„I choćbyś ziemskiej drogi miał
już dosyć, iść musisz dalej.
By w mroku niepewnym samotna
gwiazda, tobie przypisana miała oparcie.
Drogowskaz spadania.”
~ Jacek Dehnel
Dea otworzyła powieki i ujrzała
nad sobą zielone oczy Shina, obramowane spływającą w dół czerwienią. Chłopak
leżał na niej, osłaniając dziewczynę przed szklanymi odłamkami fruwającymi w
powietrzu, a z rozcięcia na jego twarzy ciekła krew i kropelkami spadała na
usta czarnowłosej.
- Nic ci nie jest? – zapytał, a
jego wargi wykrzywiły się z bólu. Dea pokręciła głową, na co chłopak podniósł
się, uwalniając ją spod swego ciężaru. Nareszcie mogła dostrzec sprawcę tego
całego zamieszania, jednak nie spodziewała się, że będzie to osoba najmniej
mile widziana…
Mężczyzna postąpił krok naprzód,
a jego olbrzymie białe skrzydła z jasnobłękitnymi końcówkami piór poruszały się
za nim, delikatnie rozkładając się i składając.
- Głupia, plugawa istoto! –
warknął Mikael, podchodząc jeszcze bliżej Dei i Shina. Ash i Mephisto właśnie
podnosili się po odrzuceni przez falę powietrza wywołaną przybyciem Archanioła,
a Miracle próbowała w bardzo „delikatny” sposób ocucić powalonego pod ścianą
Keia, napieprzając go po pysku to z prawej, to z lewej. – Coś ty uczyniła
Gabrielowi?!
- Mikael! – wrzasnął Shin,
chowając czarnowłosą za swoimi plecami. – Jeśli wysłał cię tu ten laluś, to
przyrzekam, że powyrywam mu wszystkie piórka z tych jego zasranych skrzydełek!
- Obawiam się, że nie będziesz
miał takowej możliwości… – odparł archanioł, a jego oczy wypełniły się smutkiem i goryczą. – Jeśli nie
przekonam Pana, aby dał mu jeszcze jedną szansę, Gabriel albo zostanie strącony
albo unicestwiony…
Po słowach Mikaela nastąpiła w
pokoju cisza, przerywana jedynie przez podmuchy wiatru wpadające do gabinetu i
hulające pomiędzy meblami.
- Co takiego? – zapytała Dea,
wychylając się zza pleców blondyna i podchodząc do anioła. – Jak to zostanie
strącony albo unicestwiony?
- Gabriel chce upaść. I to przez
ciebie. Pan zwołał nadzwyczajne posiedzenie w tej sprawie.
To niemożliwe, pomyślała Dea przypominając
sobie ich wcześniejszą rozmowę. Przecież
on żartował… prawda?
- Nadal nie rozumiem, co ma z tym
wspólnego córka Lucifera, Mikaelu – odezwał się Mephisto ze swojego fotela.
- Jeśli ta dziewczyna nie pojawi
się w Luminosie do północy, nie będziemy mieli żadnej szansy na uratowanie
Gabriela.
- Nie – odparli równocześnie
Mephisto, Ash i Shin ponownie próbujący zasłonić czarnowłosą.
- Zgadzam się! – odparła bez
wahania Dea, nie zważając na sprzeciw swoich przyjaciół. – Pomogę ci uratować
Gabriela, jednak nie robię tego dla ciebie, Mikaelu, tylko dla Gabriela.
Archanioł spojrzał jej w oczy próbując zrozumieć tok myślenia tej
dziewczyny. Musiała wiedzieć, że wszystkie anioły na świecie pragną ją w jakiś
sposób zniszczyć, a teraz pchała się prosto w paszczę lwa z napisem „zjedz
mnie”. Naprawdę, czy ta dziewczyna ma w
sobie najmniejszej drobinki instynktu zachowawczego?
No, ale cóż, osiągnął to, po co tu przybył i los tej głupiej i
naiwnej istoty nie będzie go już obchodził po procesie.
- Dobrze, rusza…
- Czekaj! – przerwał mu Mephisto,
podnosząc się z fotela i wyciągając z szuflady fajkę. Pstryknął paluszkami i
tytoń zapalił się ciepłym blaskiem. – Nie puszczę jej samej, Mikaelu.
Demon i Archanioł wymienili
między sobą napięte spojrzenia, jednak tym razem Mephisto wygrał walkę.
- Zgoda, może iść z nią dwójka –
powiedział zrezygnowany Mikael. Kocur otwierał już pyszczek, aby wydać werdykt,
kto idzie z czarnowłosą, jednak nie zdołał nic wymruczeć, ponieważ ponownie
głos zabrał archanioł. – Do Luminosy nie mają wstępu żadne demony,
Mephistophelesie. Nie ma tu wyjątków.
No i to zamknęło koteczkowi usteczka na dobre. Spojrzał bezradnie
na Deę, przekazując jej, że to ona ma wybrać. Nagle przed dziewczyną,
usadowiony na biurku i machający jak dziecko nóżkami, zjawił się Lucah -
tajemniczy chłopak grający na fortepianie z wcześniej. Dea rozejrzała się po
osobach obecnych w pokoju, jednak zdawało się, że nikt nie zauważa przybysza.
- Niech pójdą z tobą mężczyźni
radzi do Miasta Świateł, skrytego przed wzrokiem wielu. I tam wystąpisz przed
oblicze Absolutu i rzekniesz te oto słowa „Jam jest ta, która zbłądziła i
prowadziła zbłąkanych ku ciemności. Ciemność jest mi Panią, a ja jestem Jej
sługą, lecz nie każ zbłąkanej istoty żałującej za swe grzechy. Przyjmę na swe
ciało karę tego Archanioła Gabriela i odejdę z Twego Królestwa.” W
przyjaciołach swych zaufanie pokładaj i w mych słowach znajdź odpowiedź.
Niebawem znów spotkać się z Tobą rad będę. – po czym, ponownie jak ostatnim
razem, chłopak zniknął.
Co tu się dzieje do cholery?!
Jednak nie było czasu, aby rozmyślać nad kolejnymi kłopotami, bo oto wszyscy
zebrani wpatrywali się w nią jak w malowany obrazek.
- No wiec... ten tego, no... eh,
wezmę Shina i Keia – wydukała w końcu, wpatrując się w podłogę.
- Zgoda – zadecydował
Mephisto, zeskakując z krzesełka i dreptając w stronę nadal nieprzytomnego
chłopaka. Pochylił się i chuchnął na jego twarz, a Kei momentalnie się ocknął.
- Krople cucące? – wychrypiał
człopaczek, podnosząc się i opierając o ścianę.
- Czepiasz się szczegółów. Jadłem
przed chwilą tuńczyka – warknął kocur i odwracając się, przypieprzył chłopakowi
ogonem prosto w twarz. – Zbieraj dupę w troki, Krewko. Lecisz z gołąbkami do
Miasta Świateł.
- Ale...
- Żadnych "ale" Krwawy
Jeźdźcze. Idziesz i kropka. Popilnuje mnie Mroczny. Koniec rozmowy!
Nikt już nie dyskutował z wściekłym kotem. Kompania powlekła się
za Mikaelem do olbrzymiego pokoju, którego nikt wcześniej nie zauważył. W
pomieszczeniu panował półmrok, jednak dało się dojrzeć kilka łóżek
poustawianych pod ścianami. Na trzech z nich leżeli Gabriel, Rafael i Mikael,
porażeni w głębokim śnie.
- Mikaelu, o co tutaj chodzi? – zapytała
Dea zdziwiona śpiącymi ciałami. Powoli zaczęła się wycofywać z powrotem na
korytarz. – Przecież mówiłeś, ze Gabriel jest w Luminosie i... co ty tam robisz, skoro
jesteś tutaj?
- Każda istota żywa czy to demon,
czy anioł, czy nawet człowiek przed śmiercią posiada Formę Astralną i Formę
Pierwotną, nazywaną Istnieniem. Forma Astralna, inaczej Esencja, to coś w
rodzaju energii ożywiającej Istnienie - w chrześcijaństwie nazywana również
duszą, natomiast Istnienie to materialne ciało, które nie przetrwałoby bez
Esencji – wytłumaczył powoli i spokojnie anioł, jakby rozmawiał z dziećmi, ale
wobec niektórych po prostu nie dało się inaczej… Zamknął drzwi i przekręcił je
na klucz. – Kiedy umiera człowiek, jego Istnienie kończy się, gnije w ziemi lub
zostaje spalone, natomiast Esencja idzie do Luminosy, jako Zbawiona Dusza, albo
do Terry, tym samym stając się demonem, lub trzecia opcja: przemienia się w
Onyksa, nienależącego ani do Luminosy ani do Terry…
- A co z demonami i aniołami? Bo
jakoś nie wyglądają jakby gnili lub nadpalali się – przerwała
mu dziewczyna, wytrzeszczając patrzałki z zaciekawienia. Mikael dostrzegł, że
jej krwiste oczy rozbłysnęły z pragnienia poznania. Anioł widział już kiedyś
coś takiego, u innej kobiety, tysiące lat wcześniej, jednak to nie był czas i
miejsce na rozpamiętywanie przeszłości. Kiedyś, innym razem…
- Istnieje także Forma Wtórna
funkcjonująca pod nazwą Powłoki. Taką formę mogą wytworzyć jedynie demony i
anioły, gdyż ich pierwotne Istnienie uległo degradacji. W ciągu całego życia
mogą mieć kilka Powłok w odstępach czasowych, jednak niektórzy posiadają dwie
Powłoki w tym samym czasie np. Ashmodei, ale stworzenie i utrzymanie obu
kosztuje bardzo dużo energii…
- No, ale co z tymi ciałami?! –
zniecierpliwiła się czarnowłosa, na co Miki obrzucił ją jednym z tych
„kamieniujących” spojrzeń, a dziewczynę momentalnie przeszły dreszcze.
- Do Miasta Świateł czy do Ziemi
Upadłych nie można wejść w materialnej formie. Przenika tam jedynie Esencja,
która po przekroczeniu bram przybiera postać Istnienia. Dlatego pozostawiamy tu
Powłoki i w dalszą drogę udajemy się pod postacią Esencji.
Cała trójka zgodnie kiwnęła łebkami, choć wciąż odczuwali
niepokój. I właściwie, jak mieli niby to zrobić?! Chyba po prostu nie położą
się i nie zasną, co nie…?
Oh, fuck pomyślała Dea, spoglądając na
tego cholernego aniołka i na jego super poważną i skupioną twarzyczkę.
- Najprostszym sposobem na wyodrębnienie Esencji jest sen.
Pozostanę tutaj i pomogę wam – powiedział, jakby czytał jej w myślach i opadł
na fotel czekając, aż reszta się położy i zaśnie. Nie mieli innego wyjścia.
Podeszli do łóżek i zapadli się w miękką pościel, zamykając oczy i zagłębiając
się w mroczną przestrzeń swoich umysłów.
Dea poczuła jak czyjeś ręce
chwytają ją i ciągną w górę ku białemu światłu. Otworzyła oczy i zalała ją
eksplozja barw. Każdy kolor w pomieszczeniu był o wiele wyraźniejszy – od
ciepłych żółci, pomarańczy i brązów, kończąc na stonowanych błękitach,
granatach i zieleniach. Spojrzała w dół wprost na swe ciało pogrążone w głębokim
śnie.
- W porządku? – odezwał się Shin
stojący zaraz obok niej. Obróciła się w jego stronę i zapatrzyła w niesamowitą
barwę oczu chłopaka. Nie były zielone, tak jak jej się wcześniej wydawało. Całą
tęczówkę pokrywały setki malutkich, naprzemiennie zielonych i złotych
kropeczek, tworząc niezwykłą mozaikę. Jak
skrzydła motyla, pomyślała oczarowana ich głębią dziewczyna.
- Taa, wszystko gra – odparła po
chwili i skierowała się ku czekającemu na nich Mikaelowi, by blondyn nie
zauważył wypływających na jej twarz rumieńców. Cholerni faceci! Dlaczego oni zawsze muszą być tacy przystojni?!
- Skoro wszyscy już jesteśmy, to
czas ruszać w drogę…
- Ale gdzie jest Kei Liang Xu? –
zapytała dziewczyna, rozglądając się po pomieszczeniu, jednak chłopca nigdzie
nie było.
- Spokojnie – odparł Mikael. –
Jeździec również tu jest, ale pod trochę inną postacią. Zobaczycie się z nim
jak tylko przekroczymy bramy Luminosy. Zamknijcie oczy i odliczajcie do
dziesięciu – polecił i podszedł do nich. Shin i Dea posłusznie wykonali polecenie
anioła i po chwili poczuli jak ciepłe powietrze wiruje wokół i unosi ich ku
górze.
- Możecie otworzyć oczy –
powiedział Mikael, a reszta rozwarła patrzałki i… zalało ich jasne, ciepłe
światło sączące się jakby zewsząd. Za nimi znajdowały się olbrzymie,
srebrno-niebieskie i wysokie na kilka metrów bramy. Ich powierzchnia została
wyrzeźbiona w niezwykle precyzyjny sposób – miliony zawijasów i kresek tworzyły
wspaniały obraz drzewa z rozłożystymi gałęziami, na którego pniu znajdował się
napis „Exodus”. Naokoło ferajny przepływały śnieżnobiałe, beżowe i rumiane
obłoki. Wznosiły się wyżej i wyżej, prosto ku strzelistym, lśniącym w słońcu
budynkom. Widok zapierał dech w piersiach, jednak większym zaskoczeniem okazał
się być… Kei Liang Xu. Chłopiec wyglądał na sześć, góra siedem lat. Oczy i
włosy miał czarne jak noc, a skórę bladą i pokrytą piegami. Był taki
słodziutki, że aż Dea miała ochotę go przytulić i wycałować!
- Chodźmy – polecił Mikael, tym
samym przerywając fantazyjne eskapady Dei o tuleniu dzieci, i poprowadził ich w
głąb Miasta Świateł. W miarę zagłębiania się wszystko nabierało wyrazistości.
Ulice pokrywał jasnobeżowy bruk, a kamieniczki pomalowano w odcieniach bieli i
żółci. Dzieci ganiały się pomiędzy ich nogami, a dorośli spoglądali na ferajnę
z okien, od czasu do czasu wołając dziatwę do domów. Młode panienki uśmiechały
się rozanielone na widok Mikaela i machały mu chustkami. Zupełnie jak w średniowiecznym miasteczku, pomyślała Dea
oszołomiona tym niezwykłym widokiem.
- Jesteś strasznie popularny, co?
– zagadał anioła Shin, uśmiechając się po shinowatu i szturchając Mikaela w
ramię, na co ten warknął coś pod nosem. I kiedy tak chłopaki prowadzili
„przyjacielską” gadkę szmatkę, Dea zwolniła i zrównała kroku z dreptającym za
nimi chłopcem.
- Dobrze się czujesz? – spytała
zaniepokojona, ponieważ chłopiec dyszał i był cały czerwony.
- Tak – odparł Kei, nawet nie
spoglądając na czarnowłosą, jednak nie wyglądało, jakby wszystko było w
porządku. Nagle chłopiec potknął się i zaczął spadać, ale na szczęście Dea
złapała go nim uderzył głową w ziemię.
- Shin! – zawołała, przytrzymując
rozpalone ciało dziecka wstrząsane drgawkami. – SHIN!!!
Blondyn podbiegł do nich i chwycił Keia w swoje ramiona. – Co się
stało?
- Ja nie… nie wiem… Po prostu
nagle upadł - odparła dziewczyna na granicy płaczu. Blondyn chwycił mocniej
chłopca i podszedł do Mikaela spoglądającego na nich z zainteresowaniem. – Jest
tu gdzieś szpital albo jakiś lekarz?
- Skręćcie w prawo i idźcie
prosto. W ostatnim domu załatwiłem wam pokoje. Połóżcie go do łóżka, a ja
postaram się kogoś sprowadzić – odpowiedział, po czym odszedł, zostawiając Deę
i Shina samych bez dalszych wyjaśnień. Jego biało-niebieskie skrzydła zalśniły,
gdy wzbił się w powietrze i zniknął w jasnoróżowych chmurach.
Shin i Dea pognali uliczkami,
szukając owego domu. W końcu go znaleźli, a starsza kobieta widząc ich z chorym
dzieckiem, od razu zaprowadziła spanikowanych ludzików do pokojów. Shin położył
chłopca na łóżku i sprawdził jego temperaturę, natomiast Dea zmoczyła
chusteczkę i przyłożyła Keiowi do czoła, aby choć trochę go ostudzić, jednak
pomimo ich usilnych starań, stan chłopczyka wciąż się pogarszał. Na szczęście w
pewnym momencie do pokoju wkroczył Mikael, a zaraz za nim zgarbiony,
pomarszczony staruszek podpierający się na lasce, z długą do ziemi, białą
brodą. Istny Gandalf, pomyślała
dziewczyna na widok mężczyzny. Nie spoglądając na nikogo, podszedł do Keia i
przyłożył swoje powykręcane reumatyzmem palce do rozpalanego czoła chłopca.
Westchnął głęboko i zamknął oczy, całkowicie skupiając się na pacjencie. Po
chwili odwrócił się do oczekujących i spojrzał każdemu po kolei w patrzałki,
zatrzymując się na Archaniele.
- Mogę cię prosić o opuszczenie
na chwilę pokoju, Mikaelu? - zwrócił się do anioła. Mówił głosem spokojnym i równym,
jednak w jakiś dziwny sposób nie zabrzmiało to jak prośba, a bardziej jak
rozkaz.
- Oczywiście, Zadkielu –
odpowiedział anioł z szacunkiem, zachowując swoją kamienną maskę, jednak
dziewczyna dostrzegła, że zacisnął dłoń w pięść tak mocno, aż zbielały mu
kłykcie. – Zostanę za drzwiami, gdybyś mnie potrzebował.
- Nie będzie takiej potrzeby –
zbył go staruszek i odwrócił się przodem do zgromadzonych, a plecami do
archanioła, na co ten wyszedł pośpiesznym krokiem, przy okazji trzaskając
drzwiami.
- Wciąż zachowuje się jak dziecko
– westchnął mężczyzna, pocierając zmarszczone czoło.
- Taa, znam ten ból. – dorzucił
Shin, spoglądając wymownie na czarnowłosą.
Mężczyzna cicho się roześmiał gromkim śmiechem. – Ah, ta młodość.
Nie ma nic lepszego na świecie… Yhym, jestem Archanioł Zadkiel - Uzdrowiciel i
Mędrzec. Miło mi was poznać, dzieci.
- Nam również miło, Archaniele,
jednak, co z naszym towarzyszem? – odezwała się Dea po raz pierwszy od
przybycia Zadkiela.
- Cóż… Wszystko tak naprawdę
zależy od ciebie, młoda damo – odparł, spoglądając na nią mądrymi, szarymi
oczami, obleczonymi niezliczoną ilością zmarszczek. – Czy zechciałabyś mi
pomóc? – zapytał, wyciągając sędziwą, pokrytą bliznami dłoń ku dziewczynie.
Dea po chwili niepewności
chwyciła dłoń Archanioła i podeszła do niego, na co starzec uśmiechnął się do
niej spękanymi ustami. – Twój ojciec, brat Zachariasz miał rację, co do ciebie,
moja droga. Powiedział, że jesteś o wiele silniejsza niż się może niektórym
zdawać i w dodatku uparta, a to czyni cię niezwykłą przyjaciółką… Yhym,
przejdźmy jednak do naszego pacjenta. Powodem jego obecnego stanu jest amnezja.
W Luminosie mogą przebywać tylko ci zmarli, którzy pamiętają moment swej
śmierci, natomiast Kei Liang Xu w jakiś dziwny sposób zapomniał, przez co Luminosa
chce go unicestwić. Tym samym, jeżeli odzyska swe wspomnienia, jego stan
powinien wrócić do normalności, jednakże… – zawiesił głos, nie kończąc
zdania i tym samym sprawiając, że w powietrzu pojawiło się napięcie.
- Jednakże, co?! – warknął Shin,
powoli tracąc cierpliwość, jednak anioł nie dał się sprowokować.
- Obecnie, jedynie Armagedon
Lucifer Deis może wniknąć w umysł chłopca, nie zabijając go przy tym, ale
istnieje spore ryzyko, że sama może się zatracić we wspomnieniach. Podczas
Podróży Astralnej całkowicie znika granica między jedną osobą a drugą - ich
wspomnienia łączą się i mieszają, co może spowodować zagubienie się w ich
fragmentach.
Dziewczyna zawahała się nad decyzją. Pamiętała jeszcze zapiski z
pamiętników ojca mówiące o zatraceniu się w ciemności. Czy ojciec mógł mieć to na myśli? Spojrzała na chłopca wstrząsanego
drgawkami, z bladą, pokrytą potem skórą i z olbrzymimi cieniami pod oczami. Nie
mogła go tak zostawić, szczególnie, że czuła się odpowiedzialna za niego.
- Co mam zrobić? – zapytała,
podejmując decyzję. Nigdy nie wybaczyłaby sobie śmierci któregokolwiek z jej
przyjaciół, tylko dlatego, że się bała.
Anioł przyłożył jej dłoń do
piersi chłopca, tuż nad sercem i szepnął do ucha dziewczyny – Wsłuchaj się w
bicie swego serca. Połącz je z biciem Keia. Niech poniesie cię w głąb
wspomnień.
Dziewczyna posłuchała Zadkiela i zamknęła oczy, wsłuchując się w
miarowy rytm wybrzmiewający w jej piersi i niespokojne wibracje pod ręką. Dała
się im porwać, ponieść w głąb, w ciemność wypełnioną bólem, zimnem i
opadającymi płatkami śniegu…
Jestem
w jakimś domku zrobionym z bali. Siedzę na bujanym fotelu, przykryta kocem i
wpatruję się w ogień, płonący w palenisku.
-
Kei… Kei… – słyszę cichy, dziewczęcy głos nad sobą. – Wychodzę po drewno.
Zostań tutaj i nie wychodź, dobrze? Postaram się za niedługo wrócić, braciszku.
Odwracam głowę i spoglądam w
ciemne oczy mojej starszej siostry, jedynej rodziny, która mi pozostała. Kiwam
głową i przytulam się do dziewczyny. Jej ciemne włosy łaskoczą mnie w skórę, a
ciepłe ręce głaszczą po plecach. – Kiedy wrócę, opowiem ci bajkę.
-
Uważaj na siebie, Bia – szepczę, puszczając siostrę. Dziewczyna uśmiecha się
jeszcze do mnie i wychodzi, a ja zostaję sama…
Mija
godzina, mijają dwie i trzy, a ona nadal nie wraca. Mam złe przeczucia. Bia
nigdy nie wychodziła na tak długo. Postanawiam jej poszukać, choć strasznie
boję się wyjść na zewnątrz, jednak nie mogę pozwolić by mój strach zawładnął
mną. Ubieram się i wychodzę, pozostawiając za sobą ciepło i bezpieczeństwo.
Zaczyna zmierzchać, ale już i tak jest strasznie zimno. Spoglądam w niebo na
wirujące w tańcu płatki śniegu. Mój oddech tworzy obłoczek pary przede mną,
mieszając się z białymi płatkami. Ruszam w kierunku lasu z nadzieją, że moja
siostra jest cała i zdrowa.
Wędruję
przez długi czas między drzewami. Słońce już dawno zaszło, pogrążając cały
świat w ciemnościach. Idę coraz dalej w głąb lasu, aż w końcu sama nie wiem,
gdzie jestem. Tak bardzo się boję! Gdzie jesteś, siostrzyczko?! Proszę, przyjdź
po mnie! Jednak nie mogę się poddać. Śnieg pada coraz mocniej i wszystko, co
teraz widzę, to czerń i biel, zupełnie jakby ktoś wyłączył każdy kolor w
świecie.
Idę
dalej pomiędzy drzewami, co rusz przewracając się i wpadając w zaspy. W pewnym
momencie potykam się o coś i ląduję twarzą w śniegu. Podnoszę się i spoglądam
za siebie. Serce staje mi w gardle… Widzę ją… Leży na ziemi, okryta białymi
płatkami zupełnie jak pierzyną. Oczy ma zamknięte i ręce rozrzucone, jakby
nagle upadła. Podchodzę do niej i klękam przy siostrze. Dotykam jej ciała,
starając się ją obudzić. Boże, jest taka zimna!
-
Hej, siostrzyczko, obudź się… – szepczę, starając się uśmiechnąć. – Znalazłem
cię! Wróćmy razem do domu…
Jednak moja ukochana Bia nadal
nie otwiera oczu…
-
Bia, obudź się! – mówię już głośniej, potrząsając jej ciałem. – Bia, nie
zostawiaj mnie tutaj! Błagam siostrzyczko, obudź się! Obiecałaś, że wrócisz i
opowiesz mi bajkę! Bia? Proszę, otwórz oczy…
Ale pomimo moich usilnych próśb,
siostrzyczka nadal się nie budzi.
-
Zimno ci, prawda? Jeśli cię ogrzeję, to obudzisz się? – pytam z nadzieją. Kładę
się obok niej i przytulam do lodowatego ciała dziewczyny. Leżymy tak długi
czas, a śnieg wiruje nad naszymi głowami.
Jest
mi coraz zimnej i czuję się coraz bardziej zmęczona, ale nie mogę pozwolić
sobie zasnąć. Jeszcze nie, dopóki siostrzyczka się nie obudzi i nie wrócimy
razem do domu.
-
Sio… siostrz… siostrzyczko… Bę… będzie… dob… dobrze… Prawda? – szepczę,
opadając w lodowatą ciemność. Po moim policzku spływa łza i spada na ziemię,
zamieniając się w piękny, niepowtarzalny płatek śniegu…
Dea obudziła się, łapczywie
chwytając powietrze w płuca i uwalniając się z nurtu wspomnień chłopca. Wciąż
odczuwała wszechogarniające zimno i w jakiś dziwny sposób nadal czuła łzy Keia
spływające po policzku. Podniosła rękę do oczu i ze zdziwieniem zauważyła, że
tak naprawdę ma suche policzki. Tak bardzo chciało się jej płakać, a łzy wciąż
nie spływały, jednak z jej gardła wyrwał się szloch, całkowicie szokując
zebranych. Nie potrafiła się opanować. Co
takiego mogła zobaczyć, że aż tak ją to dotknęło?, to pytanie każdy zadawał
sobie w myślach, zbyt nieśmiały by zadać je na głos. Dziewczyna skuliła się i
ukryła twarz między kolanami. Dea,
uspokój się! No już!, nakazała sobie, jednak nadal nie potrafiła się
opanować.
- Siostrzyczko… – usłyszała
cichy głosik dobiegający od strony łóżka. Podniosła głowę i zauważyła, że Kei
obudził się i wpatrywał się w nią ciemnymi oczami. – Dziękuję, siostrzyczko, że
wróciłaś do mnie…
Czarnowłosa momentalnie poderwała się z ziemi i znalazła obok łóżka
chłopca, uśmiechając się smutno do niego.
- Cieszę się, że się obudziłeś,
Kei – powiedziała roztrzęsionym głosem. – Jednak nie jestem twoją Bią. Nazywam
się Dea.
- Wiem, ale byłaś tam… przy mnie,
kiedy umierałem… i mówiłaś mi, że wszystko będzie dobrze… Dziękuję ci za to –
szepnął, a jego oczy ponownie zaczęły się zamykać.
Archanioł podszedł do dziewczyny i położył dłoń na jej ramieniu. –
Teraz nic mu już nie będzie. Potrzebuje jedynie odpoczynku, więc przeniesiemy
go do drugiego pokoju, a ty tym czasem pójdź z Mikaelem, moja droga. Czeka na
ciebie za drzwiami.
- Dobrze – odparła dziewczyna i
skierowała się ku wyjściu. Nagle poczuła jak Shin chwyta ją za ramię i obraca
ku sobie.
- Nie mogę z tobą iść, Deo –
mruknął Shin, przyciągając ją do swojej piersi. – Uważaj na siebie i nie ufaj
tym wszystkim aniołom. Zobaczymy się za niedługo.
- Obiecałeś pójść ze mną do kina,
więc mam zamiar wybrać się na największy romans świata – postraszyła go
czarnowłosa, aby rozładować napięcie malujące się na jego twarzy, a Shinuś
pobladł na twarzyczce na samą myśl o „największym romansie świata”.
- Jeszcze jedno, moja droga –
dorzucił na koniec archanioł, spoglądając na dziewczynę szarymi oczami. – Nie
możesz nikomu wyjawić, co potrafisz. Ani Mikaelowi, ani Mephisto, ani nikomu
innemu. To samo tyczy się ciebie, chłopcze – zwrócił się tym razem do Shina. –
Umiejętność Podróży Astralnej III stopnia, jak nazywam to, co przed chwilą
zrobiłaś, jest niezwykle rzadka i dla niektórych może stanowić zagrożenie.
Toteż, nigdy nikomu nie opowiadaj o tej umiejętności, choćby nie wiem co się
działo. Jasne? – dziewczyna kiwnęła jedynie głową i to samo zrobił Shin.
Dea delikatnie wyswobodziła się z
objęć blondyna i posłała mu niepewny uśmiech, po czym wyszła na korytarz,
zostawiając chłopaków pod pieczą Archanioła. I tak jak się spodziewała, Mikael
czekał na nią z marsową minką. Gniewnie
ściągnął brwi, a usta zacisnął w wąską linię. Anioł obrzucił ją zirytowanym
spojrzeniem, by następnie odsunąć się od ściany i wyprowadzić Deę na zalaną
słońcem ulicę. Nie obejrzał się za siebie ani razu, by sprawdzić, czy
dziewczyna podąża za nim, lecz szedł równym krokiem wciąż do przodu, zupełnie
nie zwracając uwagi na otoczenie. W pewnym momencie do Dei dołączył Lucah,
ponownie pozostając niewidocznym dla innych osób.
- Nie lękaj się Mikaela. Choć
wrażenie nieprzyjemne sprawia, to zaprawdę o swych przyjaciół się troszczy.
Przeto, w rękach jego bezpieczna będziesz. Miej zaufanie w mych słowach i
dumnie krocz, jak na córkę Władcy Demonów przystało…
Po raz kolejny, bez uprzedzenia, Lucah zniknął, pozostawiając za
sobą więcej pytań niż odpowiedzi. Eh,
brak mi słów, by opisać tą paranoję, pomyślała w duchu dziewczyna, starając
się dogonić coraz bardziej odległego anioła.
Niech
to się już skończy, bo zaczyna burczeć mi w żołądku…
Po kilku minutach szybkiego
marszu jej oczom ukazało się zapierające dech w piersiach, starożytne Koloseum.
Budowla zbudowana z białego, połyskującego w słońcu kamienia, otoczona
obłoczkami, z przymykającymi pomiędzy kondygnacjami grupkami gestykulujących i
śmiejących się aniołów – to wszystko sprawiało wrażenia nierzeczywistego snu na
jawie, zupełnie jakby dziewczyna zapadła w głęboką śpiączkę, z której nie mogła
się wybudzić. Dopiero głos Mikaela oderwał jej myśli od niesamowitości tego miejsca.
- Znajdujemy się w centrum okręgu
Archanielskiego. Oprócz tego są tutaj jeszcze okręgi Anielski i Ellysium, z
którego przyszliśmy. Zebranie z udziałem Absolutu wywołało niemałe poruszenie,
toteż zgromadziło się tu wielu aniołów, dlatego nie zrób z siebie… i ze mnie – dorzucił pod nosem – błazna.
Czy to jasne?
- Jak słońce – odpowiedziała
hardo dziewczyna, patrząc Mikaelowi w oczy. Nie mogła się teraz wycofać. To nie
leżało w jej naturze. Poza tym, nie zamierzała dać satysfakcji archaniołowi,
prosząc go o pomoc. Prędzej umrę, niż
pozwolę ci mnie zastraszyć, cholerny archaniołku…
Przepchnęła się obok z deczka zaskoczonego Mikaela i przeszła do
wnętrza budynku. Jej uszy wypełniły setki, jak nie tysiące, różnorodnych głosów
oraz towarzyszący im szum skrzydeł raz po raz uderzających w powietrze. W
ciągnących się w górę okrągłych rzędach siedzieli aniołowie pogrążeni w
rozmowach. Nagle dziewczyna poczuła jak ktoś chwyta ją za ramię i ciągnie do
pierwszego rzędu, usytuowanego dokładnie naprzeciwko złotego tronu.
- Prosiłem, żebyś nie robiła z
siebie idiotki...
- Nie wydaje mi się, żebyś
kiedykolwiek o cokolwiek mnie prosił – odparowała dziewczyna, wyrywając
ramię z uścisku. Mikael spojrzał rozjuszony na tą upartą i nieznającą swojego
miejsca flądrę, po czym westchnął ciężko i przejechał paluszkami po mordce. – Dobra... Zrozumiałem. Proszę Cię, abyś mi pomogła uratować Gabriela. Czy teraz jesteś
usatysfakcjonowana?
- Jak najbardziej – powiedziała,
posyłając w jego stronę wredny uśmieszek, po czym zajęła miejsce, a Mikael
usiadł obok niej.
Po dłuższym czasie oczekiwania
wreszcie coś zaczęło się dziać. Aniołowie zajęli miejsca i zakończyli rozmowy,
po czym weszło dwóch umundurowanych Aniołów z rozłożonymi biało-czerwonymi
skrzydłami, prowadząc skutego Gabriela. Archanioł trzymał głowę wysoko i wpatrywał
się wszystkim po kolei w oczy. Kiedy jego spojrzenie padło na czarnowłosą, na
chwilę przystanął zszokowany jej obecnością tutaj, ale szybko otrząsnął się i
przeszedł dalej na wcześniej przygotowane miejsce po prawej stronie. W tym
samym momencie na tronie pojawił się znikąd starszy mężczyzna koło 40, w białej
bluzce i jasnoniebieskich, podartych jeansach. Jasnobrązowe włosy miał związane
z tyłu głowy, a długa na kilka centymetrów broda w tym samym kolorze spływała
swobodnie na jego pierś. Cała postać mężczyzny emanowała siłą i autorytetem, a
z jego skóry wydobywało się ciepłe światło.
Wszyscy podnieśli się jak na
komendę i wykonali głęboki ukłon, po czym ponownie zasiedli w ławach. Mężczyzna
rozejrzał się jasnoniebieskimi, mądrymi oczami po zebranych i zatrzymał
spojrzenie na Gabrielu.
- Gabrielu, czy podjętej przez
siebie decyzji pewien jesteś? – zapytał głębokim, melodyjnym głosem.
- Tak, mój Panie – odparł
archanioł ze spuszczoną głową.
- Rozumiem… – powiedział mężczyzna,
pocierając kciukiem nasadę nosa. – Zaiste wielkim wojownikiem i mym
przyjacielem jesteś, lecz skutków twej decyzji się obawiam. Toteż, pozbawienie
cię skrzydeł za zbędne uważam…
- Psssyt – szepnął Mikael,
szturchając Deę w ramię. Kiwnął głową w stronę tronu przekazując jej, że ma się
w końcu odezwać.
- Chwileczkę! – rzuciła
dziewczyna, wstając i zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych, tym
samym teraz tak gdzieś z kilka tysięcy par oczu wlepiało w nią zdruzgotane
spojrzenia, że „jak ona śmiała przerwać ich Panu?!”. W co ty się głupia wpakowałaś?, pomyślała nagle onieśmielona,
przebierając paluszkami ze zdenerwowania, lecz nie mogła się już wycofać.
- Czy zechciałabyś coś
powiedzieć, Armagedonie? – zapytał uprzejmie mężczyzna, wbijając w nią
przeszywające spojrzenie. Nagle dziewczyna poczuła niezwykle silny przymus, aby
odwrócić wzrok, byle by tylko nie wpatrywać się w te dwie żarzące się
niebiańskim ogniem głębie, jednak udało jej się powstrzymać. Kropelka potu
spłynęła po jej policzku i opadła na biust, znikając pod materiałem sukienki. Cholera, jak szła ta durna formułka?!
- Jam… jam jest ta, która
zbłądziła i prowadziła zbłąkanych ku ciemności… Ciemność jest mi Panią, a ja
jestem Jej sługą, lecz nie każ zbłąkanej istoty żałującej za swe grzechy. Przy…
przyjmę na swe ciało karę tego Archanioła Gabriela i odejdę z Twego Królestwa –
powiedziała i przełknęła zalegającą jej w gardle gulę. Głupi, głupi Lucah! Po co ja go w ogóle słuchałam?
Mężczyzna przez dłuższą chwilę
wpatrywał się w nią z nieprzeniknioną miną, po czym delikatnie, prawie że
niezauważalnie, uśmiechnął się i przeniósł spojrzenie na zszokowanego Gabriela.
- Czy akceptujesz wyznanie tej
dziewczyny? – zwrócił się do anioła, a ten momentalnie opuścił wzrok na ziemię.
- … T… tak… – szepnął z
zaciśniętym gardłem, po czym powtórzył głośniej, by wszyscy go usłyszeli. – Ja,
Archanioł Gabriel zgadzam się z wyznaniem Armagedona!
-
A więc dobrze! Wolą mą jest, byś utracił swe skrzydła i żył od tej pory pośród
ludzi jako Zdegradowany, aż kres twej pokuty nie nadejdzie. Niech tak się
stanie!
I
w tym samym momencie pojawiło się dwóch kolejnych aniołów, ubranych w zbroje,
którzy pochwycili Deę i wyprowadzili z Koloseum, wrzeszczącą i szamoczącą się.
Kątem oka zdążyła jeszcze zarejestrować jak kolejni żołnierze podchodzą do
Gabriela i do Mikaela i zabierają ich w jakieś nieznane czarnowłosej miejsce.
Nagle poczuła jak jej stopy odrywają się od ziemi i po chwili ponownie znalazła
się przed pensjonatem, w którym czekali na nią Shin i Kei. Żołnierze
zaprowadzili ją do pokoju i bezceremonialnie popchnęli na podłogę, zamykając za
sobą drzwi. Dea poderwała się i przywarła do drewna, bijąc w nie pięściami.
-
Wypuśćcie mnie stąd, wy parszywe mendy! Otwierać, albo rozwalę te cholerne
drzwi!
-
Przestań drzeć mordę – warknął blondyn, wychodząc z łazienki. – To nic nie da.
Ni w chuja nie da się tych drzwi otworzyć…
-
Taaa? – rzuciła Dea z mordem w oczach, odwracając się do Shina. – To, co niby
mamy tutaj robić?!
-
Czekać – odparł dyplomatycznie chłopak i rozłożył się na łóżku, na co
dziewczyna opadła bez siły na podłogę. Musieli
mnie tu zamknąć akurat z NIM, co nie?! Życie jest totalnie niesprawiedliwe! Nagle
pokój wypełniło… burczenie żołądka czarnowłosej…
-
Idę się wykąpać – mruknęła, po czym wstała i polazła do łazienki, by jak
najszybciej zniknąć z oczu chłopakowi.
Po paru minutach…
Drzwi
do łazienki otworzyły się z hukiem i z pomieszczenia wypadła rozjuszona
czarnowłosa dziewczyna, tym samym wyrywając biednego blondynka ze snu.
-
Shin! Dlaczego tam tak śmierdzi?! – wrzasnęła Dea, wciąż ubrana w sukienkę i
stanęła przed chłopakiem.
-
A skąd ja mam to wiedzieć, co? – odparł, podnosząc się i spoglądając na
czarnowłosą z niepokojem. – A tak w ogóle, to zjedz coś.
-
Brawo geniuszu, nie pomyślałam o tym. To w końcu naprawdę łatwe kupić tu
snickersa – odparowała z sarkazmem, krzyżując ręce przed sobą.
-
Proszę. Twój osobisty, prywatny snickers – wskazał na swoją pierś i pociągnął
dziewczynę za rękę tak, że opadła na niego. – Gryź.
Dea spojrzała na niego zszokowana
i spróbowała się wyrwać, lecz ponownie jej żołądek przypomniał o sobie.
-
Po co? – mruknęła zawstydzona brakiem swojej samokontroli.
-
Bo jak jesteś głodna, to zaczynasz strasznie gwiazdorzyć – zironizował i
spojrzał jej w oczy. – Nie bój się, nic mi nie będzie od jednego gryza.
Straciłaś za dużo energii w ciągu tego dnia, więc wolę porobić za przenośny
automat z przekąskami, niż patrzeć jak zamieniasz się w rozszalałego demona
spragnionego krwi.
Czasem naprawdę się zastanawiam, czy
powinnam go kochać, czy też nienawidzić, pomyślała, jednak wobec wcześniejszego oświadczenia, dziewczynie
nie pozostało nic innego jak po prostu użreć go w szyję, co też zrobiła. Po
paru łyczkach, oderwała się od blondyna i wytarła ręką usta.
-
Dzięki – mruknęła speszona, nie spoglądając mu w oczy.
-
Polecam się na przyszłość – powiedział i uśmiechnął się do czarnowłosej, choć
głowa napieprzała go jakby znowu dostał pałą.
-
Przepraszam, że tą milusią scenę wam przerywam, ale sprawę nieznoszącą zwłoki
do Armagedona mam – odezwał się głęboki głos od strony drzwi, sprawiając, że
Dea i Shin poderwali się z łóżka i odsunęli od siebie na bezpieczną odległość.
W pokoju stał ten sam mężczyzna w białej koszulce i jeansach, co zasiadał
wcześniej na tronie i spoglądał rozbawiony na ich zawstydzone twarze. – Podejdź
do mnie, dziecko – polecił, a Dea nie potrafiła oprzeć się tym razem rozkazowi,
zupełnie jakby jej ciało zostało spętane niewidzialnymi łańcuchami, ciągnącymi
ją do mężczyzny.
-
Deo, czy podjętej przez siebie decyzji pewna jesteś? – zadał to samo pytanie,
co Gabrielowi, na co dziewczyna kiwnęła głową, potwierdzając swoje wcześniejsze
słowa. Mężczyzna przyłożył ciepłą, emanującą światłem dłoń do czoła Dei. – A
więc dobrze. Oto twa kara za zwodzenie Mego płomienia. Od dziś aż po czasu
kres, Łaknień twych cię pozbawiam!
Dziewczyna
poczuła rozchodzące się od ręki mężczyzny ciepło, które ogarnęło całe jej ciało
żywym ogniem. Zacisnęła zęby, żeby nie zawyć z bólu, ale na szczęście po kilku
sekundach mężczyzna zabrał swą dłoń z czoła dziewczyny, a ogień w jej żyłach
momentalnie ugasł.
-
Doprawdy, masz odważne serce i niezłomną wolę. Mam nadzieję, że się wkrótce
spotkamy ponownie – powiedział, uśmiechając się delikatnie i rozpłynął się w
powietrzu, a w tym samym momencie ktoś przekręcił klucz w drzwiach i otworzył
je na oścież.
-
Tęskniliście? – zapytał Gabriel, wchodząc do pokoju i zastając zszokowanych
jego pojawieniem się ludzików.
- Gabriel! – wykrzyknęła Dea i
pobiegła do niego, rzucając mu się na szyję. – Po coś to zrobił?
- Ty cholerny sukinkocie! –
warknął Shin w tym samym momencie, co dziewczyna i również podszedł do anioła i
przywalił mu w plecy. – Czy cię posrało, barani łbie?!
- Heh, też się cieszę, że cię
widzę, Shin – odparł Gabriel, uśmiechając się do dwójki przyjaciół. Po chwili
zza drzwi wychynęła również głowa zaniepokojonego Keia, spoglądającego na tą
całą sytuację z niezrozumieniem.
- Musimy iść – powiedział
Gabriel, odsuwając się od wszystkich. – Ouriël się pojawił, przez co nie
jesteście tu dłużej bezpieczni…
Wyprowadził ich z budynku na pogrążony w znikających promieniach
słońca dziedziniec. Przemykali pomiędzy uliczkami, kryjąc się w cieniu i
unikając patroli obserwujących ulice, aż w końcu doszli do brzegu jeziora
ciągnącego się aż pod samą bramę.
- Tędy powinniśmy najszybciej
dostać się do Exodusa – powiedział Gabriel, spoglądając na resztę. – Lepiej się
pośpieszmy.
Szli równym tempem, coraz bardziej oddalając się od Ellysium, a
wieczorne rechotanie żab stanowiło jedyny dźwięk podczas ich wędrówki.
Byli w połowie drogi, kiedy
zauważyli jakąś postać pochylającą się nad brzegiem jeziora. Nieznajomy również
ich zauważył i odwrócił się do bandy…
- Rafaelu! – ucieszył się
Gabriel, rozpoznając w nieznajomym swojego przyjaciela i kompana. – Co ty tu
robisz?
- Czy mi się wydaje – szepnął
Shin wprost do ucha czarnowłosej, gdy Gabriel szedł w stronę Rafaela – czy on
rzeczywiście ma na sobie ciuchy z sex-shopu?
Dea dokładniej przyjrzała się aniołowi no i… rzeczywiście! Oprócz
czarnych włosów i ciemnobrązowych oczu, chłopak wyglądał zupełnie inaczej, niż
go zapamiętała z ostatniego razu. Miał na sobie czarnoczerwony, damski gorset i
krótkie spodenki, a do tego czarne kabaretki i bat w łapce!
- Nie patrz na to! – powiedziała
wysokim głosikiem spanikowana Dea i pośpiesznie zasłoniła łapką oczy Keia. – Tego
dzieci nie powinny oglądać!
- Weź się ubierz! – rzucił
blondyn w stronę anioła. – Wystarczy mi, że mieszkam razem z Ashem w jednym
pokoju. Przez ciebie znowu zaczynam się obawiać o własne dziewictwo…
Na te słowa anioł pstryknął paluszkami i cały jego strój zniknął,
zamieniony na jakiś dziwny czarno-biały, paskowany strój, w którym wyglądał zupełnie
niczym więzień.
- Błagam! Nie mówcie nikomu o
tym, co tutaj widzieliście! – wychlipał, a z jego oczu poleciały ciurkiem łzy.
– Tylko tutaj mogę być sobą, a jak inni się dowiedzą, to mnie znienawidzą!
- Nie wrzeszcz i nie rycz! –
warknął Shin, zatykając usta Rafaelowi. – Nie widzisz, że uciekamy? Jak nas
złapią przez ciebie, to przyrzekam ci, że te przebieranki to będzie twój
najmniejszy problem.
- Fto fas szyga? – zapytał z
wciąż zatkanymi ustami, więc Shin odsunął rąsię od jego twarzy. – Kto was
ściga?
- Ouriël wrócił – odpowiedział mu
Gabriel, na co archanioł zbladł, a na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
- Idę z wam – zadecydował
pośpiesznie brunet i ruszył w kierunku bramy.
- Że co?! – odezwali się
równocześnie Dea i Shin, natomiast Kei przyglądał się sytuacji z niezrozumiałym
wyrazem twarzy. Przekrzywił łebek w jedną stronę, zupełnie jak kot, i wpatrywał
się to w Shina i w Deę, to w Gabriela i Rafaela, to znowu w blondyna i
czarnowłosą i tak dalej i tak dalej…
- Po prostu pozwólmy mu iść z
nami. On boi się Ouriëla, a ja, ani nikt inny nie wiemy dlaczego.
Ludki spojrzeli po sobie i
zgodnie kiwnęli łebkami, po czym dołączyli do Rafaela w swej wędrówce. Byli już
przy samej bramie, chowając się w przydrożnych krzakach, kiedy wrota otworzyły
się, wpuszczając do środka kilku aniołów w pełnym umundurowaniu oraz jednego
człowieka, ubranego w brudny kaftan bezpieczeństwa i metalową maskę na twarzy,
spod której widać było tylko końcówki jego czerwonych włosów. Zamaskowany
człowiek nagle odwrócił głowę w stronę, gdzie ukrywała się banda, a jego brzuch
zatrząsł się, jakby facet się roześmiał, choć nie doszedł ich ani jeden dźwięk.
Eskorta przeszła dalej, aż w końcu zupełnie zniknęła im z oczu, jednak jeszcze
chwilę trwało nim ferajna wygrzebała się z krzaków.
- Kto to był? – zapytała
dziewczyna, jednak nikt, ani Gabriel ani Rafael, nie potrafił jej odpowiedzieć.
- Nieważne, kim on jest, lepiej
na wszelki wypadek nie zbliżać się do niego – powiedział poważnie Shin,
spoglądając na zaniepokojoną dziewczynę. Choć znając życie, i tak się na niego
napatoczą prędzej czy później. Cholera
jasna, to się robi coraz bardziej pojebane i nie wygląda na to, żeby miało się
w najbliższym czasie rozwiązać, pomyślał oglądając się po raz ostatni do
tyłu i na miejsce gdzie zniknęli tamci, a lodowaty dreszcz przeszedł mu po
plecach.
Pod bramą czekał na nich Mikael,
a tym razem na jego ustach gościł wymuszony uśmiech, jakby starał się ze
wszystkich sił o czymś nie myśleć. Spojrzał na Deę i wyciągnął w jej stronę
rękę, którą dziewczyna niepewnie ścisnęła, zaskoczona jego stosunkiem do
siebie.
- Dziękuję ci, Deo – powiedział
Archanioł, lekko zmieszany. – I przepraszam za wszystko, co dotychczas powiedziałem
lub zrobiłem. Myliłem się co do ciebie.
- E tam! – odparła dziewczyna,
posyłając mu szeroki uśmiech. – Nic się nie stało… A tak w ogóle, to nie
idziesz z nami?
- Nie. Mam tu jeszcze parę spraw
do załatwienia – odpowiedział Mikael, a jego głos na chwilę ponownie przybrał
tą twardą, brutalną nutę co kiedyś, lecz równie szybko wrócił do swego miłego
dla ucha brzmienia. – Uważajcie na siebie.
- Taaa, jak zawsze… Trzymaj się w
takim razie, Mikaelu – powiedział Shin, a cała reszta poszła za jego
przykładem, po czym każdy po kolei przechodził przez bramę i znikał. Pozostała
jedynie Dea. Zatrzymała się w połowie drogi i obróciła do Mikaela.
- Do zobaczenia następnym razem,
Miki! – zawołała i zniknęła w białych obłokach.
Na twarz Mikaela wypłynęły dawno
niewidziane uczucia, ukryte bardzo, bardzo głęboko w jego wnętrzu, sprawiając,
że jego rysy twarzy stały się delikatniejsze i po raz pierwszy całkowicie
zniknęła srogość z jego oczu, zastąpiona przez tęsknotę. Nagle anioł cicho się
roześmiał z niewiadomych nikomu przyczyn, po czym odwrócił się i odfrunął w
kierunku Ellysium.
***
Zakapturzona postać siedziała na
drzewie i obserwowała całe zdarzenie z przerażającym uśmiechem na twarzy. W
pewnym momencie podszedł do niej starszy mężczyzna, opierając się na lasce i
spojrzał na nią z mieszaniną niepokoju i ulgi.
- Zaczyna się robić ciekawie –
mruknęła postać i roześmiała się, głuchym, rechoczącym śmiechem zupełnie nie
zwracając uwagi na swego towarzysza.
- Twoje przypuszczenia sprawdziły
się – powiedział mężczyzna, zwracając tym samym na siebie zainteresowanie
istoty.
- Zawsze mnie to ciekawiło…
Dlaczego nam pomagasz? – zapytała postać wpatrując się świdrującym spojrzeniem
w starca. – Przecież nie zależy ci na władzy, bogactwie ani sławie. Więc, czego
chcesz… Zadkielu?
Archanioł spuścił wzrok na swoje
stare, zdeformowane ręce i na laskę, bez której nie potrafił się już poruszać.
– Chcę… odpoczynku – odpowiedział, hardo spoglądając na zakapturzoną postać. –
A tylko twoja strona mi to gwarantuje.
- Hehehe – ponownie roześmiała
się postać. – Masz rację. Kiedy to wszystko się skończy, będziesz mógł
odpocząć, Zadkielu, lecz na razie zaczekamy.
- Na co? – zapytał archanioł,
lecz jak tylko wypowiedział te słowa, od razu pożałował swej bezmyślności.
Zakapturzona postać uśmiechnęła się jeszcze szerzej i spojrzała na zamknięte
bramy Exodusa.
- Na Jego ruch – odparła powoli, a powietrze wypełnił
głośny rechot wydobywający się z jej piersi.
Napisany przez ~summon creature
OdpowiedzUsuńdnia 16.03.2014 o 17:26
Okejka, jestem, wreszcie.
Naprawdę świetnie to wymyśliłaś z tą Esencją i Powłoką! Powiedz szczerze, sama to wymyśliłaś czy masz jakąś inspirację?
Polubiłam Mikiego. A Rafał i te ciuszki… Ty naprawdę masz coś z główką! XD
Czekam na dziesiątkę! :)
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 16.03.2014 o 17:53
Miałam skrytą nadzieję, że spodobają Ci się nowe postacie, wiec cieszę się, że tak się stało. Odnośnie Esencji i Powłok, to całkowicie mój pomysł i sama jestem zaskoczona, że udało się się coś takiego wymyślić, albo przynajmniej nie spotkałam się z czymś takim w żadnej książce ani opowiadaniu, które przeczytałam przez prawie 17 lat mojego życia. Cieszę się również, że polubiłaś Mikusia, bo no cóż, bez spoilerowania, aniołek ma coś jeszcze w zanadrzu, co zachwieje światem brygady błaznów, ale prawdopodobnie ten element pojawi się dopiero w II części :( Jeszcze raz dziękuję za pozytywne komentarze i za poświęcony czas na te moje dziwne historyjki. Pozdrawiam i do następnej notki. :D
Napisany przez ~summon creature
Usuńdnia 17.03.2014 o 09:50
A ja jeszcze zapomniałam coś dodać!
Ten gościu w dżinsach i długiej brodzie to… to Jezus? XD Bo jeżeli tak, to, kurde, padłam!
Napisany przez ~CreativeViolet
Usuńdnia 18.03.2014 o 21:17
Nieeee, ten gościu zwie się Absolut (inaczej Bóg, wyjaśnione w Teorii) i to tatuś Jezusa…, a przynajmniej tak mi się zdaje, choć kto to tam wie, co mi jeszcze do głowy wpadnie? Jezus pojawi się znacznie później, prawdopodobnie w III części i jedynie w krótkim epizodzie.
Napisany przez ~summon creature
Usuńdnia 19.03.2014 o 17:38
Hoho, tatuś Jezusa. Nie no, chyba jeszcze lepiej! Padłam, naprawdę! XD