Dea postąpiła zgodnie z zaleceniem Mephista, nawet nie skarżąc się
na wykorzystywanie przez leniwego kocura. Chwyciła chłopaka pod rękę i okazało
się, że jest niezwykle lekki, albo to ona miała nadzwyczajną siłę. Wytaszczyła
chłopaka i położyła go obok reszty smacznie śpiących zdechlaków, opartych o
kontener na śmieci i całkowicie niezdających sobie sprawy z wydarzeń tego
wieczoru.
- No to trzeba zorganizować jakiś
transport – powiedział Mephisto i pomerdał ogonem. Ponownie wyciągnął przed
siebie łapkę i uderzył nią w ziemię, która zadrżała, by po chwili wypluć ze
swego wnętrza olbrzymiego, czarnego… psa. A właściwie psopodobną bestię z
palącym się niebieskim płomieniem ogonem. Bestia zniżyła się i spojrzała
olbrzymimi oczami na Deę, po czym skłoniła swój łeb jakby w wyrazie
pozdrowienia. – No, wpakuj te zwłoki na jego grzbiet i po kłopocie. Lessi
podrzuci nas do Akademii, a stamtąd jakoś sobie poradzimy.
Dziewczyna zapakowała wszystkie trzy ciała na grzbiet bestii, po
czym sama usadowiła się na „wierzchowcu” i złapała go za futro. Mephisto
wskoczył na łeb Lessiego i miauknął mu coś do olbrzymiego ucha, a bestia
momentalnie skoczyła do przodu i pobiegła w stronę szkoły.
Nocne powietrze smagało
dziewczynę po twarzy, ale ona czuła tylko gorąco pulsujące w jej żyłach.
Obserwowała energię wydostającą się z jej ciała i opadającą na ziemię jak mgła,
by w zetknięciu z powierzchnią wyparować. Czuła, że coś zmieniło się w jej
wnętrzu, jakaś mroczna siła zagnieździła się w okolicach serca, by w każdej
chwili opanować je i przejąć władzę nad ciałem czarnowłosej. Była to jej
demoniczna część, jej przeznaczenie, do którego niefortunnie zbliżała się coraz
bardziej w miarę jak próbowała od niego uciec.
Ale przeznaczenie zawsze nas
dopada, prędzej czy później…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz